Articles Hierarchy
10. Wspomnienia z zalotów, ślubu i wesela.
- 22 Apr 2010
- Dzieje rodziny Aleksandrowicz
- 1772 Reads
- 0 Comments
Panienki się zeszły, nazbierały barwinku, naniosły kolorowych nici i zaczynają pleść wianek dla panny młodej. Przypinają wstążki, takie długie aż do ziemi, dobierają różne kolory. Śpiewają przy tym wiele i te bardzo pobożne pieśni i te smętne, pełne tęsknoty za chłopcem, za kochaniem. I chłopców nie brakuje, podśpiewują, zaczepiają, umawiają się na tańce, a śmiechom, żartom, śpiewom nie ma końca. A tu gospodarz piwem poczęstuje, gospodyni kołacza przyniesie, pieroga, maczki, to i radość się podwaja, gdy człek syty i zadowolony. Jak się tu nie radować, kiedy dwoje młodych się łączy, gdy nowa rodzina powstaje, a przede wszystkim niecodzienna okazja do przedniej zabawy się szykuje.
Wesele zaczyna się w czwartek, a trwa nieraz i trzy, cztery dni, potem znów trzeba wracać do codziennych obowiązków.
Gościna w izbie, tu stoją stoły, a na nich przednie jadło. To pieróg, maczka, jest kasza jaglana z prosa, jest kasza gryczana, kiełbasa, kołacze, makowce, jabłeczniki zwane przekładańcami. Jest i wódka, ale nie za wiele, bo nie każdego na nią stać, za to piwa więcej, dwie, trzy duże, pękate beczki.
Gdy naród podje, pogada, zdrowie młodych wypije, do tańców się rwie, a te urządzono w sadzie, miedzy jabłoniami, śliwami i gruszkami. Tu na zielonej trawie wirują skoczne oberki, zadziorne polki, wybuchają przyśpiewki i te pobożne śpiewane przez starsze kobiety, wzywające błogosławieństwa Bożego:
Przysięgałaś dzisiaj przed białym obrusem,
Niech ci błogosławi Maryja z Jezusem.
Częściej jednak grzmiały:
Oj, mówili ludzie, żeś ty jak lilija,
Nieraz ci twój Jasio oczka popodbija.
Niech se dobrze Jasio dziury pozatyka,
Bo mu Kasia ucieknie jak zagra muzyka.
A do pierwszej druhny, która dzisiaj taka dumna:
Pewnieś zapomniała rannego pacierza,
Bo teraz dostałaś krzywego tancerza.
I tak podrwiwali jedni z drugich, obnażając różne ukryte wady, wyolbrzymiając je niezmiernie, ale obrażać się nie wolno, boć to wesele i wszystko można tu śpiewać. Ale i na weselu nie wszyscy się z tym zgadzali. Niektórzy, co gorętszej krwi bądĽ częściej podtykający garniec pod beczkowy kurek, złośliwie zerkali na śpiewaków, ci nie pozostawali dłużni, bywało, że niektórzy po weselu jeszcze ze dwie niedziele z podbitym okiem chodzili. Ale jak nie tańczyć, jak nie śpiewać i się nie bawić, kiedy czas po temu.
Artykuł ze strony :http://www.izbapamieci.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=10&Itemid=28
Mijają lata, mijają dnie
przemija życie jakby we śnie.
Przemija młodość, kwitną marzenia,
a nam zostają tylko wspomnienia.
Życie jest piękne, porywające
jest tak cudowne, olśniewające.
Jest jak róża co się rozwija,
jest burzą wichrem, który przemija.
Wszystko na świecie przemija powoli,
pamięć o szczęściu i o tym co boli.
Wszystko przemija jak przeznaczenie
i tylko jedno zostaje nam WSPOMNIENIE.
Franio Aleksandrowicz kawaler (26 lat) z Krzeska Królowa Niwa w roku 1950 zajechał do "Walerków"(Walerian Gorzkowski ojciec Kazika), na kolonie- Kośmidrów do szewca aby zamówić sobie portfel. Szewcem w Kośmidrach był Franciszek Kozak."Walerkowa" przyszła do Biardów (sąsiadów) i powiedziała, że jest u nich kawaler oraz zaprosiła panny do kądzieli.Panny zaraz pobiegły tj. Jasia Biarda (19 lat) i Halina Byczuk- miała już dziecko Józio Byczuk.Panny miały bardzo krótkie spódniczki.
Młody jeĽdził na zaloty czym się dało, furmanką albo saniami. Sąsiadka „Walerkowa”podpowiedziała pannie, że jak przyjedzie kawaler to mu powiedz, że chałat (ubranie) możesz mu powiesić w szafie (udawaj że macie szafę).Było to w pierwszym tygodniu stycznia a na " Trzy Króle" przyjechał sie oficjalnie oświadczyć. W dzień oświadczyn przez kawalera panna zaśpiewała taką przyśpiewkę:
Chłopczyku tyś mój raj,
chłopczyku buzi daj,
i weĽ mnie w objęcia swe,
bo ja Cię kochać chce.
Następnie kawaler przywiózł pannę do Krzeska na oględziny, ciotki się zeszły, Władzia Starzyńska (mama Mietka) narobiła fikańców i stwierdzili że panna może być. Przy smażeniu pączków powiedziała, że "udały się pączki bo mają obrączki". Babcia Frania, Franciszka Pasiakowa( z domu Jagielak-79 lat) zaśpiewała:
"Ten malutki kieliszeczek,
nie doleci do kiszeczek.
A ja piję cienko, cienko,
aż zobaczę denko, denko.
i też wypiła kieliszek.
Jeszcze w tym karnawale odbył się ślub i wesele tzn. w środę 8 lutego 1950 roku (59 lat temu). Panna młody miała wtedy 18 lat i 5 m-cy, młody 26 lat i 3 m-ce. Wesele było w małej wsi na kolonii-Kośmidry wtedy na Podlasiu ( dzisiaj Mazowsze), gdzie do kościoła było 3 km polną drogą.
U młodego zebrała się najbliższa rodzina.Po błogosławieństwie młody wyjechał paradną
furmanką z drabinkami w dwa konie do młodej. Pozostali goście też furmankami.
Na pamiątkę wujek Jan Pasiak z Warszawy zrobił wspólne zdjęcie na podwórku u młodego.
Matka młodego zmarła na 7 m-cy przed ślubem.
Po powitaniu i błogosławieństwie, wspólne foto i wyjazd do kościoła. Młodzi mieli trzy pary drużbów na weselu. 1 para Wiktoria Kozak i Franek Parafiniuk, 2 para Jawiga Antoniak i Stanisław Mazur z Krasewa i 3 para Halina Mieścicka z Klimów i drużby nie pamiętam. Drugiej pary drużbów nie ma na zdjęciu, ponieważ druhna „Jadwiga Antoniakowa” wstydziła się drużby (był za mały i za młody)
Ojciec młodej Heronim Biarda podstawił trzy paradne bryczki, żeby młodym było wygodniej jechać.
Ale młody siadł na swoją furmankę i mówi : -Ty sobie jedĽ bryczką ja jadę furmanką.
Młoda pyta się swego ojca:- co ma robić a on mówi: - rób co On ci każe.
Młody ogląda się do tyłu i patrzy a młoda gramoli się na furmankę.
I para młoda pojechała furmanką a za nimi bryczkami goście.
Ślub odbył się w pięknym murowanym kościele w Krzesku, zbudowanym w stylu neogotyckim poświęconym w 1920 r.
Po powrocie z kościoła przyjęcie odbyło się w drewnianym domu ( który jest na foto) gdzie była sień, kuchnia, jedna izba i alkierz (pomieszczenie na łachy-które wisiały na drągach).
Na czas wesela łóżka i kredens były wyniesione do stodoły aby więcej się gości zmieściło. Goście zasiadali do stołu na trzy tury bo na raz nie mogli się zmieścić.Jak pierwsza grupa się gościła to dwie grupy hulały w innej chałupie.
Dla gości którym brakowało miejsca i dla młodych były tańce w innej chałupie na kolonii u „Gutków”, trzeba było iść ze 300 metrów po łące, wtedy był śnieg. Na weselu grał wujek Zygmunt Golbiak na harmonii i był też bęben.Na drugi dzień były „poprawiny”
Młodzi przeżyli ze sobą szczęśliwie razem 44 lata i wychowali 5-cioro dzieci, które wszystkie też mają swoje dzieci.
"Wieczność przed nami i wieczność za nami, a dla nas chwila między wiecznościami."
- Jan Izydor Sztaudynger
Opowiadała: panna młoda Janina Biarda- Aleksandrowicz w 2008 roku.
Post Comment
Please Login to Post a Comment.