Articles: Książki i artykuły Mieczysława Kalickiego z Grochówki parafia Krzesk.
3. Zarys historii parafii Krzesk 1907-2007.
Mieczysław Kalicki syn Zofii i Wacława urodzony w 1951 roku był od samego początku związany z kościołem parafialnym w Krzesku. W tejże świątyni przyjął chrzest, I Komunię św. i sakrament małżeństwa wraz z Jadwigą z domu Wysokińska(1971). w tej parafii oboje jako rodzice ochrzcili swą córkę Annę i trzech synów: Marka, Dariusza i Adriana.Jako mieszkaniec Grochówki systematycznie dokształcał się na kursach, a Wyższą Szkołę Rolniczą w Lublinie ukończył zaocznie w 1980 roku. w latach 1972- 1987 był pracownikiem miejscowych instytucji państwowych i spółdzielczych.Po wyższych studiach w 1986 roku przejął po swoich teściach i prowadził wraz z małżonką gospodarstwo rolne. Na skutek choroby musiał ograniczyć do minimum swoją działalność gospodarczą i na rzecz innej formy służenia ludziom na tym terenie.Interesowała go historia swego regionu.Bez specjalistycznego przygotowania in metody naukowej z niestrudzoną odwagą wkraczał w kulisy historii dotyczącej szczególnie swojej parafii, "Zarys historii parafii Krzesk"- to owoc żmudnych poszukiwań i redakcji zdobytych materiałów. Przez dwa lata autor trudził się nad wyracowanie tekstu, który mógł oddać do druku. pierwsze jego niepublikowane prace dotyczyły: " Kroniki rodziny Łuksiewiczów i Kalickich" oraz "Historia wsi Grochówka w zarysie". osoba ta znana jest nie tylko w Grochówce, ale i w dalszej okolicy. Jego bowiem dziadek Józef Kalicki(1867-1938) był budowniczym i właścicielem młyna zwanego "Parowiec" uruchomionego w Grochówce w 1913 roku.Rodzice natomiast: Wacław(1904-1969) i Zofia(1913-1969) byli jego zarządcami w latach 1956-1969. Kalicki Mieczysław z Grochówki Parafia Krzesk Autor książki z żoną Jadwigą w Zakopanem w poszukiwaniu korzeni góralskich. ZARYS HISTORII PARAFII KRZESK 1907 - 2007 Siedlce 2007 1. Parafia Krzesk Z opowieści wielu mieszkańców okolic dowiadujemy się , że po wybudowaniu kościoła ta kaplica drewniana została sprzedana do pobliskiej wsi Sobicze i długie jeszcze lata po przebudowie służyła jako stodoła. Upływ czasu, choć niezbyt długi zatarł już ślady nawet z opowieści jak właśnie doszło do zamysłu i budowy Kościoła parafialnego. Ustne przekazy z kręgu rodzin wielu wsi wskazują, że Kościół miał być budowany we wsi Wesółka. Mieszkańcy Łubów często wspominali rodzinę Aleksandrowiczów i Łukaszewiczów jako głównych pierwszych inicjatorów popierających dziedzica Marchockiego zamysłu budowy kościoła. Jeszcze dzisiaj mieszkańcy Wesółki z zasłyszanych opowieści mogą wskazać części działek, łąk, których granice biegną w stronę rzeczki „Krzymoszka”, gdzie była kopana glina na cegłę zużywaną przy budowie kościoła. To tutaj w Wesółce grunty rolne tuż za granicą gruntów Krzeska należały kiedyś do majątku ziemskiego w Krzesku. Na działce obecnego właściciela Henryka Pasiaka po dawnym budynkach dworskich czy to właścicieli, czy też zarządcy części majątku zachowały się schody kamienno-cementowe drewnianej oficyny dworskiej, jak też piwnica ziemna, sklepiona o dość charakterystycznym kształcie, wolnostojąca do przechowywania ziemniaków, warzyw i innych produktów żywnościowych np.: kapusty czy ogórków kiszonych, soków, powideł z owoców leśnych.W jednej z publikacji naukowej siedleckiej wspomina się także o usytuowaniu tutaj w Wesółce cmentarza cholerycznego parafii Zbuczyńskiej. Większość miejscowości wchodzących w skład obecnej Parafii Krzesk znajduje się po północnej stronie Traktu Brzeskiego utworzonego w latach 1822-1842 i przynależna była poprzednio do Parafii Zbuczyn. Parafia Zbuczyn została wydzielona z terytorium parafii Łuków ok. 1418 r., która podlegała była Diecezji w Krakowie.Z tej parafii została wydzielona parafia Krzesk. Odległość z Krzeska do Kościoła w Zbuczynie to wielkość 15 km, zaś od Sobicz do Zbuczyna to już pełne 20 km. Mieszkanka Sobicz lat temu kilka w potocznej rozmowie opowiadała mi, że Jej mama Sobieczewska pieszo boso chodziła do Kościoła w Zbuczynie. Jak na ówczesne warunki dotyczące środków transportowych były to już odległości znaczne. Zaznaczyć tutaj należy, że większość mieszkańców okolic krzeska to małorolni chłopi, którzy w większości takie odległości przemierzali pieszo, rzadko konno. Zapewne mało było takich gospodarzy-chłopów, których stać było na porządny zaprzęg wyjazdowy, taki „kościelny”, a jeśli już to chciałoby się wyjechać z całą rodziną, a ta w większości była wieloosobowa. Wówczas takimi „kościelnymi” pojazdami wyjazdowymi latem były bryczki czy walanty na drewnianych kołach lub „żelaĽniaki”, a zimą sanie wyjazdowe lub „zajdki”. Nie zachowały się z tych czasów w naszych okolicach żadne zapisy (o ile w ogóle one były) o skali takich sytuacji wyjazdu do kościoła. Na takie wyjazdy stać było większość właścicieli majątkowych, a była nią na pewno rodzina Marchockich.Jeszcze w latach 60-70-tych spotkać można było takie pojazdy, a z roku na rok przybywało konnych pojazdów ogumionych. Tutejsze pogranicze Mazowsza i Podlasia podlegały Carskiej Rosji. Ta podległość niosła za sobą trudne i ciężkie warunki życiowe. Przecież często brakowało podstawowych produktów żywnościowych - kartofli i chleba, a mięso nie zawsze pojawiało się na święta roczne – Wielkanoc i Boże Narodzenie. W takiej sytuacji członkowie wiejskich rodzin nie zawsze mieli nawet właściwego świątecznego ubrania, co nie oznacza, że nie było stopniowej poprawy w tym zakresie.Po upływie prawie 100 lat, gdy w miejscu obecnego Kościoła stała drewniana kaplica, znikły z widoku naszych oczu małe drewniane chaty z małymi okienkami, kryte słomą, często z gankiem, zimą ogacone słomą lub liśćmi. Stawiane ponownie różne budowle drewniane, w tym też i wiatraki przez zamożniejszych mieszkańców stanowią dzisiaj tylko przystrój i urozmaicenie krajobrazu.W warunkach obszernego pięknego Pałacu w stosunku do ówczesnych pobliskich kilku czworaków i wspomnianych z wyglądu wsi dziedzic ziemski Pan Zygmunt Ścibor Marchocki zadecydował o budowie takiego okazałego Kościoła, nawet wyglądem innego zupełnie, w innym stylu niż kościoły w okolicznych parafiach (Trzebieszów, Łuków, Międzyrzec) W warunkach „głasnosti” carskiej nie było można tak łatwo uzyskać zgody od władz (carskich) na budowę kościoła, a nie cerkwi z obrządkiem prawosławnym. My wszyscy starsi i młodsi czytający opis tych okoliczności nie jesteśmy zdolni pojąc ogromu przemyśleń, starań, wydatków jaką niosła decyzja dziedzica Marchockiego o rozpoczęciu budowy kościoła. Do trudu uzyskania zezwolenia na budowę nowego kościoła w tych okolicach trzeba brać pod uwagę fakt, że dopiero co w latach 1880-1899 budowany był nowy kościół w Zbuczynie, konsekrowany w 1809 roku, a Kościół też nowy w Trzebieszowie wybudowany w czasach powstania styczniowego 1863 r. (powstanie-sprzeciw przeciwko carowi) konsekrowany był w 1901 roku. Dla przykładu podaję, że większość ówczesnych parafii w diecezji (dzisiaj siedleckiej) powstała w latach innej zupełnie Rzeczpospolitej i tak: Międzyrzec 1174r. Przesmyki 1224r. Łuków 1250r. Mordy 1408r. Radzyń P. 1415r. Zbuczyn 1418r. Ulan 1425r. Pruszyn 1430r. Trzebieszów 1440r. Kodeń 1518r. Siedlce 1532r. Międzyrzec II 1564r. Radoryż 1588r. Drelów 1635r. Leśna P. 1686r. Diecezja Podlaska powstała w 1818 roku .. Z trudnością odczytuje się tylko niektóre pisane słowa i określenia ich znaczeń w aktach Kurii Siedleckiej, pisane po rosyjsku prostym pismem odręcznym do Namiestników Carskich w Lublinie o zgodę na parafię w Krzesku. W pismach – prośbach delikatnie wyrażanych z wielkim petyzmem grzecznościowym uznając zwierzchność władz carskich błagano wprost o zgodę na utworzenie parafii i budowę kościoła. W aktach parafii Krzesk i w Archiwum Kurii często uwidoczniony jest podpis hrabiego Księdza Ścipio del Campo ówczesnego proboszcza nowo budowanej katedry (1905-1912) co nasuwa wniosek, że fundator Zygmunt Ścibor Marchocki (będąc do końca życia kawalerem) znał się lub przyjaĽnił z tym ks. Proboszczem. foto. Zygmunt Ścibor-Marchocki Z innych znanych mi podobnych okoliczności wobec panującego carskiego prawa i mentalności urzędników tylko domyśleć się można, że każde pismo w sprawie jednej osoby czy rodziny, a cóż dopiero parafii dotyczącej w zamyśle poprawy jej statutu społecznego takie działania wymagały znacznego poparcia plikiem banknotów 100 rublowych, których uzyskanie z trudu pracy rąk było bardzo bolesne dla ludu polskiego. Tego okresu, tego wysiłku nie da się nawet porównać do ciężkich czasów okupacji hitlerowskiej, chyba że do warunków w obozach koncentracyjnych. Celowo staram się opisać trudności napotkane przez dziedzica Zygmunta Marchockiego o utworzenie parafii na Jego majątku, ponieważ tragedia ostatnich dni śp. Zygmunta zakończyła się na Kresach Wschodnich po wkroczeniu Armii Czerwonej 17 września 1939 roku do Polski, a Krzesk znajdował się w odległości zaledwie 70 km od wschodniej granicy, od Brześcia. Wygląda na to, że wojsko Rosyjskie naprawiło w ten sposób „błąd-pomylkę” dawnych swych rządców. Na potwierdzenie tego faktu brak co prawda dokumentów Ľródlanych. Wielu mieszkańców parafii nie tylko Krzeska przekonywało mnie, że zarówno Niemcy jak i Sowieci stacjonując w Pałacu w latach zaborów , a potem okupacji zniszczyli lub wykradli gromadzone dokumenty, ksiązki (piękny podobno był zbiór książek), rzeczy pozostawione w Pałacu. Dziedzica Marchockiego prowadzono na powrozie przy boku woza żelaĽniaka drabiniastego, na wozie zaś skrępowany siedział Biskup Siedlecki ks. Henryk PrzeĽdziecki. Wielka szkoda, że w naszych okolicach nie ma żadnego klasztoru, gdzie ojcowie zakonnicy skrzętnie piszą, przepisują, czytają i interesują się nie tylko historią Kościoła, ale też i życiem ogółu ludności. Zdaje się, że nie było indywidualnych osób chcących i umiejących prowadzić zapisy dotyczących zarówno drobnych zdarzeń historycznych w tym też dotyczących spraw religijnych. Wprawdzie, jak podają zapisy Kronik (ale już współczesnych) szkoła w Krzesku została zorganizowana w 1867 roku (tuż po powstaniu styczniowym), zaś do 1915 roku językiem obowiązkowym w szkole był rosyjski. Prawdopodobnie też Kronikę Krzeska napisał p. Pasiak Czesław s. Walentego z Krzeska, ale odnalezienie jej jest już chyba niemożliwe. Opierać można się tylko na Kronikach Szkół z Krzeska Nowego i Krzeska Starego, ale dane tam zawarte nie odnoszą się do spraw kościoła czy parafii, a jedynie zdawkowo wspomina się o Kościele na „Mokradłach” w „Borowinie” pod wsią Izdebki Wąsy. Wobec takich faktów szczególnie ważny jest zapis parafialny i diecezjalny, na którym opieram się w tym opracowaniu. Jest nim zapis z dnia 2 marca 1920 roku wymieniający: a) Prezesa Dozoru – Zygmunta Ścibor Marchockiego, i członków dozoru : - Władysława Krasuskiego, - Macieja Łukaszewicza, - Franciszka Grochowskiego b) ks. Romana Wilde – proboszcza krzeskiego Kościoła oraz wezwanych biegłych do oceny przedmiotów Kościoła: - Stanisława Chmielewskiego, - Teodora Radzikowskiego, - Stanisława Danielaka. Dalej w dokumencie tym wymienia się osobowo: - ks. Józefa Waśkiewicza, - ks. Wacława Chojeckiego, - ks. Romana Wilde jako kończącego budowę. Benedykcji kościoła dokonał dziekan siedlecki ks. Józef Ścipio del Campo- kanonik Katedralny Lubelski na mocy upoważnienia z Kurii Biskupiej Lubelskiej z dnia 21 lipca 1914 r. za nr 1865. Zapisano także m.in.: „od Janowa, Krzesk odległy o 7 mil przeszło Parafia liczy 4000 dusz, protestantów nie ma, prawosławnych i Żydów bardzo mało”. Powracając do lat budowy kościoła usłyszałem od wielu osób, iż prace początkowe przy budowie były bardzo uciążliwe i żmudne. Wozami żelaĽniakami zwożono większe kamienie z tego terenu zalegające na wielu gruntach uprawnych i łąkach. Wielu mężczyzn było zatrudnionych przy obróbce tych kamieni o bardzo różnych wielkościach. Przypatrując się uważnie na zewnętrzny cokół przy fundamentach sami możemy określić ich wielkość. Prawdopodobnym jest, że spośród mieszkańców Maciejowic wyróżnił się p. Wierzchowski jako znakomity kamieniarz. Ze wsi Izdebki Kosny potomkowie rodziny Wolskich, obecnie mieszkający poza parafią, wspominali, że ich ojciec i dziadek jeĽdzili wozem żelaznym po kamienie do budowy kościoła aż w okolice Mińska Mazowieckiego. Nie ma też zapisów, czy cegła była wypalana w pobliżu miejsca uzysku gliny, jak już wspomniałem w Wesółce, czy też w innym miejscu. Rozważać przy tym należy, że do procesu wyrobu cegły potrzebne były odpowiednie formy na cegły, narożniki itp. fasony można domyśleć się tylko, że były wypożyczane z Siedlec, przecież nie tak dawno budowano tutaj w Siedlcach okazałą budowlę (1905-1912) obecną Katedrę, która do czasu umiejscowienia tutaj Stolicy Biskupiej na początku 1924r. była zwykłym kościołem parafialnym. Wspomnę tutaj o rodzinie Aleksandrowiczów z Łubów fundatorów obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, czy jednocześnie obraz ten od samego początku był tak piękne przystrojony bardzo licznymi klejnotami z pereł, co jest bardzo widoczne nie zdołałem ustalić. Ołtarz główny wyposażony jest w dwa oddzielne wizerunki ; Jeden na okres postu – wizerunek CHRYSTUSA UKRZYŻOWANEGO Drugi wizerunek Najświętszej Maryji Panny – Matka Boska Częstochowska Na usilne prośby ze strony mieszkańców wsi Łuby, Kożuszki, Łuniew należących do parafii w Międzyrzecu, jako znacznie od niej oddalonych (12-15 km), Namiestnik Carski w Lublinie wyraził zgodę na ich przyłączenie do tworzącej się parafii Krzesk. Kożuszki jako samodzielna wieś w 1936r. po wybudowaniu kościoła w swojej wsi odstąpiła od naszej parafii, a Łuniew po utworzeniu parafii w pobliskiej wsi Krzewica w roku 1993: także odłączył się od naszej parafii. Następnym dalszym , a zarazem najważniejszym elementem budowy świątyni poza przygotowaniem materiału było wznoszenie ścian, wykonanie sklepienia i dachu.

46. Młyn rodziny Kalickich z Grochówki i młyny z okolic. Młyn rodziny Kalickich z Grochówki
Murowany , a nie drewniany młyn w Grochówce poruszany sinikiem spalinowym zwany popularnie „Parowcem” został zbudowany w początkach XX wieku . Trudno jest mi określić w jakim czasie i gdzie zbudowano pierwsze młyny w miastach tj. Łukowie, Siedlcach czy Międzyrzecu Podl. zapewne w najbliższych wsiach młynów motorowych nie było. Młyn rodziny Kalickich z Grochówki Opracowanie rozpoczęto pisać na komputerze 18 lutego po Środzie Popielcowej 2010 roku , dopisywano 6 kwietnia , 23 kwietnia, 2 i 4 maja ,od 14 do 22 maja z tą datą 22 maja nagrano na płytkę CD. Pierwsze młyny wodne i wietrzne pojawiły się na ziemiach polskich już w średniowieczu, ale dopiero od XVI wieku zaczęły się upowszechniać . Młyny te być może trafiły do Europy z Bliskiego Wschodu podczas Wypraw Krzyżowych ; są jednymi z najstarszych maszyn jakie stworzył – wymyślił człowiek. W czasach Stanisławowskich dość poważnie wzrosła liczba wiatraków na przedmieściach Warszawy- szczególnie typu holendry z Marymontu i Młocin budziły ciekawość mieszkańców. Ludność stolicy udawała się na wycieczki, aby podziwiać te młyny wietrzne. Jedna z dzielnic Warszawy, ze względu na posiadanie w ub. wieku ponad 50 wiatraków do dziś dnia zachowała nazwę regionalną „Młynów „ Złotym wiekiem dla wiatraków okazał się wiek XIX – wtedy najliczniej były one budowane . Więcej o wiatrakach będzie mowa w dalszej części opracowania Murowany , a nie drewniany młyn w Grochówce poruszany sinikiem spalinowym zwany popularnie „Parowcem” został zbudowany w początkach XX wieku . Trudno jest mi określić w jakim czasie i gdzie zbudowano pierwsze młyny w miastach tj. Łukowie, Siedlcach czy Międzyrzecu Podl. zapewne w najbliższych wsiach młynów motorowych nie było. W powiecie radzyńskim przykładowo w 1900 roku było 13 młynów parowych, w 1905 roku 8 , w 1910 – 2 młyny, młynów wodnych 20 , natomiast wiatraków 136 . Taka sytuacja wynika z faktu , że tereny najbliższe nie należą do bogatych w jakieś małe zakłady przemysłowe. Co prawda w Międzyrzecu Podl. była odlewnia żeliwa i produkowano drobne narzędzia rolnicze, mnóstwo natomiast było szczeciniarni - 32, była też fabryka odsadek , zabawek i zapałek , fabryk mydła 3 . Przyjmijmy umownie, że budowę młyna w Grochówce rozpoczęto tuż po 1910 roku .Pierwszy zapis dotyczy 1913 roku w Biurze Notariusza Romana Uszyńskiego mającego swoją kancelarię w mieście gubernialnym w Łukowie. /Grochówka od czasu utworzenia powiatów w zaborze austrowęgierskim /Galicji / ok. 1850 – 1870 r. aż do końca 1955 roku należała do powiatu łukowskiego Wówczas to firma czy też bank „Benesz i Syn” udziela Józefowi Kalickiemu z Grochówki pożyczki hipotecznej w kwocie 10.400 rubli . Zapis notariusza odręcznym pismem w języku rosyjskim trudny jest do odczytania i do całkowitego zrozumienia .Zapis , jak się zorientowałem zawiera także zapis z danymi : Szczepan Bobryk. Słyszałem kiedyś opowieść, że Bobryk otrzymał od dziadka Józefa plac z zabudowaniami stare siedlisko za pomoc przy budowie młyna . Jak to właściwie było – nie rozumiem , a może ktoś słyszał coś na ten temat . Czy dalszy zapis notariusza dotyczy pożyczki na budynek czy pożyczki na wyposażenie w niezbędne , najważniejsze maszyny jak ; motor spalinowy, mlewniki -- walce . Do opracowania dołączone będą na końcu kopie aktów prawnych i inne dokumenty, które udało się odnaleĽć w domu rodzinnym . Budowniczy młyna Józef Kalicki w 1913 roku / czas budowy młyna / ma już za sobą przeżytych 46 lat , a dorobku małżeńskim dwóch synów i pięć córek , najmłodszy syn Janek ma zaledwie 2 lata, a starszy syn Wacław 9 lat . Józef z całą swoją rodziną mieszka we wsi w drewnianym domu , a młyn buduje na wprost swego siedliska przy szosie przy tzw. trakcie brzeskim . Odległość od dawnego drewnianego domu i całego obejścia gospodarstwa to ok. 800-1000 m w linii prostej, jednak przy patrzeniu gołym okiem widać było zapewne postępy budowlane przy wznoszeniu budynku młyna. Jeszcze kilka słów o Józefie i jego rodzinie. Józef syn Wincentego i Katarzyny z Wysokińskich . / Katarzyna siostra Konstantego Wysokińskiego też z Grochówki mieszkającego na zachodnim końcu wsi po północnej stronie wsi . Konstantego syn Bronisław w czasie okupacji był sołtysem wsi , a Bronisława syn to Czesław, dziś na tym siedlisku mieszka Czesława córka Wiesława „Wiśka” z męża Wereniuk /. Dziadek Józef miał brata Franciszka / Wicka Kalickiego ojciec / i siostrę Mariannę za mężem Michałem Andrejewem / jeden z ich synów Andrzejewski – zmiana nazwiska był gdzieś w latach 1963 – 68 nauczycielem w szkole zawodowej w Radzyniu Podlaskim / . Zaraz obok po sąsiedzku mieszkał mego pradziadka Wincentego brat Michał , który miał trzy córki ; Mariannę za mężem Franciszkiem Grochowskim , Amelię za Świderskim w Tęczkach i Mariannę za Franciszkiem Wierzejskim w Wesółce / ich dzieci Jadwiga, Stanisław, Michał ,/ Właśnie te dziewczęta Maria, Marianna i Amelia zwane były „Kaliccanki „ Józef budowniczy młyna ożeniony był we wsi Fiukówka za Łukowem bliżej Krzywdy z Józefą z domu Sobol. U Sobolów w domu było trzy dziewczyny, znany jest los jednej - wyszła za Kalickiego , dwóch pozostałych los nieznany, wszak żadna nie pozostała we wsi Fiukówka . Sobolowie dawniej odkupili trzecią część majątku ziemskiego Fiukówka, a ojciec czy dziadek /dawniej / Sobol zasiadał na ławie sędziów starostwa Łuków. Mowa była taka – zginął za serwitut przed wsią rodzinną w powrocie z sądu . Józefa zmarła w Grochówce w wieku 45 lat w 1917 r… pozostawiając siedmioro dzieci przy ojcu . Tego też roku zmarł 10 letni jej syn Zygmuś . Tak więc Józef został w wieku 50 lat wdowcem. Mój ojciec Wacław miał wówczas 13 lat, i jak mi tuż przed śmiercią opowiadał znakomicie orientował się w rozliczeniach składkowych wsadów na sztukę mąki. Taka była mowa ; dajcie rozliczyć sztukę Wacławowi, on to dobrze wyliczy ; ile jakiego sortu ma odebrać każdy , stosownie do przywiezionego zboża . Od czasu śmierci żony Józef do ślubu syna Wacława w 1935 roku , jak i też potem nie ożenił się powtórnie. Zmarł jako wdowiec w 1938 r . w wieku 71 lat . Z opowiadania ojca Wacława wiem, że gdy miał lat ok. 15 został wysłany na Wschód do Brześcia by zawieść tam jakiegoś oficera rosyjskiego. O mały włos a mógłby nie wrócić, bo zaprzęg konny z wozem żelaznym drabiniastym był cennym w tamtym czasie łupem nie tylko dla rabusi, ale także dla zwykłych ludzi podczas zawieruchy wojennej . Trudno jest ustalić od kiedy dziadek Józef posiadał strzelbę myśliwską, ale wiadomo jest , że bywał na polowaniach w dobrach ziemskich dziedzica Marchockiego , a Zygmunta Marchockiego siostra Janina bardzo dobrze jeĽdziła konno i też lubiła polować .O tym ,że był myśliwym i miał strzelbę myśliwska zorientowałem się po zdjęciach i po portrecie namalowany przez nieznanego artystę m, który prawdopodobnie ożeniony z Żydówką potem w latach 50 – tych konserwował i odnawiał obrazy na terenie Torunia. Wiadomość z Radia Maryja ok. 2 lata wstecz . Józef będąc właścicielem młyna był odpowiednią partią dla dziedziców ziemskich Krzeska . Potwierdzeniem tego jest fakt ,że Józef figuruje na wekslu bankowym / pieczątka młyna Grochówka i podpis . / wystawionym na Janinę Marchocką przez Bank Towarzystwa Ziemskiego w Warszawie . Bank Towarzystwa Kredytowego ziemskiego mieścił się w tym samym budynku co i Polskie Radio rozpoczynające swoją działalność 1 lutego 1925 r / tego dnia bowiem został wyemitowany pierwszy program audycji radiowej przez pasjonatów PT Radiowych, ale stały już opracowany program radiowy nadawano dopiero od kwietnia 1926 roku / . Kiedy w końcu roku 1935 do domu przyszła synowa z Krzymoszyc /gmina Tłuściec / Zofia Łukasiewiczówna ożenek Józefa już nie wchodził w rachubę . Czy młode małżeństwo Wacław z Zofią przyszło mieszkać do części mieszkalnej przy młynie – nic nie wiem na ten temat , faktem jest natomiast , że zaraz przystąpiono do budowy domu z cegły czerwonej tuż obok budynku młyna. Wybrano raczej nie przez przypadek nowy plac pod budowę od strony wschodniej .PóĽniej przy zapisie rejentalnym wpisano od strony wschodniej, a część łąki od strony południowej dla Wacława , zapisując zapewne w czasie jakiejś choroby w 1937 roku w domu w Grochówce przed wezwanym na miejsce notariuszem całą ziemię w areale 4 ha po połowie na dwóch synów . Józef wyznacza spłaty dla pięciu córek po 10 tys. złotych z odroczeniem na lat pięć , z których to część już otrzymali . Wypis z wykazu hipotecznego księgi hipotecznej nieruchomości wsi Grochówka gminy Jakusze powiatu łukowskiego widnieje data 2/15 listopada 1913 r. i 6/19 kwietnia 1912 r. Lata okupacji nie były korzystne dla prowadzenia młyna . Pewnego dnia był taki przypadek – zbierany przez okupanta kontyngent od chłopów zboża był składowany w starej stodole przy młynie, ustalono , ze jednej nocy miało wszystko zboże zniknąć , pewna grupa chłopów została uzgodniona i podczas jednej nocy zboże znikło .Nie słyszałem, aby ojciec miał z tego tytułu nieprzyjemności ze strony okupanta . Pewnego też czasu przyszli niby partyzanci w dzień, pistolet przyłożyli do ust Mamy i gdzie klucz od piwnicy , brali co było i co chcieli – nie podano mi kto, lecz tylko to , że byli z okolic Łosic , a Taty nie było w domu . Nie jestem zorientowany , czy zaraz po śmierci dziadka ,czy potem zgodnie z zapisem testamentowym działalność młyna prowadzona była tzw. tygodniówkami , co praktycznie przekładało się na taki system : - w jednym tygodniu Wacław z upoważnienia sióstr Marianny Jasińskiej i Wandy Wierzejskiej prowadził przemiał dostarczonego przez chłopów zboża / wg własnych prowadzonych spisów dostawców / , wydawał odpowiednie sorty oraz prowadził przemiał na kamieniu zboża na śrutę dla inwentarza , jak też prawdopodobnie prowadził żyta przemiał na razówkę na kamieniu zwanym „francuzem „ - w drugim tygodniu brat Janek wraz ze wspólnikami Florianem Wierzejskim mężem Janiny oraz Gardiasem Janem mężem Eugenii prowadził przemiał w takich samych asortymentach Jak mi opowiadali znajomi i sąsiad Stanisław Grochowski s. Grzegorza zagęszczenie wozów konnych przed młynem w tygodniu Wacława było znacznie większe niż w tygodniu wspólników . Mama Zofia w sposób doskonały wspierała swego męża Wacława nie tylko poprzez zastępowanie w przyjmowaniu zboża do przemiału , wydawaniu sortów mąk i otrąb, ale znakomicie spełniała rolę gospodyni domowej przy przyjmowaniu gości zarówno ze strony władz, przełożonych, ale także w stosownym czasie częstowała z dalszych stron klientów herbatą czy nawet nalewkami. Do tych klientów należeli między innymi / których zapamiętałem / :Strus , ŚledĽ, Jary z Trzebieszowa, Jaszczuk Jan z Łukowiska , Komoszka z Krzymoszyc, Teresa Filipczuk z Krzeska Starego, Zosia Nowosielska z Wólki Kamiennej ,Irena Kozos rodem z Krzymoszyc . Częstym gościem był P. Trochimowski z Łukowa i Piotr Tymoszuk z Warszawy jako przełożeni Kierownika Młyna, do gości zaliczać także trzeba zespoły inwentaryzacyjne coroczne. Obowiązkowo też Mama podejmowała w czasie „kolędy „ księży , proboszczów parafialnych. Te umiejętności przyjmowania gości nabyła w szkole w Zakopanem –KuĽnicach – w Szkole Domowej Pracy Kobiet założonej i prowadzonej przez Generałową Zamojską od 1886 roku do 1954 r.. Trudno mi zgadnąć , dlaczego tak to się układało . Domyślam się jedynie , ale nie dla przechwały i wywyższania – inna była Wacława retoryka obsługi i przemiału niż wspólników . Podczas przynależności młyna do Gromadzkiej Rady Narodowej , gdy przewodniczącym był P. Stanisław Grochowski z Grochówki młyn jak i cała wieś została zelektryfikowana w 1966 roku, z dokumentów wiadomo , ze tak, a ponadto w spisach inwentaryzacyjnych widnieją osoby ; Pasiak Alfons sołtys Wesółki, Krasnodębski Roman agronom gromadzki, Zdzisława Krypa z Krzeska Nowego, Zdzisława Świderska z Tęczek oraz przedstawiciele nadzoru SIELECKICH Zakładów Przemysłu rolno – Spożywczego z siedzibą pod Jackiem w Siedlcach p. Skiba Aleksander, przełożonym był pan Piotr Tymoszuk a kierowcą P. Zygmunt Skolimowski z Siedlec . PóĽniejszy zapis z dnia 20 grudnia 1924 r. mówi , że wcześniejsze rygory hipoteczne / dotyczy zapewne pożyczki 10.400 rubli / scedowane zostały na rzecz Banku Handlowego w Łodzi oddz. w Lublinie z wniosku z dnia 18 lipca 1924 r. nr 38, a wykreślono na wniosek z dnia 3 września 1927 r. nr 65. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć prawnie, co w związku z hipoteką ma firma lubelska „Herman Benesz i Syn „. Niniejszy akt notarialny sporządził Pisarz Hipoteczny przy Sądzie Grodzkim w Łukowie. Wypis hipoteki wydano Józefowi Kalickiemu 9 listopada 1937 r. /swoją własność Józef Kalicki rozpisał na dwóch synów Wacława i Jana/ . Dalej w aktach znajdujemy umowę dzierżawną z dnia 15 sierpnia 1948 r.- młyn przekazuje się w dzierżawę Wincentemu Sikorzyńskiemu zam Międzyrzec Podl ul Zarówie 38 i Piotrowi Pietruczenko zam . Międzyrzec ul. Piłsudskiego 182 na okres jednego roku tj. do 15 sierpnia 1949 r. pod treścią umowy pieczęć okrągła Zarząd Miejski w Międzyrzecu i podłużna Burmistrz Miasta Międzyrzeca Podlaskiego. Z przeprowadzonej rozmowy z byłym młynarzem z Międzyrzeca Podlaskiego p. Pawła Wojtowicza dowiedziałem się , że motor spalinowy do młyna w Grochówce został zakupiony w Międzyrzecu od Biernackiego czy też Pytlowskiego Następny choć bardzo bolesny , a ważny akt to Rozporządzenie Ministra z 1951 r. o przejęciu na rzecz Skarbu Państwa Młyna Braci Kalickich Wacława i Jana w użytkowanie przez Gminną Spółdzielnię „SCh’’ w Trzebieszowie . Mając na myśli pewne plany Wacław zapisał się na kurs do Cechu w Lublinie i ukończył kurs na Mistrza Młynarstwa w 1950 roku. ……………………………………………………………………………………. ………………………………………………….. Dla przykładu i jako ciekawostkę podam pewne fakty powstawania fabryk po wojnie w Polsce: -1951 r - po byłej fabryce „Pocisk” w Warszawie powstał Zakład Naprawy Samochodów , następnie przekształcony na Warszawską Fabrykę Motocykli WFM – w tym też roku wyprodukowano 100 motocykli WFM , a już w 1962 roku produkcja wynosiła 62 tysiące motocykli. - w 1947 r. produkowano pierwsze traktory Ursus C-45 Sagan, -w 1957 samochody „Syrena” -w 1959 r. Ciągnik Ursus C -325 Motocykle WFM w 1956 r .można było kupić za tzw . talony zbożowe należało przedstawić kwity sprzedaży do punktów skupu zboża dokumentujące sprzedaż 100 kwintali np. żyta. Wacław kupił taki motocykl za takowy talon , około 1956 roku, następnie sprzedał WFM na kolonię Grochówka dla Grochowskiego, a zakupił motocykl węgierskiej produkcji Pannonia 250 . Tutaj wraz z odebraniem własności młyna odebrano możliwość podjęcia zatrudniania w tym młynie przez jego właścicieli dotychczasowych tak Wacława jak i Jana . Na stanowisko Kierownika Młyna zatrudniono starszego kawalera z pod Łukowa Pana Tadeusza Izdebskiego . W drodze nakazu administracyjnego miejscem zamieszkania dla Pana Izdebskiego był oddzielny pokój z oddzielnym wejściem w domu mieszkalnym Wacława i Zofii Kalickich . Trudno jest mi opisać pierwsze dni pobytu w naszym domu pana Tadeusza, z mojej pamięci lat dziecięcych wzajemne relacje były bardzo przyjazne , wręcz śmiem twierdzić rodzinne. W 1956 nastąpiła pewna „odwilż „ w rządach elity warszawskiej, zmieniono niektóre niepisane zasady prawa,, i już w nowym województwie warszawskim do którego przeniesiono Grochówkę i Tęczki , rok póĽniej i Maciejowice i już właściciele byłych obiektów niby przemysłowych mogli powrócić do swoich zakładów rzemieślniczych . Sytuacja zmieniła się w maju 1956 r. . Nasz tata z tą datą został zatrudniony na stanowisku kierownika młyna, zatrudnienie to trwało do końca żywota Wacława tj do stycznia 1969 r. Z dniem 1 stycznia z powiatu łukowskiego odłączono wsie Grochówkę i Tęczki a rok póĽniej , wieś Maciejowice i przyłączono do województwa warszawskiego powiatu siedleckiego . Tata w tym pierwotnym okresie po 1951 r. zatrudnił się na młynie w Hadynowie u Jana Jaszczuka ,który dzierżawili Michał Łukasiewicz z Krzymoszyc – brat Zofii Kalickiej - i Sierhej z Wólki Krzymowskiej . Trudno jest mi powiedzieć jak układała się współpraca między szwagrami - Wacławem a Michałem . Następny okres czasu zatrudnienia Taty 1956 – 1969 jest już dla mnie znany. Było to jednak tylko 15 lat, p i ę t n a ś c i e lat . Młyn w szerokiej okolicy był bardzo znany , a więc i furmanek konnych na placu nigdy nie brakowało , to raczej plac postojowy przed młynem stał się zbyt mały, kolejki wozów często oczekiwały na poboczu szosy. Owszem młyn gospodarczy w Grochówce nie był mały mając na względzie budynek w stosunku do innych młynów np. w Międzyrzecu ale wydajność , jakość mąki ,szczególnie pszennej / i obsługa przemawiały za jego wyborem przez okolicznych gospodarzy . W tym czasie o ile dobrze sobie przypominał w okolicy pracowały tylko dwa wiatraki w niedalekich Jakuszach, pozostałych już wiatraków w okolicy nie było .Dawniej przed 1945 rokiem były prawie w każdej wsi . – w Krzesku, Łubach, Kosnach , Zawadach , Grochówce, Maciejowicach /o tym wiatraku potem będzie jeszcze mowa / Pietrusach k/Hadynowa dwa wiatraki/ , w Trzebieszowie były dwa młyny wyposażone w motory spalinowe w budynkach murowanych, w Międzyrzecu Podlaskim było cztery młyny w tym jeden przejęty przez magistrat czyli Zarząd Miasta . /o tych młynach również w swoim czasie będzie mowa / . W okolicy były młyny jeszcze w Trzebieszowie, Zaolszyniu, Zbuczynie . Gołaczach ,Wielgorzu, Mordach Łosicach, Niemojkach , Platerowie, Rogozneczce za Międzyrzecem , Łuniewie, Krzymoszycach i w wielu jeszcze miejscach , może już zbyt odległych ale nie sposób mi ich znać i wymieniać . Tych właśnie piętnaście lat w mojej pamięci zostało na długo i może dlatego chciałbym przez swój sentyment zapisać dla potomnych, ponieważ te lata już nigdy nie wrócą w rzeczywistości . Ale czy te lata dla mnie tylko takie były , czy też dla pozostałego rodzeństwa. Zapewne rodzeństwo także kochało rodziców i będzie ten zapis dla nich także miły . Zapis ten będzie bardzo miły dla ciotecznego rodzeństwa, a także dla wielu znajomych rodziców lub raczej ich dzieci , jak też i dla naszych znajomych i przyjaciół . We młynie w Grochówce w latach 1956 – 1969 zatrudnieni byli oprócz Wacława : Sawicki Wacław w latach przedwojennych , w czasie okupacji i po wojnie gdzieś do roku 1956 Jamiuk Stanisław z Krzewicy – od 1958 r .poprzednio pracował na lotnisku Krzewica ur. 18 sierpnia 1931 r . zm. 16 . II . 1995 r. Skultecki Eugeniusz z Grochówki Łubik Józef z Krzewicy - jako młynarz i motorowy Lejnert Marian z Grochówki /przy szosie / jako motorowy zm. 5.II . 1985 r. lat 78 Maciejewski Józef z Tłuśćca zm. W 2010 r. mając ok. 50 lat . Wysokiński Feliks z Grochówki Grochowski Jan z Grochówki – przez krótki okres czasu w latach 60 -tych Borkowski Henryk z Krzeska - jak mi sam opowiadał nie wymieniając okresu zatrudnienia ale zapewne po 1945 roku po powrocie z Łagrów na Wschodzie . Łubik Józef ur 17.IX.1939 r. tak opisał swoją pracę w młynie Grochówka i innych młynach W 1955 r. – zostałem przyjęty na przyuczenie do zawodu do RPMG w Siedlcach , na młyn w Grochówce . 1956 r . zostałem wysłany na kurs młynarzy do Tarc koło Jarocina woj. . poznańskie. Po ukończeniu 3 miesięcznego kursu już pracowałem jako młynarz, bo młyn w tych latach miał tyle pracy, że musiał pracować w sezonie zimowym na trzy zmiany. Na jednej pracował Jamiuk , na drugiej Sawicki i na trzeciej ja Łubik. Do pomocy mieliśmy ludzi z okolic. W maszynowni pracował Lejnert Marian z synem na zmianę i inni. Ja natomiast przez te lata co pracowałem w RPMG byłem przerzucany na różne młyny w Siedlcach, pracowałem w delegacji i w Łosicach. W sumie na młynie w Grochówce i na motorowi pracowałem z przerwami. W 1962 r. zostałem powołany do odbycia służby wojskowej . Po odbyciu służby wojskowej w 1964 pracowałem jeszcze w młynie , ale daty to dokładnie nie pamiętam . Ja Mieczysław pamiętam Łubika , miałem wtedy już ponad 10 lat . Józek zrebił sobie sam sztangę z jakiegoś wału i nakładał koła pasowe i tak ćwiczył podnoszenie ciężarów, był niski , ale krępy . Ja nie dawałem rady podnieść takiego ciężaru nawet z miejsca – przyglądałem się jak on to doskonale robił, nawet się nie czerwienił . Opowiadał mi p. Kołkowicz z Międzyrzeca , że we młynie w Grochówce czasowo ukrywali się członkowie BCh, Na ile jest to prawdą – trudno ustalić, być może w którejś monografii jest o tym mowa . Gdzieś w latach 1978-82 przyjechało kilku panów czarnym samochodem na plac młyński i rozprawiali jak się zorientowałem o czasach dawniejszych w tym i o czasie okupacji , ale konkretów nie usłyszałem . W czasie , gdy żołnierze radzieccy wracali do domów po rozwiązaniu ich jednostek na zachodzie Polski np. Oleśnica zatrzymał się samochodem jeden oficer z synem w Grochówce przy młynie i opowiadał w mojej obecności, że tutaj będąc kawalerem stacjonował w latach 50 –tych jako żołnierz . Elektryfikacja wsi Grochówka przeprowadzona w 1966 r przyniosła duże zmiany Po zelektryfikowaniu młyna w 1966 r nie zatrudniano już motorniczego . Przeróbki instalacji elektrycznej były konieczne , była instalacja tylko świetlna z prądnicy o napięciu 110 volt. Zaprojektowano oddzielny nawet transformator i ustawiono na działce Krasuskiego Bolesława . Wszelkimi zamówieniami zarówno na silniki i koła pasowe do tych silników Zajmował się Wacław z pomocą syna Wiesława za aprobatą Przewodniczącego Gromadzkiej Rady Narodowej w Krzesku , a był nim Grochowski Stanisław z Grochówki kolonia . Naprawy olejaków i innych urządzeń elektrycznych dokonywał sam kierownik młyna lub wezwany elektryk . Najprawdopodobniej wraz z upaństwowieniem młyna w 1951 roku dokonano wymiany walcy na inne bardziej wydajne. metka fabryczna wskazuje 1951 r produkcji . Młyn wyposażony był w dwie pary walce 600 i 1200 mm , co oznacza długość/szerokość roboczą 60 i 100 cm / technologicznie 600 i 1000 mm / Jak mi wiadomo czynne były jedne i drugie walce tylko jednostronnie , druga strona stanowiła tylko zasób wymienny / na części wymienne lub zapasowe /.Tuż przed 1970 rokiem z produkcji wyłączono kamień używany do przemiału zboża n a osypkę, małe ilości przemiałowe, a w wolnych przestojach używano do tego walcy 1000 mm. Następnym bardzo ważnym urządzeniem to kamień młyński , służył kilkadziesiąt lat do mielenia zboża na śrutę /zwaną także osypką / . Za mojej pamięci nie był już używany kamień do przemiału zboża na tzw razówkę wraz z odsiewaczem tzw graniastym / sześciokątnym / wyposażonym w odpowiednie gazy z tworzywa sztucznego o oczkach 1-2 mm . Podobnie też walce do obróbki żyta i pszenicy współpracowały z odsiewaczami graniastymi / sześciokątnymi / do sortowania zmielonego zboża czyli kaszek i mąki . Kaszki były 2 – 3 razy poddawane obróbce przez walce . Walce to takie urządzenie które rowkowane pod odpowiednim kątem obracały się ‘’ na siebie ‘’ w szczelinę miedzy tak obracające się walce równomiernie na całej szerokości wprowadzane było ziarno zbóż / pszenicy lub żyta / celem rozdrobnienia – przemiału . Do wszelkich przemieszczeń do góry zboża , kaszek , mąki używano podnośników kubełkowych w obudowach drewnianych / można to zobaczyć na zdjęciach w tekście lub na końcu opracowania. Pas do którego małymi śrubkami przymocowane są kubełki zwie się pas gurtowy / płócienno- sznurkowy/ Który pracuje w małym obciążeniu i przy stosunkowo niskich obrotach/ w specjalnych okienkach wolno przesuwające się kubełki można bez pośpiechu dokładnie odliczać kolejno jeden po drugim choć są blisko siebie. Dla znającego temat powyższy opis zdaje się być śmieszny , a być może niepoważny . Przed poddaniem zboża obróbce mechanicznej najpierw ziano musi być oczyszczone i odpowiednio obrobione. Do tego celu używane są wialnie , tryjery i odsiewacze siatkowe . We młynie w Grochówce nie było wialni. Ale jest odsiewacz graniasty siatkowy i tzw tryjer. Tryjer jest to urządzenie w postaci walca o średnicy ok. 40 - 60 cm , na obwodzie od wewnątrz gęsto jeden obok drugiego dołki w które w momencie obracania się walca wpadają nasiona drobnych chwastów i inne zanieczyszczenia i podnoszone w górę, a potem gdy znajdą się bliżej górnego położenia opadają w rynienkę obrotowych prawych umieszczoną w środku wewnątrz obracającego się walca którą zsuwają się podczas bardzo drobnych ruchów poza urządzenie na zewnątrz . Odsiewacz graniasty siatkowy to nic innego jak pewnego rodzaju wialnia w której nie wykorzystuje się podmuchu powietrza. W urządzeniu tym w obracającym się bębnie odsiewane są rożne nieczystości, w tym też drobne kawałki nawet sznurków lnianych, parcianych i wiskozowych , a ponadto jak zauważyłem ma to na celu uniknięcie i tak już dość dużego zapylenia.. Innymi niezbędnymi urządzeniami wyposażenia młyna są odsiewacze czyli sortownice mąki oraz system wyłapywania kurzu tzw komora pyłowa z odprowadzeniem na zewnątrz budynku . We młynie w Grochówce miały zastosowanie odsiewacze cylindryczne , co uwidocznione jest na zdjęciu . Na zdjęciu ukazany jest też inny typ odsiewacza – komorowy z wykorzystaniem wibracji poziomej . Ten typ urządzenia znacznie jest oszczędniejszy w stosunku do zajmowanej powierzchni użytkowej, podłogowej Urządzenia te były montowane w małych powierzchniowo budynkach młyńskich np. w Łuniewie , Krzymoszycach, Hadynowie, Izdebkach – Wąsach , Międzyrzecu podl. / wymieniam te młyny które znam lub znałem osobiście, bądĽ też z opowiadań wiarygodnych osób znających temat dokładnie . Komory kurzowe lub tzw rękawy kurzowe to niezbędne wyposażenie młynów mające na celu ograniczenie zapylenia, którego trudno jest wyeliminować zupełnie. Często w różnych publikacjach poruszany jest problem pylicy i reumatyzmu u osób pracujących na stałe w młynach. Nie mogę opisywać jak ten problem jest rozwiązany w częściowo czy całkowicie automatycznych młynach – nie przebywałem w takich młynach jedynie w automatycznych Mieszalniach Pasz w Węgrowie i Ładnej k/ Nowego Targu , w tych obiektach również nie wyeliminowano całkowicie zapylenia . W procesie technologicznym bardzo ważna jest znajomość całokształt wszystkich jego składników jednostkowych .Tutaj , tak jak i w innych zawodach liczą się umiejętności i wyczucie w „dłoni i palcach „ stopnia rozdrobnienia ziarna przy każdym jednorazowym przejściu mlewa przez walce- mlewniki , uwydatnia się to poprzez uzyskanie właściwego rozdrobnienia, minimalizując jednocześnie koszty i tak: - ograniczyć do minimum ilość przepustów przez walce- mlewniki poszczególnych sortów mlewa, a w tym ważne są poszczególne już uzyskane kaszki – produkt pośredni, - uzyskanie właściwego złożenia walcy to znaczy; ustawić taką szczelinę pomiędzy jednym a drugim walcem, aby otrzymać właściwą jedność kaszki , która po ponownym wprowadzeniu na walce zostanie zmielona po uprzednim przesiewie przez odsiewacz graniasty da nam odpowiedniej jakości mąkę . Typy mąki będą omówione w innym miejscu opracowania – w tym też różne typu do różnych wypieków . W wyposażeniu młyna było także urządzenie do robienia kaszy z gryki czy jęczmienia . Było one używane rzadko i do ok., 1967 roku . Potem uległo awarii , której nie usunięto i tak już zostało do końca . Opisy o mąkach - najprawdopodobniej będą to kopie z różnych publikacji Tak w ogólnym zarysie wygląda proces technologii uzyskiwania mąk we młynie w Grochówce , co wcale nie oznacza indywidualności tego młyna w stosunku do innych młynów. Zasady produkcji są raczej takie same w każdym młynie , jednak specyfika przemiału tkwi jako zagadka lub raczej tajemnica każdego młyna i jego obsługi Poszczególne tajemnice każdy młynarz jak też i inny fachowiec pozostawia dla siebie lub przekazuje swoim następcom – w przypadku mego Taty Wacława zapewne swoje „kruczki” przekazał synowi Wiesławowi urodzonemu w 1937 r, którego wykształcił z Jego aprobatą na młynarza – Technikum Młynarskie w Krajence k/ Piły , którą ukończył w 1957 /58 roku , zdobywając pierwsze doświadczenia praktyczne na produkcji w Grochówce , w tym też i pracował na młynie w Grochówce w czasie choroby Taty w latach 1967-69, a po śmierci Matki Zofii był początkowo pracownikiem a potem kierownikiem młyna w 1970 –71 roku, po Wiesławie przez ok. 5 lat kierownikiem był syn budowniczego młyna Józefa Kalickiego - Jan Kalicki ur w 1911 r. Przekazywanie umiejętności w rodzinach nie należy do reguły, ale jest często spotykane w różnych zawodach z ojca na syna , czy też z matki na córki . Dla przykładu podam ,że córka młynarza Łukaszewicza Michała z Krzymoszyc też ukończyła szkołę młynarstwa i mąż jej też młynarz . Różne umiejętności są też przekazywane tak jakby genetycznie , tak jak cechy osobowe. Następnym etapem moich rozważań o młynach będzie przenoszenie napędu z motoru poprzez transmisję z udziałem pasów parcianych i ze skóry na koła pasowe poszczególnych maszyn . Dobór odpowiednich wielkości kół jak opowiadał mi pan Wojtowicz Paweł z Międzyrzeca był jednym z zasadniczych pytań na egzaminach czeladniczych czy mistrzowskich prowadzonych przez Cech w Lublinie. Tam egzamin zdawał m. in. Kalicki Wacław i Wojtowicz Paweł , choć w innych terminach . Dla bezpieczeństwa transmisje i wszelkie przekładnie pasowe są w odpowiedni sposób zabezpieczone przed wszelkimi osobami. Te koła pasowe i wszelkie przekładnia są czasami dość skomplikowane, tak przykładowo jest z napędem kamieni młyńskich , gdzie z pionowego ustawienia koła pasowego napęd przenoszony jest na koło usadowione na osi pionowej w pozycji poziomej . Przy tym układzie charakterystyczny był na owe czasy sposób umocowania wału pionowego nośnego kamienia młyńskiego, że nie ulegało to szybkiemu wytarciu, a przez to unikano przestoju z powodu awarii i konieczności naprawy czy też wymiany . Dla przeciętnego człowieka klienta przebywającego we młynie jest to rzecz nieznana. Takich nieznanych „różnych zagadek „ we wszystkich mechanicznych urządzeniach jest wiele. Wrócę do wiatraków ,w pewnym momencie i tam także jest dużo takich „zagadek „ jak na przykład dobrać wypełnienie skrzydeł wiatraka do wielkości siły wiatru . Transmisja jest to swego rodzaju zestaw wielu kół osadzonych na jednym wale, które napęd biorą z silnika parowego przy młynach motorowych, z koła wodnego –turbiny przy młynach wodnych, ze skrzydeł w wiatrakach . W taki to oto sposób doszliśmy do najważniejszej maszyny poruszającej wszystkie urządzenia młyńskie . Młyn Grochówka wyposażony był w niewielkiej wielkości motor parowy. Woda, przetwarzana na parę podgrzewana była drewnem zakupywanym najprawdopodobniej w większych majątkach ziemskich posiadających większe skupiska lasów, ponieważ i drzewa było potrzeba większe ilości . Zaopatrzenie w opał do „Parowca „ w Grochówce , ale przed 1939 rokiem dokonywano za pośrednictwem dziedzica majątku Krzesk p. Marchockiego z lasów do niego należących – lasu Krzesk o pow ok. 150 ha, a także z lasu „Borowina” o tej samej powierzchni . Najprawdopodobniej używano drzewa „ścisłego „ , a więc dębowego, grabowego rzadziej sosny czy osiki . Takie „ścisłe „ drzewa charakteryzują się większą kalorycznością i trzeba go stosunkowo mniej objętościowo w utrzymaniu wysokiej temperatury w piecu . Z opowieści jest mi wiadomo, że drwalka na drzewo znajdowała się przed budynkiem młyna . W budynku , a raczej w szopie w czasie kiedy utwardzano Trakt Brzeski pospolicie zwany szosą warszawsko – brzeską przechowywano różne narzędzia potrzebne do prac drogowych . Pokrótce opiszę teraz / montowany prawdopodobnie 1946-1949 rok / najbardziej zapamiętany motor młyński „Wintentur „ określany z niemieckiego Holzgaz otrzymujący do rozruchu i potem gaz generatorowy z węgla, najczęściej z koksu . Koks spalany był w dość dużym piecu z grubej blachy / 5-10 mm / wewnątrz wyłożonym cegłą czerwoną paloną mający od góry wsyp węgla i nożną przesłonę metalową , Wchodząc po metalowych schodkach z poręczą dokonywano wsypu wiadrem węgla . Dobrze pamiętam jeszcze dostawę pewnie okm 100 ton koksu na plac za młynem w roku 1964 czy 1966 założono wówczas całe podwórko , że do motorowi trzeba było po koksie przechodzić do drzwi . Przy rozpalaniu pieca , a także przy rozruchu motoru do wywołania większego płomienia stosowano ręczny na kolbę wentylator umieszczony tuż przy piecu . Obok tego pieca był drugi podobny, ale ten wypełniony kosem spełniał rolę filtra . Już z tego filtra gaz ze spalanego koksu zasysany był do komory spalania głowicy. Tutaj gaz sprężony ruchem tłoka średnicy 40 – 60 cm otrzymując iskrę od magneta zapalony powodował ruch posuwisto zwrotny tłoka . a ten przenoszony był na koło pasowe tuż przy kole zamachowym . Następnie poprzez pas obowiązkowo skórzany napęd przenoszony był na wolne koło transmisji. Następnie pas przesuwany był specjalną zasuwą na bierne koło transmisji nadając jej odpowiednią prędkość. Stosowanie wolnego koła transmisji miało na celu uruchomienie motoru bez zbędnych obciążeń dodatkowych. Ten sposób stosowany był też w młynach napędzanych jednym dużym silnikiem elektrycznym np. ostatnio widzianym i ukazanym na zdjęciu młyna w Wielgorzu p. Kisielińskich . Tak przy wszystkiego rodzaju silników trudności z uruchomieniem powodowane są bądĽ słabym dopływem paliwa lub też niedostateczną iskrą zapalającą . Uruchomienie często trwało nawet godzinę, zważywszy , ze rozpędzenie koła zamachowego dość dużego o średnicy ok. . 1 metra i ważącego pewnie nie mniej jak tonę to wysiłek dla kilku chłopów. Przy każdorazowym uruchomieniu obecni byli wszyscy pracownicy młyna wraz z obsługą / 2 młynarzy, motorowy i Wacław / . Ulatniający się mimo woli gaz czuli wszyscy obecni w motorowi . Dla wyjaśnienia podaję, że magneto to urządzenie małe, które podczas półobrotu wytwarzało prąd indukcyjny wytwarzając sekundową iskrę wprowadzaną do komory spalania . W momentach uruchamiania motoru opanowanie nerwowe Taty Wacława było wręcz zaskakujące i niewyobrażalne . Być może był to jeden z faktów wielkiego szacunku do tego człowieka –naszego Taty . Tak ten jak i poprzedni silnik spalinowy oparty był na ułożyskowaniu panewkowym , które wymagało bardzo częstego doglądania i sprawdzania prawidłowości pracy tzw. „kropelkowego „ dawkowania oleju smarowniczego . Szklane pojemniki i widzialne wzrokowo kropelki do dnia dzisiejszego pozostały w mojej pamięci . Do chwili obecnej , choć bez szkła przechowuję takie urządzenie , które tak jak i wiele innych wykonane jest z mosiądzu podnosząc walory wizualne , a w moim wypadku takie urządzenia wzbudzają sentyment. Do takich urządzeń sentymentalnych należy zauważony w wiatraku P. Golbiaka w Krzesku tak zwany regulator obrotów, a raczej urządzenie przeciwdziałające lewym i nadmiernym obrotom silników . Gdy już nadarzyła się okazja zakupu bardziej nowoczesnego i oszczędniejszego silnika na olej napędowy w Łukowie skorzystano z tej oferty. Okazało się jednak, ze sprężarka jest zużyta i dlatego do jego uruchomienia stosowano nadal wykorzystanie starego motoru „Wintentur „. Ten motor miał już znacznie cichszy „wark” i inne tchnienie komina , słychać było ciche „pach, pach” . Wyeliminowanie motorów spalinowych nastąpiło poprzez elektryfikację . Zmiana motoru i elektryfikacja nastąpiła podczas przynależności do Gromadzkiej Rady Narodowej w Krzesku. Ówczesna polityka nastawiona była raczej dla dobra i oczekiwań społecznych, a nie jak w chwili obecnej na konieczną maksymalizację zysków z pominięciem oczekiwań ogólnospołecznych . Opisu sytuacji po elektryfikacji proszę szukać w tekście . Po wyzwoleniu z pod okupacji hitlerowskiej w pomieszczeniach na dole młyna, w których poprzednio mieszkano w drodze nakazu zamieszkali żołnierze radzieccy nadzorujący i konserwujący napowietrzną linię telefoniczną Warszawa – Moskwa. Istnieje także do dziś dnia choć nieczynna od prawie 30 lat linia ziemna . Żołnierze przebywali do ok. 1956 r. Pani Górecka z Wólki Krzymowskiej wówczas jako panienka, pomagając w prowadzeniu domu Zofii Kalickiej bardzo miło wspominała kilka lat wstecz tych młodych żołnierzy. Czesław Wysokiński / były sołtys Grochówki / także potwierdza tę wersję opowiadania . W latach 50 –tych pracownik młyna p. Sawicki tak pokłócił się z którymś z żołnierzy, że ten mając giwerę w ręku pędzał go , a Sawicki wpadł do sieni domu Kalickich i zamknął na zasuwę drzwi wejściowe. Nieznane są bliższe okoliczności tego zajścia . Ja Mieczysław, będąc wówczas kilkuletnim chłopcem także trochę pamiętam tamten czas. Pewnego razu przyjechali żołnierze wojskowym samochodem skrzyniowym , na której po bokach były ławki do siedzenia , a między ławkami na podłodze leżało dużo bochenków chleba . Po pewnym czasie, po kilku latach na drewnianej ocapie znajdowano kulki karabinowe . Jednak nie bawiliśmy się nimi tylko oddaliśmy je ojcu Wacławowi . W pomieszczeniach tych w latach 63- 66 magazynowane były nawozy mineralne luzem – przeważnie sól potasowa czy superfosfat pylisty – tymi sprawami zawiadywał Grochowski Bolesław z Grochówki . Po 1975 roku przeniesiono sklep spożywczy ze wsi Grochówka do tych pomieszczeń młyna. Sklepową została Barbara Żelechowicza z Sąsiadki, ponieważ taką nazwą określano wówczas jeszcze tą część Grochówki . Już w latach 70 –tych sklepową do 1993 r. byli Helena i Czesław Wysokińscy „Bronciów „ z Grochówki . W roku 1991 „ już po Okrągłym Stole 1979 r . „ staraniem w ministerstwach Hanny Korpus Kalickiej córki współwłaściciela Jana Kalickiego i Mieczysława Kalickiego syna współwłaściciela Wacława nastąpiła w czerwcu 1993 rok reprywatyzacja młyna bez jakichkolwiek odszkodowań . ………………….. Do tej pory ministerstwa nie ogłosiły Dekretu czy Ustawy reprywatyzacyjnej . Stan zarówno samego budynku młyna jak i wewnętrznych urządzeń pozostawia wiele do życzenia co uwidocznione jest na przedstawionych zdjęciach z tego roku 2010. Jeśli chodzi o roszczenia odnośnie kamienic poniemieckich sprawy w sądach polskich mają się całkiem dobrze . Minęło wszak 17 lat od tego momentu, jednak dewastacji nie da się cofnąć . Próby upłynnienia młyna nie mają powodzenia. Nie należy spodziewać się uruchomienia młyna dla celów zarobkowych , raczej tylko jako skansen – ocalić od zapomnienia. Nie ma jednak osób skorych na takie sentymenty . Nowi właściciele- spadkobiercy Jana i Wacława , w pierwszym pokoleniu było ich siedmioro i nie są zainteresowani zagospodarowaniem młyna i zabezpieczeniem przed dalszą dewastacją warunków atmosferycznych . Taki los spotkał dawne młyny wodne, wiatraki i spotyka młyny motorowe i elektryczne . Taka sytuacja dotyczy także wielkich fabryk , kopalń , hut , stoczni, ale to już inna kwestia. O ile zdołam zdobyć zdjęcie motoru „Wintentur „ od pasjonata i historyka zajmującego się ginącym młynarstwem w powiecie garwolińskim będę bardzo ucieszony , a czytelnikom tego opracowania w istotny sposób przybliżę walory wzrokowe tego „sympatycznego ‘’ urządzenia mechanicznego . Więcej niż troszeczkę o innych młynach i wiatrakach . … Przy poznawaniu niektórych młynów w okolicy Zbuczyna pomocną rękę podała mi m koleżanka , była Wójt Gminy Zbuczyn Karolina Radzikowska z Biernackich / Izdebskich / spokrewniona z rodziną Kalickich ale z Wąsów. Po drodze do Karoliny zam. w Rętkach sfotografowałem budynek młyna w Zbuczynie i Gołaczach udając się nieco okrężną drogą do Wielgorza, Gm . Mordy. Na miejscu w domu młynarza /byłem wraz z żoną Jadwigą / zapoznani zostaliśmy z pięknymi obrazkami – obrazami olejnymi malowanymi ręką p. Kisielińskiej – małżonki młynarza.. W czasie już wstępnej rozmowy wiemy, że gospodyni pochodzi z rodziny młynarzy z Lubelszczyzny . Zdjęcie tego młyna będzie zamieszczone. Współwłaściciele młyna w Wielgorzu – Jan i Zbigniew Kisielińscy dokonali wpisu do ewidencji działalności gospodarczej 9 . X.1989 r. Gminy Mordy , młynarstwo , kończąc działalność z końcem 2002 roku . Pan Zbigniew Kisieliński ur. 5.XI 1926 r. w 2002 roku osiągnął wiek 76 lat , kończąc swoją pasję . Zwiedzając wewnątrz młyn zastałem w nim wzorowy porządek i czystość m, pomimo upływu 7 lat od zaprzestania świadczenia usług . Dyplom mistrza uzyskał w Ośrodku Góra Kalwaria 11 grudnia 1963 roku pod nadzorem Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie . Młyn w Wielgorzu stojący nieco na uboczu od główniejszego traktu wyposażony jest w duży ok. 15 – 25 kW silnik elektryczny, który napędzał urządzenia młyńskie tak jak i w innych młynach poprzez transmisję . Ostatnio z młyna wymontowano jako zbyteczne kamienie młyńskie pozostawiono je na zewnątrz przy ścianie .W młynie prowadzono przemiał zboża na mąkę żytnią i pszenną . Kilka lat wstecz jako pracownik GS „SCh” w Zbuczynie od swoich pracowników / Zbucki, Wierzejki , Jasiński, Brodzik,/ magazynierów słyszałem pochlebne wiadomości o młynie w Wielgorzu i nie sądziłem wówczas , że osobiście będę mógł to zobaczyć . Załączonych kilka, czy też kilkanaście zdjęć z tego młyna uwidoczni nam jego wyposażenie techniczne standardowe dla małych w kubaturze młynów zgodnie z założeniem autora niniejszego opracowania. Nieistniejący młyn w Izdebkach Wąsach obecna Gmina Zbuczyn …………………………………………… O młynie i rodzinie młynarza otrzymałem opracowanie w 2005 roku od kol. Karoliny Radzikowskiej . Z opracowania cytuję dosłownie ; Józef Radzikowski brat babci był budowniczym młynów, zbudował wiatrak w Izdebkach -, Wąsach oraz Bzowie , a potem młyn murowany z cegły czerwonej w Zbuczynie . Wiatrak w Izdebkach Wąsach kupił od niego Izdebski . Jego córka Czesława Lugowska wraz z mężem prowadzili ten młyn do 1945 roku. Pamiętam ten młyn wiatrak za wsią w kierunku wsi Izdebki Błażeje do ok., 1960 roku. Jan Biernacki miał trzech braci : Józefa , Edwarda i Antoniego . Wszyscy mieszkali w Liwkach, parafii Huszlew i byli gospodarzami. Po ślubie Honorata Biernacka sprzedała swoją włókę ziemi za 1000 rubli w złocie, a następnie kupiła włókę ziemi w Liwkach Dziadek i Babcia mieszkali w Liwkach do 1910 roku, tam urodziło się ich siedmioro dzieci. W 1910 roku sprzedali 2 włóki ziemi, 5 koni , 14 szt. bydła i przenieśli się do Zbuczyna na prośbę brata Babci – Józefa Radzikowskiego. W Zbuczynie urodziło się ich siedmioro następnych dzieci. Razem mieli więc 14 dzieci . Młyn stanowił współwłasność naszego dziadka Jana Biernackiego i Józefa Radzikowskiego. Dziadek nasz zainwestował cały swój majątek w młyn. Po kilku latach Józef Radzikowski odstąpił swój udział Józefowi Bardzkiemu / obcemu /, a sam przeniósł się do Siedlec . Różne były koleje sytuacji materialnej rodziny Biernackich wynikające z posiadania młyna jako jedynego ¬ródła dochodu. . Kiedy w czasie wojny nie można było kupić ropy / oleju napędowego – przyp. Autora / Dziadek zarabiał na chleb najmując się do pracy u gospodarzy . W latach 1924-1927 dochody z młyna pozwoliły na zainwestowanie 10. 000 zł. W budowę młyna prowadzoną przez syna Baltazara w Międzyrzecu Podlaskim / jedna morga ziemi = 0.56 ha kosztowała 200 zł / . W 1927 roku zmarł w Zbuczynie Jan Biernacki . babcia została wdową w wieku 47 lat, mając do wychowania 8 dzieci w wieku od 3 do 18 lat oraz procesy ze wspólnikiem. Kłopoty i procesy zmusiły Babcię do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu się ze Zbuczyna w rodzinne strony. Był to rok 1933 . Przeprowadzka do Izdebek Wąsów , mieszkanie u obcych ludzi, spanie na podłodze, przeniesienie domu ze ZBUCZYNA, ZESTAWIENIE GO POD WSIˇ Izdebki Wąsy z zamiarem uruchomienia mielenia, ponowne przeniesienie domu z Izdebek Wąsów na Żurawiniec , poniewierka, niedostatek i głód, w końcu uruchomienie mielenia w 1936 roku w połowie domu i zamieszkanie w swoim domu- oto najkrótsza opowieść o wdowim życiu Babci przez kilka lat. O Jej stresach i przeżyciach /z dużych pieniędzy do wielkiej nędzy / niewiele wiemy, możemy sobie tylko próbować wyobrazić . „Powiedziała jaskółka, że niedobra jest spółka „ – to przysłowie Babcia i Jej dzieci boleśnie odczuły, gdy ze Zbuczyna i młyna położonego przy szosie brzeskiej / międzynarodowej trasie Paryż – Moskwa / przenieśli się na gołe pole / nie swoje tylko dzierżawione / i musieli sobie poradzić . Z opowiadań Mamusi i cioci Hali mam utrwalone w pamięci, że w tym okresie rodzina bardzo cierpiała z głodu. Przez trzy miesiące nie jedli chleba, a przez trzy dni nie jedli wcale, dopiro poziomki leśne pozwały im przerwać tę ‘’trzydniówkę ‘’. Ciocie Hala i Regina poszły bolasu i nazbierały 7 litrów poziomek / czy było to takie łatwe ? , ale konieczne /. Do uruchomienia młyna głównym Ľródłem utrzymania było szycie dla okolicznych osób. Moja Mamusia Janina, po nauce szycia w Zbuczynie była główną krawcową, a młodsze siostry Jej pomagały . Wujkowie; Longin, Bolek i Franek pracowali na młynach w Wielgorzu, i Międzyrzecu Podlaskim u siostry i brata,. Babcia nie dopuszczała myśli, aby Jej dzieci mogły pracować u obcych. O historii tej spółki usłyszałam po raz pierwszy w 1973 roku, gdy pracowałam w Zbuczynie jako główna księgowa Urzędu Gminy. Do dziś w Zbuczynie i rodzinie Bardzkich ( /wspólnika / istnieje przekonanie ,że Biardzcy skrzywdzili Biernackich . Młyn w Zbuczynie jest nieczynny od ok. 1970 roku i do dziś jest Ľródłem nieporozumień rodzinnych . W naszej rodzinie zawód młynarza pełnili : 1. Anna i Ezechiel Kisielińscy w Wielgorzu oraz ich synowie :Zbigniew i Jan w Wielgorzu. 2. Baltazar i Filipina Biernaccy w Międzyrzecu Podlaskim oraz ich synowie : Medard i Ryszard W Międzyrzecu Podlaskim. 3. Halina i Zygmunt Kisielińscy na Żurawińcu oraz w Sokołowie Podlaskim, ich syn Jerzy W Sokołowie Podlaskim . 4. Bolesław i Aniela Biernaccy na Żurawińcu. 5. Longin i Czesława Biernaccy na Żurawińcu . 6. Franciszek i Barbara Biernaccy na Żurawińcu i w Dębem Wielkim. 7. Władysław Romaniuk prowadził wspomniany młyn w Zbuczynie, gdy był on w posiadaniu synowej wspólnika. Dziś wszystkie te młyny są nieczynne, a na Żurawińcu żaden ślad nie pozostał po domu i młynie . Zapisy z opracowania o rodzinie Jana i Honoraty Biernackich dokonanego w 2005 roku przez wnuczkę Karolinę Radzikowską pełniącą poprzednio funkcję Naczelnika Gminy Zbuczyn . I jeszcze jeden zapis ; bolesnym wydarzeniem w życiu rodziny było także aresztowanie w dniu 17 lutego 1945 r. przez NKWD- za działalność w Armii Krajowej – Longina i Bolesława Biernackich , a następnie wywiezienie ich w nieznanym kierunku, a potem na Syberie, gdzie spędzili wiele lat . Wrócili – Bolesław w 1954 r. , Longin w 1955 roku . Słów kilka o Żurawińcu – dziś Żurawinie nie figuruje na mapie ani w wykazie nazw miejscowości, tylko część gruntów należących do obrębu wsi Izdebki Wąsy i w obrębie wsi Kwasy nadal tak jest nazywana. W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich tom XIV strona 860 zapisano: „Żurawinie wś i fol. Pow. Siedlecki, Gm. Królowa Niwa, par. Zbuczyn ma 3dm. 29 mk . Biernaccy żony / mężowie Baltazar 1899 – 1987 Filipina 1903 – 1990 Anna 1907 – 1982 Ezechiel 1885 – 1970 Bolesław 1910 – 1989 Aniela 1923 Longin 1914- 1970 Czesława 1923 Apolonia 1916 1998 Władysław Romaniak 1914 – 2003 Franciszek 1918 -1987 Barbara 1926- 1988 Halina 1921 Zygmunt Kisieliński 1912 – 1993 O młynie wujka mego Michała Łukaszewicza tak piszą jego dzieci córki Elżbieta i Barbara z książki Juliana Borowskiego „ Rodzina Łukaszewiczów z Podlasia „ 2007 r. W 1944 roku w sierpniu w Krzymoszycach pojawili się żołnierze Armii Radzieckiej. Ponieważ gospodarstwo rolne było duże obszarowo, dla nowych władz byli „ kułakami „. Nowe prawo nieprzychylne dla „kułaków „ nakładało na rodziców obowiązek dużych dostaw zboża, żywca, mleka, że trudno było związać „koniec z końcem ” . Dlatego Tata podjął się pracy w młynie u siostry. Nowe doświadczenie miało duży wpływ na dalsze plany naszego Taty. Gdy w 1946 roku trąba powietrzna zerwała dach z domu, rodzice postanowili wykorzystać i tak konieczny remont domu do pobudowania go tak, żeby w jego części założyć młyn.. Aby zdobyć środki na inwestycję sprzedali część ziemi na Hadynowie. Zgodnie z planem młyn zajął połowę domu, a do drugiej części dobudowano kuchnię . Okres przebudowy domu dla naszej rodziny był szczególnie pracowity . Na okres budowy młyna nałożyły się też inne kłopoty. ¬ródłem pierwszego z nich był podział ziemi między tatę , a jego rodzeństwo. Innym kłopotem była choroba córki Zosi, którą na szczęście po pewnym czasie wyleczono. Niestety rodzice nie dostali zezwolenia na prowadzenie już pobudowanego młyna. Dlatego tata postanowił wziąć w dzierżawę młyn w Hadynowie od brata mamy – Jana Jaszczuka / Notabene ojciec chrzestny Mieczysława Kalickiego / . W latach 1951-1956 cała rodzina przeniosła się do Hadynowa . Rodzicom wtedy powodziło się dobrze, w tym czasie kupili działkę w Ożarowie Mazowieckim i postanowili wybudować na niej dom . Natomiast siostrze taty i jej mężowi / Zofii i Wacławowi Kalickim / nie powodziło się tak dobrze . / w 1951 roku upaństwowiono młyn w Grochówce / . Poprosiła ona o pomoc- tata zdecydował się przyjąć jej męża do spółki, to nie wyszło dobrze i Wacław pracował jako młynarz. W 1955 roku zmarła Babcia Kazimiera, po jej śmierci rodzina przeniosła się z powrotem do Krzymoszyc, rodzice otrzymali upragnione zezwolenie na uruchomienie młyna. Tata wrócił na swój młyn, Wacław szwagier do młyna w Grochówce w 1956 roku. Krótko o młynie Hadynów , gmina Olszanka . Właściciel młyna po wygaśnięciu umowy dzierżawy czy też jej rozwiązaniu ze szwagrem Michałem Łukaszewiczem i Sierhejem z Wólki Krzymowskiej podpisał umowę i innym dzierżawcą. Gdy nadarzyła się okazja Jan Jaszczuk sprzedał młyn. Nowy właściciel po pewnym czasie usunął urządzenia młyńskie, montując na dole w budynku duże kadzie i prowadził galwanizację różnych drobnych rzeczy. Po nagłej śmierci syna Andrzeja Jaszczuka wielki pasjonat i kolekcjoner różności na Mazurach w zakupionym wiatraku odkupił od wdowy zmarłego właściciela młyn w Hadynowie zupełnie już przebudowany do celów mieszkalnych – dla swojej żony bratanicy. Tak więc budynek powrócił do rodziny pierwszych właścicieli – Jaszczuków . Rodzina Jaszczuków wcześniej zakupiła 1/3 część z dawnego dworu wraz z częścią budynków . O byłym wiatraku w Maciejowicach do 1972 r. gmina Trzebieszów obecnie gmina Zbuczyn Syn właściciela Marian Urbanowicz pisze : Zjeżdżając z szosy Warszawa – Brześć do Maciejowic na lekkim wzniesieniu poza wsią stał przed II wojną światową młyn – wiatrak należący do rodziny Urbanowiczów, którzy przybyli zza Łukowa . W rodzinie Anny i Wacława Urbanowiczów urodziła się jedna córka i trzech synów w latach 1925 – 1932 . Urbanowicze przybyli do Maciejowic w 1928 r. Nabyty wiatrak był mocno zniszczony, naprawy dokonywał sam właściciel uruchamiając go w 1929 r. Na początku były sukcesy ekonomiczne do czasu, kiedy ruszył młyn motorowy państwa Kalickich w Grochówce. Konkurencja sprawiła, że było coraz gorzej. W lipcu 1939 roku wiatrak został sprzedany w okolice Mórd. Nowy właściciel nie zdążył go rozebrać i przewiedĽ w nowe miejsce. Kiedy w tym samym roku weszli Rosjanie to szukali młyna, bo był na planach- mapach . W czasie wojny ojciec kupił inny wiatrak w Kornicy obok Radzikowa, który z własnej winy spalił się przez zaprószenie ognia od piecyka . Po tym wydarzeniu ojciec dał zadatek 50 kwintali pszenicy na nowy wiatrak niedaleko Łosic. Po wojnie miał dopłacić 50 kwintali pszenicy i wejść w posiadanie wiatraka.nie doszło do tego, bo nie było umowy notarialnej tylko domowa spisana umowa i świadków. Poza stratą 50 kwintali pszenicy był to wielki kłopot rodziny. To niepowodzenie zmusiło ojca do zakupu wiatraka w Łukowisku Przerabiał go na napęd motorowy . 26 czerwca 1946 roku ojciec został zabity na tym młynie . Najmłodszy syn Urbanowiczów Marian / ur 1932 r./ w sierpniu 1950 r wyjechał do Gdańska. Podjął pracę w stoczni. Dziś jest na emeryturze , kontaktuje się z mieszkańcami Maciejowic a także z poznanym miejscowym historykiem Mieczysławem Kalickim z Grochówki , któremu przekazał wiadomości o rodzinnych perypetiach z wiązanych z wiatrakami . Przed dwu czy więcej lat wstecz znając moją pasję historyczną Jurek Golbiak z Krzeska Królowej Niwy podał mi dwa artykuły z Gazety Współczesnej i tym sposobem przybliżył mi historię swojego wiatraka , którą w pewnym skrócie omawiam w tym opracowaniu . Każdy z wiatraków ma swoje dzieje . Ma swoją historię także wiatrak stojący na górze we wsi Wojtachy gmina Korycin w Białostockiem . Z pokolenia na pokolenie należy do rodziny wiatracznych Skreczków. Wybudował go w końcu XIX wieku dziadek obecnego właściciela , Sabina Skreczki. Pan Sabin Skreczko podobnie jak jego dziad i ojciec jest młynarzem. Ostatnio przeprowadza Gruntowny remont wiatraka własnoręcznie dorabiając i wymieniając zużyte części. Jeszcze w tym roku znów ruszą skrzydła wiatraka młynarskiej rodziny Skreczków , by mleć ziarno na mąkę . W innym opracowaniu prasowym pisano między innymi tak : W Holandii wiatraków używano do odwadniania pól, w wszędzie głównie do mielenia zboża . Wiele nieczynnych wiatraków holenderskich otoczono opieką i jako zabytki architektury i techniki są obiektami zainteresowania turystów Natomiast na polskie wiatraki głupota ludzka wydała wyrok zagłady. Obcięto im skrzydła. A cóż jest wart ptak bez skrzydeł ? . Wiele z nich zniszczono i rozebrano. Wiatraków w pierwotnym stanie zostało niewiele. Stanowią nadal nierozłączny element krajobrazowy okolicy . Ze względu na użycie jako siły napędowej wiatru, ulokowane zostały na wzgórzach górujących nad okolicą i dlatego właśnie nadają swoisty wyraz krajobrazom polskiej wsi . …..We wsi Wojtachy pow. Sokółka z dala na wzgórzu widoczny jest taki pomnik rzemieślniczej techniki. Wiedziony żyłką szperacza pukam do drzwi chaty przy wiatraku. Zza stołu wstaje chudy, wąsaty, wysoki staruszek w okularach. Czy pan jest właścicielem tego wiatraka ? – Tak . I w ten sposób zaczęła się rozmowa . Józef Skreczko liczy 85 lat. Fach młynarski dziedziczyło się w jego rodzinie z dziada pradziada. Naukę pobierał u ojca i innych młynarzy. A drugiego rzemiosła tj . budownictwa młynów wodnych i wiatraków nauczyła go bieda . Na stole leżą podręczniki języka angielskiego. To jedyne książki w tym języku, jakie mógł zdobyć. Bo ta właśnie bieda wygnała Józefa Skreczko w 1907 roku do Stanów Zjednoczonych, by trochę dorobić się .Wrócił w 1911 r. Czytając te podręczniki wspomina dawne czasy . Stojący przy domu wiatrak zbudował w latach 1918 – 1923 . W okolicy nie było konkurencji więc i interes nieĽle prosperował. Obróbka drewna na wiatrak odbywała się w całości ręcznie. Tracze ręcznie przecierali budulec . Reszta została wykonana ręcznie przy użyciu topora i dłuta .Większość pracy wykonał stary młynarz własnoręcznie. Staruszek nie ma siły pójść pokazać swój wiatrak, a może wzruszenie mu nie pozwala. Bo znalazł się ktoś, kogo zainteresował jego wiatrak. Daje więc klucz , abym sam obejrzał. Niepewnie skrzypią schody do wiatraka . Olbrzymim kluczem otwieram zamek wielkości 35 x 35 x 10 cm. Wewnątrz na pierwszym planie warsztat stolarski. Potem tajemniczy labirynt wiatrakowej maszynerii, wykonanej w większości z dębiny i grabiny . Wszystko wygląda jakby wczoraj zatrzymał się tu czas . Znieruchomiały drewniane tryby i olbrzymie koła pokryte mącznym pyłem i kurzem . Zszedłszy do dołu dowiaduję się, że ten klucz i zamek były ręcznie wykonane przez staruszka. Wiatrak pracował bez przerwy do 1960 roku. Starego młynarza opuściły wtedy siły i nie mógł wypracować na opłacenie wysokich podatków . Wtedy zatrzymał skrzydła i po raz ostatni przekręcił klucz w zamku . Na szczęście piorun w 1966 r. lekko tylko uszkodził wiatrak. Wiatrak nie ma piorunochronu. Dalej osiągnięcia budowlane 1921, 1923 i wiadomości o pracowitości. Załamującym ze wzruszenia głosem staruszek mówi : oddałbym dla państwa za darmo jako zabytek, bo zniszczenie i rozebranie byłoby grzechem nie do przebaczenia . W jakich okolicznościach i jakim sposobem przewieziono ten wiatrak do Krzeska pozostanie tajemnicą jego obecnego właściciela. Ja Mieczysław byłem kilkakrotnie w tym wiatraku, podziwiałem jego konstrukcję nośną, wspaniałe wykończenie i przystosowanie do celów mieszkalnych jako H O T E L Wyposażony został w pełny zakres wygód z łazienkami , sanitariatami . Na zewnątrz wiatraka jak i wewnątrz prezentowane są różne relikty przeszłości nie tylko działu młynarstwa , ale także starodawne przedmioty codziennego użytku w gospodarstwach domowych chłopskich. Wszelkie oświetlenie gustownie zostało wkomponowane w drewniane koła od tzw. „żelaĽniaków „ . O wyposażeniu wiatraka najbardziej świadczyć będą niżej zamieszczone fotografie . Zabytkowy wiatrak przy Gorzelni w Krzesku Mająyku Młyn w Łuniewie Młyny w Międzyrzecu Podl. Młyny w Siedlcach Wiatraki Głuchowskich w Jakuszach i Krzesku Młyn k / Trzebieszowa Młyny i wiatraki k/ Garwolina /z gazet / Inne młyny z gazet Ciekawostki o młynach, mąkach makaronach i kaszach z różnych gazet i opracowań

5. Ochotnicz Straż Pożarna w Grochówce dawniej i dziś.
W latach 60-tych ubiegłego stule-cia domostwa i obejścia gospodarcze (w większości drewniane) często nawiedzał kataklizm pożarów. Dotychczas wszelkie spotkania odbywały się w drewnianych, krytych strzechą chałupach chłopskich. Wieś Grochówka zawsze była na uboczu tak pierwotnie gminy Jakusze, potem do 1956 r. gminy Trzebieszów, następnie gminy Krzesk. W jednym z numerów „Tygodnika Siedleckiego” z 2009 roku ukazała się krótka notatka o reaktywowaniu na terenie Gminy Zbuczyn ochotniczych straży pożarnych w Grochówce i Modrzewiu. Słów więc kilka, jak to było ze strażą ochotniczą w Grochówce… W latach 60-tych ubiegłego stule-cia domostwa i obejścia gospodarcze (w większości drewniane) często nawiedzał kataklizm pożarów. Wprawdzie w Grochówce pożary zdarzały się dość rzadko jednak znany w gminie Zbuczyn oddany działacz społeczny, nauczyciel z zawodu, wywodzący się z Grochówki. Pan Wacław Bobryk przystąpił do działań zmierzających do wybudowania remizy strażackiej wraz z propozycją utworzenia pomieszczeń na zebrania i zabawy wiejskie. Dotychczas wszelkie spotkania odbywały się w drewnianych, krytych strzechą chałupach chłopskich. Wieś Grochówka zawsze była na uboczu tak pierwotnie gminy Jakusze, potem do 1956 r. gminy Trzebieszów, następnie gminy Krzesk. Pan Wacław namówił mieszkańców Grochówki do powołania ochotniczej straży pożarnej i pobudowanie remizy wraz ze świetlicą. W latach 1966-1972 podczas przynależności Grochówki do Gromadzkiej Rady Narodowej w Krzesku pobudowano Remizę Strażacką i powołano do życia ochotniczą Straż Pożarną. Osobami, które w znacznym stopniu przyczyniły się do utworzenia straży byli: Grochowski Franciszek – ówczesny sołtys, Grochowski Klemens, Grochowski Stefan, Wysokiński Czesław. Z całą stanowczością można stwierdzić, że strażnica stała się wizytówką nie tylko Grochówki, ale też i całej wówczas gminy Krzesk, która właśnie w końcu 1972 roku ukończyła swoją działalność: utworzono wówczas Gminę Zbuczyn o innym statusie prawnym i znacznie większym obszarze. Dzięki panu Bobrykowi, za aprobatę Przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej w Siedlcach i Komendantowi Straży Powiatowej w Siedlcach wraz z budową zorganizowano kilkunastoosobowy zespół ochotniczej straży pożarnej. Fundusze na budowę uzyskano od Państwowego Zakładu Ubezpieczeń w Siedlcach, grunt pod budowę zakupili mieszkańcy wsi. W póĽniejszym czasie istniejącą wiejską sadzawkę przekształcono w staw – zbiornik przeciwpożarowy. Sytuacja społeczno – gospodarcza kraju w latach 80-tych przytłumiła działalność straży w Grochówce. Dopiero z chwilą wyboru w 2004 r. na sołtysa wsia w 2006 r. na radnego Gminy z obrębu wsi Grochówka, Tęczki, Maciejowice Pana Sylwestra Żelechowicza sytuacja uległa poprawie. Dzięki jego staraniom Ochotnicza Straży Pożarna w Grochówce została reaktywowana. On również doprowadził do sądowego uregulowania własności gruntu wraz z budynkiem na potrzeby straży pożarnej. Obecnie Ochotnicza Staż Pożarna jest stowarzyszeniem posiadającym wpis do Krajowego Rejestru Sądowego, liczy już ponad 20 członków, z których kilku posiada ukończony podstawowy kurs strażaka, a pięciu ukończyło szkolenie pomocy przedmedycznej. Wszystko to pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość tej jednostki. OSP Grochówka 2010 r. Już w 2009 roku po załatwieniu spraw związanych z nadaniem aktu własności dla Ochotniczej Straży Pożarnej w Grochówce zaangażowany w ten temat p. Żelechowicz Sylwester czynił starania o pozyskanie z Funduszy Unijnych pieniędzy na remont tego obiektu . Świetlica – Dom Strażaka wymaga wymiany : pokrycia dachowego, stolarki drzwiowej i okiennej i przystosowania garaży na samochód bojowy uzyskany z zasobów innej jednostki . Wniosek o dotacje zaakceptowany przez radnych gminnych i aprobatą Zarządu Gminy złożono na początku 2010 r. Wymagało to jednak wiele pracy i różnych załączników przy pomocy pracowników Urzędu Gminy i determinacji w konsekwentnym działaniu p. Żelechowicza jako sołtysa i jednocześnie radnego gminy . Wniosek został pomyślnie zaakceptowany na kwotę ok. 500 tys. zł . Mieszkańcy Grochówki na czele z OSP , pomimo kryzysu i cięć budżetowych mają nadzieję , że zamierzoną inwestycję uda się zrealizować w ciągu najbliższych 2 – 4 lat Do niniejszego tekstu w miejscu ,gdzie mowa o budowie należy się pewna poprawka, a mianowicie : niezbędny do budowy żwir i piasek ofiarował ze swojego pola w latach 60 – tych p . Wysokiński Czesław s. Michała od samego początku zaangażowany w budowę i działalność Ochotniczej Straży Pożarnej Grochówka .Obecnie wnuk p . Czesława – Głuchowski Paweł należy do OSP Grochówka . Do straży należą także innych dawnych członków OSP ich wnukowie . Remiza Strażacka w Grochówce Gmina Zbuczyn lipiec 2012 r. Nawiązując do artykułu dotyczącego tej kwestii , a zamieszczonego w kwartalniku Samorządu Gminy Zbuczyn nr 1/10 z dnia 31.III.2010 r ponownie zabieram w tej sprawie głos, mając na uwadze pewnego rodzaju zamknięcie toczącej się dyskusji na ten temat ,pomimo, ze nie jest to proste i tak do końca raczej nie wyczerpany temat , do którego ktoś może dorzucić swoje „ parę groszy” znaczy słów kilka. Pobudowana w latach 1966-1972 z inicjatywy i ogromnym zaangażowaniu Pana Wacława Bobryka / 1919- 2003/ oczywiście przy udziale i pomocy tak finansowej jak i fizycznej wielu mieszkańców wsi Grochówka w tym też szerokiego grona ówczesnej młodzieży szkolnej i pozaszkolnej. Żelechowicz Sylwester inicjator projektu przebudowy i modernizacji remizy Strażackiej w Grochówce z dopłatą z funduszu Unijnego latem- sierpień 2012 r . Uprzednio staraniem także Żelechowicza - utwardzenie i asfalt drogi przez wieś ,droga do szosy , drogi przez Wesółkę do Krzeska . Telefonizacja i internetowa wieża odbiorcza ,wodociąg we wsi , wprowadzono nazwy ulic i nowe numery domostw , oczyszczenie kilku odcinków rowów śródpolnych strony północnej W kilku ostatnich latach do wielu gospodarstw przybyło nowych ,dużych ciągników rolniczych wraz z podstawowym sprzętem towarzyszącym / z dopłatami unijnymi/ , jednak zauważalny jest upadek gospodarstw drobnych, drobnotowarowych, pozostał tylko jeden koń roboczy we wsi . Zmiany i we wsiach nastąpiły po włączeniu Polski w struktury Unii Europejskiej. Trwają obecnie prace remontowo - adaptacyjne – wakacje 2012 r. na koszt Gminy Zbuczyn ze znacznym dofinansowaniem Unii za kwotą ogólną do 500 tys .zł ; mają one na celu takie udogodnienia jak ; węzeł kuchenny wraz z chłodnią, węzeł grzewczy i sanitarny . Doczekali się mieszkańcy Grochówki tak jak i w innych wsiach sąsiedniej Gminy Międzyrzec Podlaski funkcjonalnego i z prawdziwego zdarzenia budynku w na miarę swych oczekiwań . Tak jak w latach 70-tych tak i teraz inni mieszkańcy Gminy zazdroszczą nam takiego funkcjonalnego budynku. Czas pokaże jak często mieszkańcy Grochówki będą korzystali z tej placówki kulturalnej i jakie propozycje jej wykorzystania przedstawią władze samorządowe , jak będą wspierane inicjatywy społeczeństwa. opracował Mieczysław Kalicki.

101. Wspólne śpiewanie Peśni Nrodowych w Grochówce
ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI. Grochówka 16 listopada 2015 r. Czynne uczestniczenie w obchodach Narodowego Święta Niepodległości w Krzesku Królowej Niwie Gm. Zbuczyn i Gimnazjum im. A. Mickiewicza w Krzewicy gm. Międzyrzec Podlaski w nieznany dla mnie sposób naruszyły moją dumę narodową. A dlaczego w mojej wsi takiego święta nie ma ? Więc 12 listopada wyruszyłem do Gminy i GOK-u Zbuczyn z zamiarem uzyskania pomocy w zorganizowaniu takiego święta w mojej rodzinnej wsi Grochówka. Naprędce napisałem wzór zaproszenia dla mieszkańców i zaraz pracownik wydrukował mi kilka takich zaproszeń w kolorach Biało –Czerwonych /czyli narodowych polskich/. Od ręki też na mój wniosek przekazano telefonicznie polecenie do pewnej osoby o zabezpieczenie odpowiedniego sprzętu- nagłośnienia i wyświetlacza wraz z laptopem. Mając już takie atuty w ręku rozpocząłem zapraszać swoich przyjaciół na święto śpiewu pieśni narodowych.Uruchomiłem machinę zaproszeń telefonicznych rozpoczynając od osoby p. Bohatyrewicza – kolekcjonera z Siedlec , potem następnych kolekcjonerów z Siedlec – p. Krzeskiego, Skolimowskiego, Aleksandrowicza, Owczarskich z terenu gminy Trzebieszów , a następnie bardzo wielu przyjaciół z naszej i sąsiednich gmin . i tak : P. Łaziuk, p. Sidorczuk, Daniluk , Adamowicz, Sobiczewski , P. Skup , Pomikło, Wróbel, Jakimiak i Dziedzic ,Radzikowska , Tchórzewską i innych nie pomijając wielu mieszkańców Grochówki z osobistym zaproszeniem i jeszcze wielu , wielu innych , których nie sposób wymieniać bez końca , z tego zapędzenia w niedzielny poranek zaprosiłem ks. Proboszcza i prosiłem odczytanie zaproszenia podczas ogłoszeń parafialnych. Wśród wielu domowych obowiązków wielokrotne telefony do osób zapraszanych troszeczkę wprowadzały domowy bałagan- cóż zamysł trzeba konsekwentnie dalej realizować, nie można zaprzestać i zaniechać. Zaplanowałem też skromny poczęstunek i trzeba zrobić zakupy, obmysleć co i jak , zapewniając w założeniu powodzenie z pewną klasą organizatorską. Wcześniej osobiście udałem się w niedzielę do świetlicy-remizy i już napotykam wielu zdążających na to spotykanie znajomych . Do pomocy z niebywałą chęcią przybyła zaproszona dziewczynka rodziny Grochowskich –ze wsi Grochówka , o dziwo nie zapamiętałem jej imienia. Pewne zasady takiego organizowania imprez miałem już za sobą – promowałem w ten sposób wśród mieszkańców wsi i znajomych wydawnictwo książkowe o parafii Krzesk. Ku zaskoczeniu moim stał się fakt wręczenia mi po pewnym czasie śpiewania wyświetlanych na ekranie Pieśni Narodowych stosownego podziękowania w formie pisemnej wraz z upominkiem przez Panią Skup i Panią Uziębło – przedstawicielki Kultury Siedlec . Czasami podczas krótkich moich komentarzy ukazywały się w oczach moich łzy i głos milkł na chwilę. To były moje chwile wzruszeń. Potem podczas krótkich przerw w śpiewaniu WIELE OSÓB WYPOWIADAŁO TAKŻE SWOJE ZADOWOLENIE z udziału w tym wspólnym śpiewaniu . Już w poniedziałkowy poranek odebraliśmy z żoną kilka telefonów potwierdzających znakomitą atmosferę spotkania i krótkie stwierdzenie- ile dla dobra innych może zrobić jedna osoba gromadząc na spotkaniu jednorazowo ponad 50-ąt osób , uatrakcyjniając spotkanie pokazem wielu pamiątek przez kolekcjonerów z okresu 20-lecia międzywojennego i innych przedmiotów już nieużytecznych w obecnej dobie czasowej. Organizatorzy Kalicki Mieczysław i Ochotnicza Straż Pożarna dziękuje wszystkich uczestnikom za udział w tej udanej imprezie poświęconej dla Kraju zwanego Rzeczpospolitą Polską ponownie z orłem w koronie i jak zawsze w kolorach narodowych biało-czerwonych oraz znaku Krzyża świętego. Podczas spotkania w przemowie wymieniono nasze szczególne znaki narodowe, - krzyż, godło i flagę.Opisu spotkania dokonał organizator Mieczysław Kalicki lat 64 z Grochówki gm. Zbuczyn.

47. Dziewczyny z Galicji na Podlasiu
Galicja potoczna nazwa ziem polskich znajdująca się w latach 1772- 1795 pod zaborem austryiackim oficjalnie Kr6lestwo Galicji i Lodomerii.W latach 1870-tych otrzymała autonomię. Traktem z 1919 roku Austria zrzekła się Galicji. Groch6wka 6 grudzień 2 001 r . Dziewczyny z Galicji na Podlasiu Galicja potocznie nazywa iemp olskichz najdujacasi Qw latach1 7'72- 1795p od zaborcma ustnackimo; ficjalnieK r6lestwoG alicjii Lodomerii.W latach1 8 70 tycho trzJmala :rutonomiI€ r.a f'1arezm l olq r. Ausrnaz#ft u Calicji Na naszymP odlasiuz nalazlys iQz tamtychs tronn i2ejw ymienionep anie: L PaniB ob.owskaz d. Kaniaw Groch6wce 2. Pani,,Adolfowaw" Jakuszach 3. PaniC zesiaw TEczkach 4. Pani Wajszczukowa z Wacławem Wajszczukiem z Trzebieszowa zamieszkali w Krzesku Majątku. 5. PaniA rlnaz d. Warunekz aF ranciszkiemK alickimz Groch6wki PaniB obrowskap ochodzilaz miejscowo3cWi ojs law k/ Mielca-W 1923r . wyszlaz am q2z a FranciszlaB obrowskiegzo GrocJr6wkMi- qZjej zmarlw 1933r ' w wieku4 l lat Z malzeristwa Bobrowskich pozostaly 2 dziewczlny i chlopak: - Zofra w. 1924 t. z zawodu tekarz - Stefciau I. 1926r . pedagog - Wieslawu r- 1930r . podporuczniSk zkolyO ficerskiej PaniB obrowskap o wojnieb olszewickiewj 1918r . uczylap otajemniew domuG rochowskiego Mariana,,W nuczka"W. p6zniejszymo kesien auczalaw SzkoleP odstawowewj Krzesku Kr6lowa Niwa. Nawiasem m6wi4c w domu tym w latach 60 tych i 70 tych odb''waty siq potaric6wki wiejskie,k t6rep okoleoiaz lat 1940- 1950jeszczpea miQtaj+ Panstwo Bobrowscy mieszkali w du2ym domu drewnianym we wschodniej czg(ci wsi PaniB obrowska- naucrycielkam, ialad u2eu znali:Irytanie' t6r6dm ieszkanco*' Groch6wki okolicznychw si.O jej c6rkachn iewiele'friadomoJ ednaw yszlaz am {z za p. Holowierilo z Krzewicy i mieszka w Warszawie na Pmdze w poblizu pornnika ,,Braterstwa brod" i oboje s4juz na emer]'turze. Wiesiom ajuz synap od 50 tkQ.J egos ynm a I dzieckoa' c6rkad wojed zieci' t PaniB obrowskajakow dowap onowniew yszlazam4zzazygntnta CzajkQZ drugiego malzeist\,vpaz yszedln a Swiats ynJ erzy( 1941r') JerzyC zajkajesot becnien adlesniczymw NadlesnictwiPe isz- PotemP ani Bobrowskav el Czajkowaw yjechalaz Groch6wki do Siedlec,a nastppnied o Warszawy. Byla zaprz:yjtLnionaz malzefstwemZ ofiQ i WaclawemK alickimi. PanC zajkab yl proszonyn a ojcac hzestnego(k uma)s ynaK alickich J6zefaw 1949r . Pan Czajka w latach 70 rych przyjechal do Waclawa wraz z my6liwymi Kola lowleckrego w Siedlcachw okresiep rzedS wiEtamBi o2egoN arodzeniai u rz4dzonpoo lolvanien az aj4cei Kuropatrvy. Po polowaniu do p6Znychg odzin nocnycht rwala kolacja z tradycyjnymp asztetemz zajqca' Mnie osobisciep asztetn iezb]4 smakowalponiewazc zui bylo wiatr polny, ale nadziewane kauopatwy byly znakomite. PanZ ygmuntC zajkau r. 1913r . ( w wiekuZ ofii Kalickiejt ezu rodzonewj 1913r ' ) zmarlo kolo 1982r . i pochowanyz ostaln a cmentarzuw Ciecha-nowieP. an Czajkaz a usilna namow4z ony ukofczylz aocznes tudiap edagogicznnea UMCS w Lublinie.T ematemje go pracym agisterskiej byl ,,Wplnv irodowiskan a poziomi nteleldualnuy czni6wS zkolyP odstawowewj Krzesku"Z pracyt ej moglibySmdyo wiedzie6s iqo poziomiew iedzys poleczeirstwoak olicznych miejscowoscwi tamrymo kresie- W latach 80 tych Paistwo Holowieikowie ( c6rka Pani Bobrowskiej ) byli we Wloszech' Bratanekp anaH olowieiko JerzyH olowiefikos ynF eliksaz sqsiedniewj si Krzewicau prawta do dzisiaj pole i 14k9 w Groch6wce. Na mysl przychodzi taka kwestia - z zadnego inoego domu z Groch6wki nikt nie ozenil sig ani aadnat ie wyszlaz a m4z do sq5iednieKj rzewicy. Tylko z domu Bobrowskich- Czajk6w Krzysztof Wysokiiski qn Adama i Kazimiery ozenil siQ z pama Lewick4 z lkzewicy' Inni teZ chodzilin a,,kawalerkgd"o tej miejscowo6cjie, dnakd o za6lubinn igdyn ie dosdo' W latach 60 tych ubieglego stulecia do rodzinnego domn pr4jezdzali mlodzi chlopcy Nigdy ich nie p1'talemja k maja,nan azwisko.P amiQtamz, ej eden z nich nazywals iQK rystek lub podobniei wraz z innlnni dzieimi z Groch6wki i S4siadki( S4siadka- tak zwanok ilkanadcie domostwp rzy szosien alez4cychd o Groch6wki) zabawiali siq w,,fajerki" na cementowej w6wczass zosie.F ajerki z kucbni wqglowej popychaneb yly sp€cjalniew ygiarymd lugim drutem - to byla wiej skich dzieci zabawa. Do dzieciqcychz abaww akacyjnychn alezalyt alize k4pielew malej sadzawcez wanejK gpin4 Ci chlopcyw p6Zniejszymc zasieja ko piQtnastolatkowiep rzyjechali do Groch6wki na wakacjei puszczali malutkie samoloty z silniczkami spalinowyrni' zdalnie sterowane Nam dzieciom wiejskim bardzo siQ to podobalo, bylo duzo zdziwienia i zachwltu' Dom w kt6rrm mieszkali Bobrowscy i Czajkowie zakupilo mal2eistwo Adam i KzTimiera Wysokiriscy zwani ,, Adamkami" o czym juZ wczeiniej byla mowa Na drugiej stronie tego opmcowanijae stj egoz djQciew ykonaneo d stronyp oludniowe' j O drugiej dziewc4mie z Galicji nie jest mi wiQcej wiadomo poza q'm' 2e wyszla z:a gospodarzAad olfad o Jakusz. Nastqpnza nich- paniC zesiaw Tqczkachz' rnarlaw doS6d ziwnycho kolicano5ciach' Gospodyniwe Tqczkachi nie rylko,s porz4dzalnya SwiQt"oW szystkich iwiQtych' specjalne pierogi Swi4teczneP. rawdopodobniete pierogi spoz)4ep rzezp CzesiQb yly bezposredni4 przyczynjqe j Smierci. CzwartqG alicjank4b yla PaniW ajszczukowa- nauczycielka W latachm niej wiec€J 1962 1965b yla kierownikiem szkoly w Krzesku dobrzep amiQtams tarsz4p ani4K ierownik' Dom w kt6r],rnm ieszkali Wajszczukowiew KrzeskuM ai4tku zakupila Gminna Sp6ldzielnia Krzesk.P ocz4tkowboy lat am gospodap,o tems klepy'n astqpnisek lepyi biuro'a dzisiajd uzy sklep spoz)'wczo- przemYslouY PairstwoW ajszczukowime ieli trojed zieci Romek,M arylai Stach Starsim ieszkarlcwy si Groch6wkaz nalii ch dzieci. Kolejn4G alicjank4jesAt nnaK alickaz domuW arunekz Kolbuszowe(jw iei Huciska) Ama pracowalau paristwaG ul6r w Warszawiep rzy Placu Szembekan a Grochowie,a potemu paiistwaB obrowskichw Groch6wce Wyszla za starszegoju z panaF ranciszkaK alickieS' s)'lra Wincentego i Katarzlny z domu Wysokifskiej. Z malzeistlva tego pierwszy s1n zmarl%i6ch dniacho d narodzin.D rugi syn Wincenty r-rr.1 947r . mieszkan a ojcowiZniew Groch6wce pzy szosie. Ma 2 sln6w, 2 c6rki i juz czterech wnuk6w i dwie wnuczki Tak wiQc Anna doczekala jeszczep rawnuk6w.Z djacie Anny i s}11aW incentegon a stronie 8' Wszystkich rych, kt6rzy badq czytali niniejsze opmcowanie, a chcieliby podzielid siQ swoimi wspomnieniamiz lat ubiegtychz wiqzarych ze wsi4 Groch6wkap roszQo koltakt listowny lub osobisty z autorem tego i innych opracowai slna Waclawa i Zofii Kalickich' Mieczyslawa Kalickiego zam Groch6wka 62, 08 - 111 Kzesk za co z g6ry i grzeczno6ci dzigkujg MieczyslawK alicki Ponadtop roszQo wszelk;ep ami4tki zwiqzanez osobani z Groch6wki zdjecia' pisma,r zeczvd ornower tp'

6. Zarysu Historii Parafii Krzesk 1907-2007 II wydanie poprawione
>Kaplica w Łubach. Spośród 150 książek wydanych pod tym tytułem w 2007 i 2008 roku jedną przeczytał p. Wiraszka Robert z Radomia. Pan Wiraszka należący do Polskiego Związku Kawalerów Maltańskich. Zwrócił tutaj uwagę na podpis zdjęcia portretu ziemianina i głównego fundatora Kościoła Parafialnego w Krzesku Pana Zygmunta Ścibor – Marchockiego, który to portret umieszczony jest w kościele tuż przy wejściu w prawej nawie. Zainteresowanie dystynktoriami w postaci Krzyża i pasa biodrowego doprowadziło do sprostowania podpisu: wino być Kawaler Maltański, a nie Szambelan Papieski w tym wypadku. Zebrane dodatkowo wiadomości o dziedzicu w Krzesku a także różne informacje z kręgu znajomych p. Wiraszki, a także różne zdjęcia z życia parafii ze zbiorów Jana Aleksandrowicza i wiele pism Archiwum Diecezjalnego w Siedlcach skłoniły mnie do dokonania tego uzupełnienia. Uzupełnienie to może stanowić tylko podtemat opracowania naukowego o Parafii Krzesk, pod redakcją Roberta Wiraszki, które może ukazać się tuż pod koniec lata roku bieżącego. Z pewnych już ustaleń można wnioskować że jesienią Br nastąpi wmurowanie tablicy pod tym portretem w naszym kościele w Krzesku upamiętniającego wkład Zygmunta Ścibor Marchockiego w budowę kościoła i utworzenie parafii.Dopełnieniem jakby tego wydarzenia będzie właśnie nowe opracowanie książkowe o genezie powstania i rozwoju Parafii Krzesk. Z Poważaniem Miłośnik Dziedzictwa Narodowego i Kultury Wsi Mieczysław Kalicki Powołane do ZGROMADZENIA siostry z terenu parafii : S. Tchórzewska z Maciejowic , s. Grochowska i s . Wyczółkowska z Krzeska Majątku, s. Mikołajczuk z Wesółki , s . Filimon Bożena z Krzeska Nowego Siostry Tereski z Krzeska. Darczyńcy gruntu pod Kaplicę w Maciejowicach – rodzina Płudowskich Kaplica dojazdowa Parafii Krzesk w Maciejowicach W Archiwum Diecezjalnym w Siedlcach odnotowano – odnośnie kaplicy w Maciejowicach 9 X 1958r Budują Kaplicę w Maciejowicach Dł. 6,5m Szer. 4,5m Wys. 4,3m Suma 33,95 m2, wnętrza 25,80m2 9 V 1959r Prośba o pozwolenie poświęcenia kaplicy – odmownie 26 VII 1973r Kaplica w Maciejowicach ma być przeznaczona na sklep spożywczy 30 VII 1973r Około godz. 10 rano wywrotką przywieziono materiały budowlane i wysypano pod drzwi wejściowe do kaplicy 21 IX 1973r Przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej wysyła pismo do Bp. Mazura 6 VI 1974r Do tej daty trwa korespondencja odnośnie kaplicy 5 V 1975r Ostatecznie załatwiono sprawę 23 II 1977r Ks. Bp. Jan Mazur poświęca nie kaplicę oficjalnie ale Drogę Krzyżową wewn. Kaplicy Dawniej w miejscu dzisiejszej Kaplicy fundatorzy Płudowscy postawili krzyż z datą 10 VI 1909r. Prawie oddzielnego rozdziału dziejów parafii wymaga na naszym terenie omówienie powołań kapłańskich i zakonnych , wskazując w ten sposób wpływ naszych modlitw na ogół życia parafii. Pan Józef Kot ojciec wielodzietnej rodziny zatrudniony był jako kościelny od 1 . IX 1921 do 1 . XII . 1926 r. Formalne wymówienie otrzymał 1 IV. 1927 r. Pracownik parafialny / kościelny/ p. Krawczyk / wg akt Kurii / składa rezygnację ze stanowiska – posługi 1 lipca 1974 r., w rezygnacji zapisał w parafii przez 25 lat /czyli od 1949 r. – przyp. Autora / . Żurawski Marek rodem z Wesółki obecny organista po p. Hapunowiczu zmarłym 2. IV. 1996 r. Z nieznanych dla mnie przyczyn miał przerwę w pracy . po tym czasie ponownie przyjęty do pracy . Trochimiak Stanisław obecny kościelny wyłoniony spośród dwu kandydatów w konkursie i zaakceptowany przez proboszcza ks .Kieliszka i Radę Parafialną zatrudniony od ……… Nr 4035 Lublin dn. 2.10.1910r Franciszek Jaczewski Z Bożego miłosierdzia i łaski Stolicy Apostolskiej Biskup Lubelski Czcigodnemu Księdzu Józefowi Ścipio del Campo Dziekanowi Dekanatu Siedleckiego i proboszczowi parafii siedleckiej. Pozdrowienie w panu! Wolno Tobie lub innemu kapłanowi z twego polecenia poświęcić kamień węgielny nowego kościoła w posiadłości ziemskiej Krzesk przy zachowaniu przepisów liturgicznych rytuału Rzymskiego – dajemy ci taką władzę Za zgodność etc. +Franciszek bp

63. Kaplice, kapliczki i krzyże w parafii Krzesk.
Kaplice, kapliczki i krzyże w parafii Krzesk p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej Diecezji Siedleckiej. Niechaj miejsca uwidocznione i opisane w tej książeczce pozostaną miejscem modlitw dalszych pokoleńTematyką Ziemi Łukowskiej i Parafii Trzebieszów w skład której wchodziły tereny Krzeska i okolic zajmował się naukowiec KUL-u prof. Stanisław Litak. Jedno z nich to kilkustronicowe opracowanie „Opis parafii Trzebieszów w diecezji krakowskiej”. Parafia Trzebieszów została wydzielona z parafii Łukowskiej po roku 1418. w roku 1430 Król uposażył plebania i kościół parafialny w Trzebieszowie. Dokument biskupa Wojciecha Jastrzębca z dnia 10 lipca 1418 roku dotyczy rozgraniczenia parafii łukowskiej od nowo powstałej parafii w Zbuczynie. W dokumencie tym wymieniono 34 wsie mające odtąd tworzyć terytorium parafii łukowskiej. Poza Łukowem było to osadnictwo o stosunkowo młodej metryce. Z podanych w dokumencie Jastrzębca liczba rodzin szlacheckich i kmiecych zamieszkujących poszczególne miejscowości ówczesnej parafii łukowskiej wynika, że na 34 wsie wymienione w tym dokumencie, aż w 30 zamieszkiwało zaledwie od 1 do 4 rodzin szlacheckich lub kmiecych. Do większych wsi liczących od 6 do 11 rodzin należały tylko wsie zamieszkałe przez ludność kmiecą. Były to Biała (ale nie Podlaska) 11 rodzin, Turów – 9, Strzyżów i Trzebieszów po 6 rodzin. Począwszy od pierwszej połowy XIV wieku obserwujemy rozwój osadnictwa na puszczańskich obszarach stanowiących południowe pogranicze między Ziemią Łukowską a Stężycką. Proces zajmowania terenu pod osadnictwo niemal od samego początku można śledzić w południowo-wschodniej części Łukowskiego nad bagnistą rzeką Białką w okolicach Radzynia Podlaskiego. Prawdopodobnie już pod koniec XIV wieku rozpoczął się proces zasiedlania północnej części Łukowskiego w widłach rzeki Muchawki i Liwca oddzielonej od ośrodka osadniczego wokół Łukowa obszaru leśnego występującego w Ľródłach w początku XV wieku i z pierwszej połowy XVI wieku pod nazwą Tłuściec. Najpoważniejszym ośrodkiem osadniczym był tu, stanowiący własność Królewską Zbuczyn, wokół którego rozwijało się osadnictwo drobnoszlacheckie. Sam Zbuczyn mógł już istnieć w końcu XIV wieku, ale wieś ta pojawia się w dokumentach Kościoła po raz pierwszy w 1418 r. Z dokumentów fundacyjnego parafii zbuczyńskiej wynika, że już przed formalną fundacją tej parafii istniał w Zbuczynie Kościół, przy którym była plebania. W dokumencie fundacyjnym oprócz Zbuczyna występują dwie dalsze wsie Królewskie – Wiśniew oraz Jagodne leżące wśród lasów. Osadnictwo w północnej części Łukowskiego, nie ograniczało się na początku XV wieku do wymienionych miejscowości wg dokumentu z 1418 r. musiało być stosunkowo dobrze rozwinięte, skoro uznano potrzebę utworzenia na tym terenie odrębnej parafii. Było to jednak na początku XV wieku osadnictwo jeszcze młode i rozproszone wśród lasów. O dalszym postępie osadnictwa w tej części Łukowskiego świadczy utworzenie parafii Pruszyńskiej z podziału parafii Zbuczyńskiej już w 1430 roku. W 1441r. po raz pierwszy pojawiają się w Ľródłach Siedlce. W dokumencie zaś z 1448 r. wzmiankowane są dwie dalsze miejscowości – Golice i Krzesk. Wsie należące do drobnej szlachty: Wielgorz, Cieplice, Żabokliki i Grabianów łącznie z Siedlcami i Golicami należały do parafii Pruszyn. Na całej Ziemi Łukowskiej gęstość zaludnienia na początku XV w. była znacznie mniejsza niż 1 osoba na km². Jeden z przewodników z 1982 r. tak oto opisuje strony par. Zbuczyn z której wydzielono par. Krzesk: „Szosa między Warszawą a Terespolem przebiegająca przez Zbuczyn i Krzesk to fragment trasy E8 dziś E-2 z Londynu do Moskwy. To stary XIX - wieczny trakt bitwy z kamienia „szabrowanego”: Warszawa Brześć (co oczywiście nie dotyczy obecnej nawierzchni, a jedynie historii) W Rosji carskiej i Królestwie Kongresowym drogi bite rozpoczęto budować w roku 1816. trakt Warszawa Brześć zwany brzeskim, a póĽniej „traktem głównym podlaskim” mającym rangę drogi państwowej, był jednym z pierwszych po prawej stronie Wisły. Zbudowany został w latach 1819-1823”. Pisano o tym tak: „Nakładem narodowym drogi brzeskiej staj CLXXVIII z głazu ubito”. Rzymskie znaki oznaczają C=100, L=50, X=10, VII=8, czyli 178 staj nowopolskich, czyli wiorst liczących po 1067 metrów, daje 190 kilometrów, obecną odległość miedzy Warszawą a Terespolem wobec tego do Krzeska od Warszawy będzie 120 km: 1067m = 112, staj. Nowo zbudowany trakt bity, ciągnący się przez biedne okolice Mazowsza i Podlasia, ożywił je pod względem gospodarczym, otwierał rynki w Rosji i na Dalekim Wschodzie, będąc dogodnym szlakiem komunikacyjnym i pocztowym, zwiastunem szykujących się przemian ekonomicznych w Królestwie (Królestwo Polskie powstało w 1815 r.- namiestnik carski gen. Józef Zajączek 1772-1826). Wzdłuż traktu założono stacje pocztowe lub przeprzęgowe: w Miłosnej, Mińsku, Kałuszynie, Siedlcach, Zbuczynie, Krzesku, Międzyrzecu, Białej Podlaskiej, Zalesiu i Brześciu. Stacje posiadały pomieszczenia także często kuchenne. W Krzesku była tylko stacja przeprzęgowa. Obok bowiem transportu przesyłek pocztowych rozwijała się komunikacja pasażerska. Opłata za przewóz pasażerski ;pobierano opłatę w srebrnych kopiejkach, a za listy 10 kopiejek od wagi 12,67 gram czyli za łut. W latach 1865-1867 zbudowano linię kolejową z Warszawy do Brześcia przez Siedlce, Łuków, Międzyrzec i stacja pocztowa w Krzesku zamknęła swoje podwoje, choć jeszcze na krótko pozostał ten sposób przemieszczania poczty i podróżnych. Przy trakcie znajduje się dawna wieś Królewska ZBUCZYN, w którym na początku XV wieku (1418 rok) znajdował się drewniany kościół parafialny fundacji Władysława Jagiełły. W 1552 roku Zbuczyn liczył 41 osadników i 10 karczmarzy, musiało więc tu być okoliczne targowisko, inaczej miejscowa ludność sama by tej gorzały nie przepiła. Do odnotowania jest przywilej z 1658 r. na targi dla Zbuczyna. W XVII wieku (po 1700 roku) Zbuczyn kilkakrotnie wzmiankowany jest jako miasto, ośrodek starostwa zbuczyńskiego, którymi władał m.in. Ignacy Cieszkowski, kasztelan liwski (Liw k/ Węgrowa na Mazowszu). W połowie XIX wieku (ok. 1850 roku) oderwany od dóbr rządowych (królewskich) Zbuczyn wchodzi w skład majoratu pułkownika Mielnikowa. Mieszkał tu wraz z matką Edward Lisikiewicz, student „czerwony” komisarz obsługujący z ramienia Komitetu Centralnego województwo podlaskie, utworzone w strukturze powstańczej administracji z 1862 roku. Bratowa Listkiewicza kierowała wówczas stacją pocztową w Zbuczynie(prawdopodobnie była nią rozebrany stary dom rodziny Franka Ignatowicza) zastępując zmarłego na zesłaniu brata męża –poczthaltera, który także działał w konspiracji przedpowstaniowej. W rok po ukończeniu traktu brzeskiego, czyli w 1824 roku, uruchomiono boczny trakt bity Międzyrzec – Lublin . Jak zaznaczono wcześniej pod koniec XIV wieku, czyli przed 1400 rokiem, obserwowano rozwój osadnictwa na tym terenie. Osadnictwo to jednak następowało w znacznych odległościach od średnio-wczesno-wiecznego kompleksu osadniczego przy „koszarce” tuż obok krzyżówki trasy T-2 z lokalną drogą dojazdową do Trzebieszowa przez Maciejowice. Gród ten powstał w VII-VIII wieku, a przestał funkcjonować w XI-XII wieku. Występowanie osadnictwa średnio- wczesno- wiecznego na tym terenie potwierdzają także dwa kurhany znajdujące się w lesie nazywanym przez miejscową ludność „Kopcami” a leżącymi na gruntach wsi Izdebki. Z wykopalisk także wynika, że już w XII wieku na Podlasiu obok siebie rozwijały się osady ze staro-podlaską, czyli mazowiecką ludnością (groby obłożone kamieniami) a napływową ludnością ruską (kurhany) sprowadzoną głównie z Wołynia. Część ludności mogła napływać z przeludnionego Mazowsza. W tym też to okresie na ziemie te napadało obce plemię JadĽwingów i tutaj osiedlało się. W 1264 roku król Polski Bolesław Wstydliwy wypędził ich z kraju. Pozostałości po dawnym grodzie JadĽwingów znajdują się pod wsią Sobicze. Z JadĽwingami związany był gród, na miejscu którego dzisiaj jest Sanktuarium w Budziszynie obok wsi Mokobody za Siedlcami w stronę Węgrowa. Maciejowice Podobnie jak w poprzednich wsiach w słowniku zapisane jest tak: „Maciejowice wieś, pow. Łuków, gmina Jakusze, parafia Trzebieszów. Ma 36 domów 253mieszkańców, 786 mórg ziemi (ok.430 ha)”. Obszar gruntów według rejestru z komasacji w 1928 roku wynosił ogółem 437 ha. Jest tutaj różnorodność nazwisk, wszak Grochowscy i Wysokińscy występują, ale to już niewielki pozostał procent w stosunku do ogółu ludności. W latach 1964-1976 było tutaj Kółko Rolnicze wyposażone w maszynę „wiejkę” i kilka traktorów ze sprzętem towarzyszącym. Przeważają tutaj ciężkie do uprawy grunty – gliny. Od strony północnej wsi i zachodniej są bardzo ładne i wydajne łąki. Przy wjeĽdzie do Maciejowic od strony Trzebieszowa. Oddzielny rozdział opracowania przedstawia historyczne dzieje tutejszej Kaplicy Wiejskiej, choć krzyży i kapliczek przydrożnych też tutaj nie brakuje. Na uwagę zasługuje krzyż przy drodze do Wierzeje wyposażony w miniaturową blaszaną kapliczkę – wewnątrz mały posąg Chrystusa. Tak jak poprzednie wsie Grochówka i Tęczki tak i Maciejowice należały do gminy Jakusze potem do Trzebieszowa, a ostatnią, choć z rocznym opóĽnienie (1957r.), wieś przeszła pod zarząd gminy Królowa Niwa w Krzesku, ostatecznie gmina Zbuczyn. We wsi w latach 50- tych pobudowano Kaplicę. MACIEJOWICE - Kaplica Krzyż przeniesiony na cmentarz z miejsca obecnej Kaplicy. W Archiwum Diecezjalnym w Siedlcach odnotowano – odnośnie kaplicy w Maciejowicach 9 X 1958r Budują Kaplicę w Maciejowicach Dł. 6,5m Szer. 4,5m Wys. 4,3m Suma 33,95 m2, wnętrza 25,80m2 9 V 1959r Prośba o pozwolenie poświęcenia kaplicy – odmownie 26 VII 1973r Kaplica w Maciejowicach ma być przeznaczona na sklep spożywczy 30 VII 1973r Około godz. 10 rano wywrotką przywieziono materiały budowlane i wysypano pod drzwi wejściowe do kaplicy 21 IX 1973r Przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej wysyła pismo do Bp. Mazura 6 VI 1974r Do tej daty trwa korespondencja odnośnie kaplicy 5 V 1975r Ostatecznie załatwiono sprawę 23 II 1977r Ks. Bp. Jan Mazur poświęca nie kaplicę oficjalnie ale Drogę Krzyżową wewn. Kaplicy Dawniej w miejscu dzisiejszej Kaplicy fundatorzy Płudowscy postawili krzyż z datą 10 VI 1909r. W Maciejowicach Kaplicę budował p. Smolińskich z Krzeska. Odpust w Maciejowickiej Kaplicy przypada na dzień 27 czerwca Święto matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Msze Święte w niedziele i święta według zapotrzebowania mieszkańców – na zamówienie. Rozporządzenia Biskupa Diecezji Siedleckiej co do odpustów kaplic nie posiada. Obowiązkowo Msze Święte odbywają się w niedziele poprzedzające święta roczne (przed Bożym narodzeniem i Wielkanocą). Inicjatorzy budowy Kaplicy w lat 50-tych: • Płudowski Józef, • Turski Władysław. • Rola Wacław, • Karwowski Wacław (najmłodszy opowiadający o tej budowie sakralnej). Gdy rozpoczęto budowę Kaplicy Dom Ludowy (remiza) już stała, a rozpoczęto budowę mleczarni (dostawka pomieszczenia do Domu Ludowego) z pustaków cementowych jak większość wówczas murowanych np. obór dla inwentarza. Pan Płudowski odmówił chodzenia po domach i zbierania pieniędzy na budowę Kaplicy. Pozostali trzej inicjatorzy (Turski, Rola, Karwowski) zbierali pieniądze we wsi na ten cel. Jak kto mógł tak wspierał początki budowy. Za zebrane pieniądze kupiono 2 tony wapna w bryłach do lasowania w Międzyrzecu, które zwieziono furmankami konnymi na podwórko p. Płudowskiego, ponieważ ten gospodarz mieszkaniec wsi ofiarował plac pod budowę. Należy tutaj wspomnieć jak trudne było prowadzenie budowli murowanej – wszystko ręcznie bez użycia maszyn, w tym też elektrycznych – nie było jeszcze elektryfikacji. Tej inwestycji dokonano dopiero w roku 1965. Pan Karwowski miał już wówczas wóz ogumiony w miejsce żelaĽniaka. Inicjatorzy przez trzy dni lasowali wapno sposobem gospodarczym i dołowania na miejscu. Kastrę do lasowania (skrzynia z desek w kształcie prostokąta ok. 2,20 x 3,60 m dał p. Karwowski (pozostała po własnej budowie domu murowanego z palonej cegły czerwonej – jako prawie pierwszy dom z cegły we wsi Maciejowice). Zaznaczam także, że w studni gospodarza przez czas lasowania wapna nie zabrakło wody – zapewne na innych podwórkach zabrakło by wody w studni. Skoro mowa o studniach – to do dnia dzisiejszego zachowała się studnia u Romana Turskiego po południowej stronie drogi (zbudowana z pokaĽnych rozmiarów bloków kamiennych). Kamieni z poprzedniej budowli tj. rozebranej kapliczki przydrożnej wystarczyło zaledwie na dwa szarki. Do kontynuowania dalszej budowy zakupiono cegłę czerwoną paloną u „Francuza” w Tłuścu przy trakcie brzeskim jadąc do Międzyrzeca Podlaskiego. W początkach budowy Kaplicy (lata 50-te) wieś Maciejowice należała do Gminy Zembry, Sekretarzem Gminy był p. Smyk ze Smolanki. Inicjatorom budowy wówczas rzekł: słuchajcie, ja w razie czego nie wiem o niczym (początki komunizmu), ale Wy jak chcecie, to budujcie, ryzyko budowy w tym czasie bez pozwolenia władz, czyli bez planu na budowę jest bardzo duże. Wówczas to p. Płudowski był Radnym Gminy i miał względy u wójta. Ktoś „przychylny” jednak doniósł oficjalnie do gminy o budowie Kaplicy, pokątną drogą doszła o tym wieść do wsi. Ostatniej nocy położono gzyms (murłatę) na ścianach i przygotowano już wszystko pod ocapy. Niestety budowę wstrzymano przez opieczętowanie. Podobna sytuacja była z kaplicą w Gołowierzchach w Gminie Trzebieszów. Po pewnym czasie SB (Służba Bezpieczeństwa) prowadziła śledztwo, kto był inicjatorem i wykonawcą budowy. Nikt do tego się nie przyznał, pomimo różnych form nacisku. Sołtysem wsi był wówczas Miecio Izdebski (ojciec Mariana ur. 1950). Budowa stanęła. W skutek reorganizacji Gminę w Zembrach zlikwidowano, utworzono ponownie duże Gminy i o innym statusie prawnym. Podległe gminie Zembry wsie włączono do Gminny Trzebieszów. Inicjatorzy budowy Kaplicy zwrócili się do architekta powiatowego w Łukowie p. Michnika o pomoc. Ten po przyjacielsku doradził – jak do wszystkiego przyzna się sołtys wsi, to tylko jego ukarzemy, a jak nie to znajdą się winni i wówczas będziemy karać indywidualnie. Zdecydowano za obopólną zgodą, aby winę na siebie przyjął sołtys. Zastosowano kolejno w odstępach czasu trzy kary, I-sza 500zł, II-ga 1000zł, III-cia 1500zł. Sołtys Miecio nie płacił tylko inicjatorzy. Tak więc łączna kara wyniosła 3000zł. Wyjazd z petycją do Wydziału Wyznań Religijnych nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Służba Bezpieczeństwa –UB prowadziła śledztwo w Siedlcach, ale wzywani mieszkańcy nie przyznali się do winy, ani nie wydali prowaderów. Zwrócono się z prośbą do Biskupa Świrskiego, ale ten też nic nie mógł pomóc, a proboszcz par. Krzesk ks. Sitkowski Marian jako były więzień Oświęcimia nie chciał narażać się na szykany władz komunistycznych. Z Bożą pomocą p. Karwowski tak wytłumaczył sytuację: „ Ja nic nie wiem, ale gdybym coś takiego było, to Ci już dawno są sądzeni u Pana Boga w Niebie” . Tak najprawdopodobniej skończyło się dochodzenie prawdy. W czasie kiedy zrobił się szum z burzeniem kaplicy w Dziewulach w Maciejowicach zerwano przestarzałe plomby, otworzono Kaplicę i rozpoczęto modlitwy. Władze dowiedziawszy się o tym przystąpiły do szykanowania mieszkańców. Początkowo przywieziono jakiegoś więĽnia i ten wziął z kaplicy Obraz Matki Boskiej z prowizorycznego Ołtarza i przyniósł Go na podwórko sołtysa p. Płudowskiego Józefa, którego żona nie przyjęła do domu, pozostał pod ścianą. Człowiek ten został obsypany drobnymi kamykami, wsiadł do samochodu, kierowca ruszył do Siedlec. Przywieziono pełny samochód wywrotkę pustaków i wysypano je pod zamknięte drzwi kaplicy, sądząc że to powstrzyma ludzi przed dalszymi działaniami. Nocą mieszkańcy przywiezione pustaki ułożyli wewnątrz pod ścianami ustawili ołtarz, umieścili na nim obraz i ponownie przystąpili do modlitwy. Pracownicy „bezpieki” z ukrycia obserwowali kto chodzi na modlitwy, ale był to tylko kobiety i dzieci, mężczyzn nie było. Po upływie około miesiąca odstąpiono od „nadzoru” mieszkańców i przystąpiono do przesłuchań. Po jakimś czasie sprawa ucichła. Doczekali się mieszkańcy otwarcia Kaplicy, ale odbyło się to dopiero za staraniem bpa. Jana Mazura. Po poświęceniu kaplicy w 1977r. bp. Mazur często odwiedzał swoich wiernych w kaplicy w Maciejowicach. Mieszkańcy są bardzo wdzięczni, że ich trud został doceniony, a kaplicy nie spotkał los podobny do losu kaplicy w Dziewulach, która została zrównana z ziemią. Wieś Dziewule postawiła swój kościół i utworzono nową parafię. W Kaplicy w Maciejowicach jest umieszczona z początku XX wieku aluminiowa tabliczka z napisem: „Któryś cierpiał za nas rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. Fundatorzy ze wsi Maciejowice W i A Płodoscy (winno być Płudowscy) d. 10 czerwiec 1909 r.”. Taki sam kształt i pismo ma tabliczka umieszczona na przydrożnej kapliczce na postumencie z kamieni i pustaków we wsi Jakusze par. Trzebieszów. Na chwałę Boga Wszechmogącego przydając się do prośby mieszkańców wsi Maciejowice parafii Krzesk, w dowód uznania dla ich wytrwałości przy wznoszeniu kaplicy, aby serca Ich pobudzić do umiłowania Zbawiciela Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, do gorliwości w uczestniczeniu we Mszy Św., zwłaszcza niedzielnej erygowałem w tejże kaplicy Drogę Krzyżowa, w Środę Popielcową tj 23 lutego 1977 r. Biskup Siedlecki czyli Podlaski Dekret poświęcenia Kaplicy L.dz.293/77 z dn. 23 luty 1977 rok Biskup Siedlecki czyli Podlaski Matka Boża Nieustającej Pomocy , której obraz wkomponowano w ołtarz maciejowickiej Kaplicy dojazdowej Parafii pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Krzesku dość długo jak na wyobraĽnię człowieka czekała z dopowiedzeniem o Tej Swojej Historii. Do opowiedzenia historii Swego Obrazu dokonała poprzez Panią Teresę Głuszczak zd. Wysokińską, dzisiaj zamieszkałą w Warszawie ,a rodem z Maciejowic k/Krzeska Pani Teresa przekonana, że wszystko w życiu człowieka nacechowane jest Wolą Bożą tak oto opowiada zasłyszaną od mamy swojej historię: W latach 70-tych Mama pani Teresy posługiwała / m.in. sprzątała / u Ojców Kapucynów w Warszawie przy ul. Miodowej, w tym czasie ojcowie przygotowywali się już do zmiany wystroju swego kościoła, gdzie znajduje się także prawie że jedyna w obrębie Warszawy ruchoma Szopka Bożonarodzeniowa. Natomiast w tym czasie w Jej rodzinnej miejscowości w Maciejowicach trwał spór o dokończeniu po ok. 20 latach uzupełnienia brakującego dachu na Kaplicy , a więc przez tyle lat mieszkańcy nie mogli modlić się w tejże nie ukończonej kaplicy . Określenie spór pomiędzy władzą powiatu /przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej był inż. Marian Romaniuk- bezwzględny socjalista / nie jest co prawda adekwatny do ówczesnych działań politycznych zaistniałych w Maciejowicach , trudno mi jednak dobrać właściwego określenia . Wracając do historii Obrazu: Pani Wysokińska znając perypetie związane z Kaplicą swych dawnych współmieszkańców zwróciła się do Gwardiana Ojców Kapucynów z prośbą o podarowanie właśnie do Kaplicy w Maciejowicach Obrazu MB Nieustającej Pomocy. Gwardian chcąc być pewnym trafności i zasadności usłyszanej prośby wysłał do tej małej miejscowości powiatu, a jednocześnie obszaru Diecezji Siedleckiej swych przedstawicieli. Przyjezdni Ojcowie na miejscu zapoznali się z sytuacją tejże kaplicy i jej mieszkańców. Wobec potwierdzenia zasadności Gwardian bezpłatnie ofiarował Obraz, zdejmując i zachowując na pamiątkę zawieszone dotychczas na Obrazie korale . Obraz z ul. Miodowej odebrali zaangażowani w sprawę mieszkańcy Maciejowic- p. Wysokińska /siostra proszącej o darowanie obrazu/ , p. Michcia i p. Turski . Obraz, nie małej też wielkości przywieziono autobusem relacji Warszawa-Biała Podlaska . Opisana historia została wyjaśniona dopiero po przeszło 30 latach w chwili, gdy podczas Święta Patronki, a jednocześnie Poświęcenia Pól proboszcz parafii Krzesk ks. Kan. Andrzej Kieliszek w krótkiej homilii wspomniał o zakupie Obrazu przez mieszkańców. Po Mszy Św. P. Głuszczak opowiedziała tą historię proboszczowi. Przygotowane już opracowanie pt.” Kaplice, kapliczki i krzyże „ w par. Krzesk z pomocą MB Nieustającej Pomocy doczekało się wspaniałej korekty dziejowej zgodnie ze wspomnianą na początku tezą’” wszystko dzieje się z Woli Boga”., o tym także przekonany jest tak jak p. Głuszczak także autor zajmujący się dokumentowaniem historii Parafii Krzesk. Powyższa relacja zarówno mieszkańcom Maciejowic jak i innym czytającym nie pozostawia wątpliwości opisanej prawdzie ,wskazując jednocześnie bycia odważnym w opowiadaniu pewnych zaszłości historycznych popierając to nawet fotografiami z dawnych lat. Autor zaprasza na stronę internetową wpisując Parafia Krzesk ewentualnie Dzieje Krzeska – poczytamy , obejrzymy wiele fotografii dotyczących tak parafii , majątku dziedziców Krzeska – Niemirów, Marchockich jak i historii okolicznych wsi . Miłośnik Dziedzictwa Narodowego I Kultury Wsi Mieczysław Kalicki Tęczki Dawniej zaścianek Wysokiny wraz z wsiami Jakusze i Maciejowice. Zapewne historia wsi Tęczki jest nieco odmienna od wsi Grochówka, choć występują na mapce w tym samym czasie tj. 1621-1626. W słowniku Królestwa Polskiego zapisane jest: „Tęczki wieś pow. Łuków, gmina Jakusze, parafia Trzebieszów. W 1882 roku ma 59 domów 341 mieszkańców, 1076 mórg ziemi (około 590 ha)”. Tak jak i Grochówkę tak Tęczki przeniesiono z gminy Jakusze początkowo do gminy Trzebieszów, następnie do gminy Królowa Niwa w Krzesku a ostatecznie do gminy Zbuczyn. Tutaj oprócz przydrożnych kapliczek i krzyży znajduje się kaplica, w której odprawiane są codziennie Msze Św. I inne nabożeństwa. KAPLICA WE WSI TĘCZKI Kaplica z zewnątrz zaopatrzona jest w tablicę o treści: „Kaplica Matki Kościoła wybudowana wiarą i trudem mieszkań-ców Tęczek i ofiarodawców Jakusze z inicjatywy Leona Grochowskie-go za probostwa ks. Michała Stańczuka w roku przybycia do Siedlec Papieża Jana Pawła II. Poświęcił na chwałę Bogu Ojca bp. Henryk Tomasik. A.D. 30 V 1999r.” Na miejscu, gdzie dziś stoi Kaplica, stała swego czasu remiza strażacka zbudowana z cegły i pustaków betonowych prawdopodobnie w latach 50-tych. Podobny budynek do dnia dzisiejszego stoi w Maciejowicach, sąsiedniej wsi na zachód od Tęczek. Budynek dawnej remizy został rozebrany 9 IX 1997 r. i na tym miejscu (i na tym fundamencie – przyp. autora) jak zaznaczono na tablicy z inicjaty-wy Leona Grochowskiego rozpoczęto budowę Kaplicy. Prace początkowe, aż do wzniesienia ścian i wykonania więzi dachowej, finansowane były przez p. Leona, co zdaniem fundatora stanowiło dość pokaĽną sumę. Obiady dla pracujących fachowców, rzemieślników były sporządzane przez żonę p. Leona. Jak trudne i pracochłonne było poświęcenie małżeństwa Grochow-skich może wyobrazić sobie tylko ten, kto prowadził i odbudowywał swe gospodarstwo domowe nie zapominając o codziennych obowiązkach związa-nych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego przy znacznej obsadzie bydła i trzody chlewnej. W póĽniejszym okresie w trakcie prac wykończeniowych i wyposażenia wnętrza kaplicy ofiarną pracą i swoim groszem wspomagały rodziny miesz-kające we wsi Tęczki i pobliskiej wsi Jakusze. Koszty związane z zakupem obrazu umieszczonego w centralnym punkcie kaplicy poniósł Stefan Radzikowski. Żyrandole w ilości 5 sztuk zakupił Jan Wysokiński, a Leszek Wysokiński zakupił i umieścił Tabernakulum na ołta-rzu. Figurka Matki Boskiej Fatim-skiej jest ofiarą Klary i Czesława Radziko-wskich. Monstrancja jest ofiarą Wiesława i Krystyny Wysokińskich, a figur-kę św. Józefa ofiarowali Aniela i Leon Grochowscy. Wewnątrz kaplicy symetrycznie po obu stronach rozmieszczono po 20 ławek drewnianych dębowych mieszczących 120-130 osób. Obowiązkowo też Kaplicę wyposażono w konfesjonał. Na zewnątrz Kaplicy figurka św. Floriana, oszklona zimą, przystrojona sztucznymi kwiatami, na postumencie jest ofiarą p. Grochowskiej Czesławy i syna Stanisława. Pan Niwiński Józef wykonał własnoręcznie ogrodzenie kaplicy z powie-rzonego przez mieszkańców materiału ofiarując oprócz swej pracy także bra-mę i furtki. Świderski Alfred, Grochowski Fryderyk i Wysokiński Stanisław zakupili i ułożyli sami wokół Kaplicy kostkę brukową. Nie sposób wymieniać tutaj bez końca indywidualnych dalszych ofiaro-dawców wszystkich rzeczy stanowiących niezbędne wyposażenie Kaplicy, za co przepraszam i dziękuję w imieniu całej społeczności parafialnej. Słowa serdecznego podziękowania od wszystkich bez wyjątku parafian za tak wspa-niałą budowę sakralną wraz z Jej wyposażeniem składam wszystkim miesz-kańcom wsi Tęczki oraz ofiarodawcom z sąsiednich Jakusz. Bóg Wam za to zapłać – tym jakże staropolskim chrześcijańskim zwrotem dziękuję za Wa-szą postawę wobec obowiązku Wiary świętej. Załączone fotografie wnętrza i zewnętrza Kaplicy niechaj stanowią uzupełnienie tych widzialnych ele-mentów kultu religijnego, których nie sposób opowiedzieć słowami, a cóż do-piero opisać. Tak wspaniała budowla jest jednocześnie zobowiązaniem, wspólnie usta-lonym dla duszpasterzy parafii Krzesk do odprawiania Mszy św., a miesz-kańcom do pełnego obowiązkowego uczestnictwa w Liturgii w każdą niedzielę, święta roczne, pierwsze piątki miesiąca, a centralną uroczystość ustanowiono drugi dzień Zielonych Świątek wraz z udzieleniem łaski Odpu-stu przy zachowaniu obowiązujących reguł w tym zakresie. Grochówka W słowniku nazw Królestwa Polskiego wydanie 1882 rok miejscowość określa się: „Grochówka wieś pow. Łukowski gmina Jakusze parafia Trzebieszów, w 1827 roku było tu 40 domów i 219 mieszkańców, w 1882 roku – 60 domów 408 mieszkańców. W 2004r. domów było 47 we wsi, przy szosie 14, kolonia 9, mieszkańców ogółem 330” W 1927r. nastąpiła likwidacja małych gmin. Likwidacji uległa m.in. gmina Jakusze, miejscowości do niej przynależne przeszły do gminy Trzebieszów. Od tego czasu Grochówka aż do końca 1955r. należy do gminy Trzebieszów. Grochówka cały czas, aż do powstania parafii Krzesk należy do parafii Trzebieszów. Z przekazów ustnych dowiadujemy się, że w tym czasie na zachodnim końcu wsi mieszkańcy Grochówki ustawili trzy krzyże (tak jak i w innych wsiach). Było to miejsce ostatniego pożegnania zmarłych ze wsi na cmentarz parafialny. Z nowym rokiem A.D. 1956 r Grochówkę przeniesiono do gminy Królowa Niwa w Krzesku. Grochówka została objęta komasacją gruntów w 1934r. Powszechnemu uwłaszczeniu gruntami po II wojnie światowej Grochówka została objęta w 1974r. Jak i w innych wsiach tak i w Grochówce niektóre grunty nie mają uregulowanych spraw własności, choć mają one tymczasowych użytkowników. O krzyżu w Grochówce Na rozstajnych drogach Pośród łanów zbóż Stał drewniany krzyż Który chwiał się już Ponad lat pięćdziesiąt Służył całej wsi Gdy w procesji wszyscy Tu do niego szli Tu żegnali swoich bliskich Gdy przychodził życia kres A dzisiaj z Nim wszyscy Żegnają się też Lecz by nie zaginął Po nim piękny ślad Stoi nowy krzyż Na nowe sto lat Jeśli spotkasz krzyż na drodze Jeśli będzie ciężko Ci Nie mów nigdy, już nie mogę Tylko Jezu pomóż Mi Kto będzie tędy przechodził Niech spojrzy na Twarz Chrystusa Na Jego otwarte ramiona Ile z Nich płynie radości Niech sam się przekona Niech Mu powierzy swe troski I wszystkie drobne kłopoty A potem spokojnie niech idzie Do swej codziennej roboty Niech też czasami przyniesie kwiatek Promyk radości, czy uśmiech na twarzy Jeśli cos dobrego w jego życiu się zdarzy Niech podziękuje za drobiazg Za uleczone rany Niech wie , że sprawił to Jezus Nasz kochany On tyle wycierpiał dla nas Został przybity do krzyża Niech chociaż dziś Nikt Mu już nie ubliża. Z dedykacją dla mieszkańców wsi Grochówka była mieszkanka Stanisława Niestoruk zd. Rudzińska Nowa kaplica w Łubach Mieszkańcy wsi Łuby chcieli postawić u siebie kościół a nie w Próchenkach. Mieszkańcy Próchenek nie chcieli się zgodzić na kościół z lokalizacją w Łubach. Spór zakończono – zwrócono się do dziedzica Marchockiego w Krzesku o grunt pod budowę kościoła. Budową i organizacją zajmował się m.in. p. Łukasiewicz Maciej z Łubów. To on wszystko załatwił, jeĽdził po cegłę, po bramę, a Stanisław Chmielewski był skarbnikiem. Do budowy ofiarnie włączył się Domański zwany „Krakusem” z Łuniewa. Ojciec Adama Aleksandrowicza z Łubów zakupił obraz Matki Boskiej Częstochowskiej do ołtarza głównego w kościele w Krzesku. Pani Zbieciowej Zofii ojciec p. Łukasiewicz był częściowym budowniczym tej drewnianej kaplicy. Drewnianą kaplicę z Łubów na płozach drewnianych przeciągnął Krasuski Antoni s. Józefa z Sobicz do swej wsi i ustawiona jest na skrzyżowaniu dróg. Nowa kaplica z cegły chotyłowskiej została postawiona w latach 1989-1990 za proboszcza ks. Wacława Drużby i poświęcona 21 lipca 1991 r. Komitet budowlany nowej kaplicy: Kazimierz Ostapowicz, Bronisław Łukaszewicz (patrz stara tabliczka w kaplicy). Drewnianą budował ojciec ks. Chmielewskiego, dostał 5 m3 drewna od hr. Potockiego z dóbr międzyrzeckich za zasługi (serwitut). Stanisław Chmielewski był w składzie budowy. Prawdopodobnie tę drewnianą kaplicę robili fachowcy z Grochówki. Drewniana kaplica przeniesiona z Łubów do Sobicz Kwartalnik nr 1 Samorządu Gminy Zbuczyn z grudnia 2004 r. tak określa wieś Sobicze (zaznaczono jako legenda i podania ludowe): „Powstanie wsi Sobicze sięga czasów Stefana Batorego (1533-1586), który panował w latach 1576-1586. Prowadził on wojnę z Moskwą o Inflanty. W czasie jednej z wypraw oblegali twierdzę Psków, której długo nie mogli zdobyć. Wtedy jeden z rycerzy – Jan Sobicz wpadł na pomysł, który przyczynił się do zdobycia twierdzy. Nakrył się snopami świeżo skoszonego zboża, wziął gar rozpalonej smoły, podkradł się pod bramę grodu i podpalił ją. Rycerze poprzez spaloną bramę wdarli się do środka i zdobyli w walce gród. Za ten czyn Stefan Batory po zakończonej wyprawie nagrodził Jana Sobicza dając Mu z dóbr królewskich pewną ilość ziemi. Nadanie ziemi odbywało się w ten sposób, że nagrodzony (w zależności od zasług) otrzymywał tyle ziemi, ile zdołał w oznaczonym czasie obejść lub objechać konno. Jan Sobicz na otrzymanych terenach założył wieś, którą nazwał od swego nazwiska Sobicze. Osadził tam swoją rodzinę oraz chłopów (swoich poddanych), którzy dla niego pracowali. Potomkowie Jana Sobicza mieszkają na tych terenach do dzisiaj, zresztą nie tylko w Sobiczach, ale i w innych okolicznych wioskach jako Sobiczewscy”. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego znajdujący się w Archiwum w Siedlcach z 1882 roku tak określa wieś: „Sobicze wieś powiat siedlecki gmina Pióry Wielkie parafii Zbuczyn ma 25 domów 139 mieszkańców 594 morgi. W 1827 roku 24 domy 107 mieszkańców. Według Reg. poborowego powiatu łukowskiego z roku 1531 wieś szlachecka. W roku 1580 Jan Sobicz płaci od 4 włók, które sami orzą florenów 2, od 2 zagród bez ról groszy 8, od komornicy bez bydła groszy 2. Pan Piotr z sąsiady swemi od 2 włók, które sami orzą florenów 1, suma florenów 3 groszy 10.” Do Sobicz z porozumieniem wielu stron, tj. mieszkańców wsi Łuby, proboszcza parafii Krzesk ks. Stańczuka, pan Krasuski Antoni wraz z innymi mieszkańcami wsi przyciągnęli traktorem na skonstruowanych specjalnych saniach w 1997 r. dawną kaplicę drewnianą, która stała w Łubach do swojej wsi Sobicze. W Łubach natomiast postawiono nową z chotyłowskiej palonej cegły kaplicę murowaną. W 1944 roku tutaj w Sobiczach spadł zestrzelony samolot, gdy cała eskadra ponad 300 samolotów była przemieszczana w czerwcu tegoż roku z Anglii do Połtawy na Ukrainie. Eskadrę tych samolotów dobrze było widać, a tym bardziej słychać nad wsiami Krzesk i Grochówka. Sobicze zajmują obszar 320 ha, mieszkańców ogółem 88, z tego w wieku 18-80 lat – 50, w wieku pow. 80 lat – 8 osób, a domów 21. Wieś ta słynie z posiadania dobrych łąk i pastwisk, które są położone w dolinie rzeki Liwiec mającej tutaj prawie swe początki. Od wiosny do jesieni można tutaj spojrzeć na wypasające się bydło. W czasie sianokosów nie tylko mieszkańców, ale i przebywających często krewnych przyciąga specyficzny zapach siana. Poprzez liczne powiązania rodzinne część łąk jest w posiadaniu rolników z innych wsi. Tutaj część swoich mają Izdebki Kośmidry i Izdebki Kosny, a nawet łąkę ma mieszkaniec Grochówki. Nie znaczy to, że oprócz hodowli bydła nie prowadzi się chowu trzody chlewnej. Dzieci ze wsi Sobicze (choć jest ich dość mało) dowożone są do Szkoły Pod-stawowej w Izdebkach Kosnach, a do Gimnazjum do Krzeska. INNE KAPLICZKI I KRZYŻE NA TERENIE PARAFII

85. Z kart historii Parafii Krzesk i Gminy Królowa Niwa.
7 kwietnia 2013 roku odbyła się promocja książki " Z kart historii Parafii Krzesk i Gminy Królowa Niwa" pod redakcją Mieczysława Kalickiego z Grochówki- gm. Zbuczyn. O monografii Parafii Krzesk i Gminy Królowa Niwa „Tylko prawda Was wyzwoli” – Jan Paweł II Przytaczając słowa Wielkiego Polaka, Błogosławionego Jana Pawła II i korzystając z Jego maksymy chciałbym opowiedzieć rodzinie i znajomym większość upływających dni ( a o wszystkich nie jestem w stanie opisać) z mego życia, aby przybliżyć warunki pisania, wręcz konieczność pisania, rozpoczynając poprzez doszukiwania się rodziny od kilku przodków. Odnalezione niektóre dokumenty i zdjęcia powoli naprowadzały mnie na właściwe tory. Jednak związane to było z moimi nie domaganiami zdrowotnymi odnośnie bólu nóg, a następnie udaru mózgu. Skoro jako tako i właściwie nie do końca z wielkim uproszczeniem zamknąłem pisanie o rodzinie, wyrysowaniu drzew genealogicznych przyszło Boże Powołanie i ochota uczestniczenia w różnych uroczystościach kościelnych. Uczestniczenie w Rezurekcjach, święta Bożego Ciała poprzez niesienie sztandaru Świętego Patrona, Poświęcenia Pól nasunęły myśli o rozpoczęciu pisania historii parafii, kościoła. Dzisiaj z perspektywy czasu przeszłego nasuwają się także myśli, iż to pisanie o parafii było następstwem myśli jak podziękować Panu Bogu za uśmierzenie choroby. Choroba rozpoczęła się póĽną jesienią 1996 roku. Mając więcej wolnego czasu zaprzestając gospodarzenia rozpocząłem zbieranie na dobre wiadomości o historii budowy kościoła i obrębu terytorialnego parafii. Różni dobrzy ludzie opowiadali mi o zasłyszanych początkach parafii. Zebranych wiadomości jednak trudno mi było usystematyzować i poukładać w całość. Oglądałem, kupowałem, czytałem monografie parafii pisane przez dr Geresza, osobiście rozmawiałem z ks. St. Byczyńskim (pisał biografię par. Mordy) w bibliotece Seminarium Duchownego w Opolu Starym k/ Siedlec. Potem przyszła myśl spotkania się z Biskupem dr Janem Mazurem. Spotkanie odbyło się 6 stycznia 2007 roku. Po rozmowie ,wspólnej modlitwie w domowej kaplicy biskupa wróciłem do domu i nie mogąc zasnąć rozpocząłem drążenie tematu parafii. Nad ranem ok. godziny 3.00-4.00 opracowany był już plan całości . Z przygotowanym planem i zdjęciami rozpocząłem poszukiwania osoby z komputerem do przepisywania z rękopisu etapami tekstu. Znalazła się taka osoba poprzez pracownika GOK-u w Zbuczynie, sam wszak nie umiałem jeszcze obsługi takiego urządzenia – zbyt dużo pomyłek i inne trudności. Poszukując potem wydawcy trafiłem do p. Łaziuka do drukarni ” Intregraf „w Międzyrzecu Podlaskim. Znakomity, bardzo zdolny, młody ur. w 1961 r . informatyk , mający brata księdza w Kurii Drohiczyn, znający problematykę tematu parafii. Łaziuk Roman zrobił mi poprawki, korektę i skład komputerowy, a niektóre zdjęcia do tej monografii Parafii Krzesk wykonał w sposób profesjonalny sam przyjeżdżając osobiście do Krzeska. Po ujrzeniu pierwszego egzemplarza książki mojego autorstwa wiele łez szczęścia napłynęło do oczu. Cel zbliżał się do końca. Teraz zapłacić za pierwszą transzę 50 szt. po 40zł, dało sumę 2000 zł i taką wygenerowałem z domowego budżetu. Ponieważ drobny sponsoring już dawno wykorzystano. Nie ustrzegłem się jednak od pomyłek i pierwszą zgłosił lekarz mający swoje korzenie w par. Trzebieszów po przejrzeniu książki u Kazimierza Zdanowskiego w Wierzejkach. Obszerna korespondencja od Pana Wiraszki- Kawalera Zakonu Maltańskiego w Polsce wyjaśniła mi posiadane godności przez hr. Marchockiego właściciela ówczesnego majątku-folwarku w Krzesku . Przychylność, rozeznanie tematu i wielu znajomych p. Wiraszki nadsyłało wiele ciekawych , a mnie nie znanych wiadomości dotyczących tematu parafii. W międzyczasie odwiedził mnie kol. Aleksandrowicz z Siedlec rodem z Krzeska prosząc jako początkujący regionalista o książki o parafii dla siebie i znajomych. Bliższe kontakty, wymiana posiadanych wiadomości historycznych tego terenu doprowadziły do zacieśnienia znajomości z lat szkolnych. Tak powoli krok po kroku wspólnie opracowywaliśmy liczne tematy tej naszej Małej Ojczyzny. Aleksandrowicz prowadził już stronę internetową „Dzieje Krzeska Królowa Niwa i okolic. Wyjazdy w ciekawe miejsca i liczne imprezy z Aleksandrowiczem i Stasiem Orzełowskim (notabene autor obszernych, profesjonalnych publikacji o Rodach : Orzełowskich i Jasińskich w parafii i okolicach Zbuczyna) kojarzyły się nam z poprawieniem dotychczasowego opracowania o parafii Krzesk. Sentymentalizm do tych stron spowodował powolne rozszerzenie opracowania o dzieje Gminy Królowa Niwa w Krzesku. Zanim jednak nastąpiło to rozszerzenie nie zaakceptowano dotacji do książki (z inicjatywy ówczesnego proboszcza ks. kan. Andrzeja Kieliszka) o parafii Krzesk. Za kilka miesięcy odwołano naszego proboszcza Kieliszka do parafii Św. Ducha w Radzyniu Podlaskim. Zdawało się, że już wszystko upadło, a jednak na moją prośbę skierowaną do Parafian i mieszkańców Krzeska i okolic odpowiedzi na moją sugestię o rozpoczęciu pomimo wszystko pisania o parafii udzieliło kilka osób , w tym z konkretami pani Anna. Nie było to łatwe pisanie i tak do końca przecież nie jesteśmy w tych tematach historii wykształceni tylko zajmujemy się tym jako pasjonaci historii naszego terenu. Dużą pomocą było dla nas wychowanie w dobrych chrześcijańskich rodzinach, w tych naszych zakorzenionych głęboko przyzwyczajeniach, obrzędach, nie tylko tych chłopskich ale także religijnych, z wiarą zaszczepioną przez pokolenia. Kiedy już byliśmy z Jankiem Aleksandrowiczem w połowie drogi do sukcesu dołączyli do nas znakomite osoby p. Lipińska i p. Krzeski. Z taką pomocą i przy takim składzie można było liczyć na dobry finisz. Jeden pisze teksty, inny dołącza zdjęcia, inny robi korektę a jeszcze inny doskonali skład komputerowy i choć powoli praca ogółu przebiega prawidłowo i zgodnie z oczekiwaniami. Autorzy starali się przybliżyć wszystkim zaszłości historyczne związane z rodzinami, obszarem, budowami , wspomnieniami przeżytych lat, i jak wspomniano też obrzędami przodków, wiarą dobrego chrześcijanina. I znów w moich oczach ukazały się łzy szczęścia z powodu następnego, oczekiwanego opracowania „Z kart Historii Parafii Krzesk i Gminy Królowa Niwa”. Jeszcze nie było pełnego druku książki tylko próbny egzemplarz , a już czyniono przygotowania do promocji opracowania. Jednym z wnioskujących nieśmiało wystąpił Kazimierz Zdanowski z Wierzejk, pragnąc skupić w jednym czasie i miejscu wielu regionalistów z Łukowa, Międzyrzeca Podlaskiego, Siedlec, Trzebieszowa. Na nasze prośby odnośnie promocji odpowiedzieli pomyślnie jednomyślnie miejscowy proboszcz Parafii Krzesk Krzysztof Wałek i poprzedni proboszcz ks. kan. Andrzej Kieliszek i ks. Burdach. Promocja książki odbyła się po Mszy Św. Koncelebrowanej przez wymienionych księży. I tutaj przy mikrofonie znów autora prowadzącego ogarnęło rozczulenie szczęścia i radości – wprost zatrzymywało mowę. Zapewne inni byli w tym momencie bardziej odporni. Herbatka współautorów na plebanii u proboszcza pozwoliła bliżej poznać autorów i im bliskie osoby. Księża Proboszczowie z wielkim wyczuciem delikatności i zadowolenia dziękowali za napisane ,wydane i otrzymane dzieje Parafii Krzesk. W tym czasie Pan Zdanowski oprowadzając gości po Krzesku z Miedzyrzeca, Łukowa, Siedlec opowiadał o zaszłościach historycznych terenu, o majątku i gorzelni Krzesk. Za chwilę wszyscy zaproszeni spotkali się na herbatce w pięknie odnowionej, częściowo przebudowanej(za 600 mln.zł,/ świetlicy w Grochówce. Oprócz starannie zastawionych stolików przy herbacie, kanapkach ,owocach, ciastach, torciku gościom umożliwiono oglądanie wielu eksponatów etnografii, licznych pism, i książek o tematyce regionalnej. Po kilku przemowach i podziękowaniach autorom książki, odśpiewano w pozycji stojącej Rotę Marii Konopnickiej podkreślając tym nasze wartości, nie tylko moralne. Na ten moment wszedł nasz duszpasterz proboszcz parafii ks. Wałek Krzysztof, podkreślając tym doniosłość wydarzenia i spotkania. W tym miejscu dziękujemy ofiarodawcom z Siedlec, Zbuczyna, Międzyrzeca Podlaskiego ,Warszawy, znajomym za sponsoring własnymi funduszami naszej skromnej ,a jednocześnie pożytecznej wszystkim uroczystości. Zapewniamy, iż czynimy wiele starań, aby dostępność opracowania „Z Kart Historii Parafii Krzesk i Gminy Królowa Niwa” usatysfakcjonowała oczekujących jej nabycia. Mieczysław Kalicki z Grochówki Książka do pobrania lub drukowania.

91. Młyny z okolic Siedlec- Mieczysław Kalicki.
Spotykane w archiwach objaśnienia dotyczące posiadłości ziemskich już w XII_- XIV wieku dowodzą o istnieniu młynów nad potokami – rzeczkami rozległych dolin. W okolicach dzisiejszego miasta Siedlce przy dopływach i samej największej w tych okolicach rzece Liw spotykano młyny wodne. Wodne dlatego taka nazwa, gdyż napęd uzyskiwano poprzez przepływ wody nad lub pod turbiną . Turbina, koło początkowo wykonane z drewna /najbardziej dostępny materiał / posiadające na obwodzie kolka ,raczej kilkadziesiąt wykonanych z twardego drewna deseczek. Z biegiem upływającego czasu i łatwego w uzyskaniu metalu coraz częściej było zastępowane tym materiałem. Do chwili obecnej zachowały się 2 młyny murowane w okolicach Siedlec usadowione nad rzeką Muchawką. Są to młyny : w Nowych Iganiach i na Sekule .Z opisu zawartego w dokumentach młyna na Iganiach wynika, iż w tym miejscu kilka wieków wcześniej był młyn wodny o konstrukcji drewnianej.. Oto pełne brzmienie sprawozdania technicznego z 1930 roku : Młyn wodno-turbinowy „Iganie Nowe „ został pobudowany paręset lat temu i zużytkowuje energię rzeki Muchawka dla przemiału zboża. Wysokość spiętrzenia jest nieznaczna i wynosi 0,8 m. Zakład jest typu gospodarczego i są uruchamiane następujące maszyny młyńskie: 2 postawy walcowe, 1 złożenie kamieni razowych i jagielnik / do przerobu prosa na kaszę jaglaną/ , komplet maszyn czyszczących . Młyn należy do osady młyńskiej Nowe Iganie ogólnego obszaru 19 mórg i jest własnością Władysława Brągoszewskiego. Jak wyżej zaznaczono młyn ten istnieje od paruset lat. W roku 1831 młyn uległ spaleniu, następnie czynny od 1917 roku po odnowieniu przez obecnego właściciela . Opis techniczny z 4 marca 1960 roku do inwentaryzacji budynku młyna elektrycznego położonego w Nowych Iganiach pow. Siedlce podaje ; właściciel młyna Brągoszewski Władysław, Leon i S-ka . Opis pomieszczeń; 1. pomieszczenie po maszynowni 27 m2 2. Młyn o pow. użytkowej 3x 96.1 m2 = 288.3 m2 3. Pomieszczenie gospodarcze o pow. 38.7 m2 4. Garaż 22.6 m2 Kubatura młyna /bez maszynowni 1171 m3 Młyn połączony jest w poziomie I piętra z domem mieszkalnym / przyp. Autora/ Budynek młyna i maszynowni wykonany z cegły ceramicznej na fundamentach betonowych z dodatkiem kamieni polnych. Stropy drewniane na belkach o wym. 16 X 20 ct opartych z jednej strony na murze z drugiej na podciągu drewnianym dębowym o wym. 18 x 22 ct . Podciąg ciągły jest dwukrotnie podparty słupami drewnianymi dębowymi o wym. 18 x 18 cm. Budynek pokryty blachą na odeskowaniu. Na parterze posadzki betonowe, a podłogi drewniane na pietrach OPIS TECHNOLOGICZNY W młynie wykonuje się następujące procesy technologiczne: 1. Śrutowanie 2. Przemiał pszenicy na mąkę pytlową 50 % 3. Przemiał żyta na mąkę pytlową 70 % Śrutowanie : Po zważeniu zboża, żyto lub mieszanka przeznaczona do śrutowania jest wsypywana Do kosza zasypowego, stąd podnośnikiem kubełkowym przeniesiona jest do kosza umieszczonego na obudowie kamienia. /tu złożenie dwóch kamieni, dolny nieruchomy - górny na osi z napędu transmisji obrotowy / Z kosza grawitacyjnie schodzi na kamień. Po wyjściu z pod kamienia jako śruta podnoszona jest innym- drugim podnośnikiem na wyższą kondygnację skąd rurą spadową schodzi do workownicy na parterze. Odbiór następuje workami . Przemiał pszenicy na mąkę pytlową 50 % Po zważeniu pszenicy przeznaczonej na mąkę pytlową 50 % wsypuje się do kosza zasypowego i podnośnikiem kubełkowym jest przesłana na poddasze, gdzie przechodzi przez magnes 300 mm na cylinder graniasty 500/1000, który odsiewa piasek, nasiona chwastów, poślad zbożowy, kłosy itp., a jednocześnie wentyluje z pyłów wentylatorem ssącym. Po oczyszczeniu wstępnym pszenica rurą spadową przechodzi na I piętro do skrzyń zasypowych, następnie do Marsa, gdzie oprócz oczyszczenia odbywa się wentylowanie, następnie do łuszczarki o wym. 1200/600 i dalej na drugi cylinder pożubrowy i już po dokładnym oczyszczeniu kierowana jest na walce gdzie następuje I-szy przemiał. Potem do odsiewacza sortującego na mąkę, kaszę i śrutę. Gotowa mąka do skrzyni, a kaszka do ponownego przemiału i dalszego jak poprzednio sortowania . Proces przemiału odbywa się dwu- i trzy – krotnie. Maki z każdego przemiału zsypywane są do jednej skrzyni i mieszane ręcznie. Mąki sortowane dają gatunek : I –szy 50 %, drugi 22 % , otręby -26 %, tzw. rozkurz 2 %. Przemiał żyta odbywa się podobnie jak pszenicy: z różnica sort mąki 70 % otręby 28 % ,rozkurz 2 % . Urządzenia młyńskie – maszyny i urządzenia główne 1 . Kamień młyński 1000 mm i silnik do kamienia 18 kW 2. podwójny zestaw walcy 750 x 350 i silnik 4,5 kW i 7,5 kW 3. silniki do maszyn czyszczących 7 Kw i 4,5 kW 3. podnośniki kubełkowe z pasami gurtowymi i rozmieszczonymi kubełkami. 4. Cylindry graniaste z tzw. gazą do przesiewu/ z siatki nylonowej o oczkach fi różnych przekroju różnego 5. Pędnia górna / pędnia dolna była stosowana przy napędzie z turbiny wodnej / Dodatkowo wyjaśniam , iż w niektórych młynach przy napędzie motorowym znacznie rozbudowana jest pędnia dolna przy zastosowaniu dodatkowo dwóch złożeń kamieni młyńskich /patrz młyn Grochówka/ Zanim przystąpię do opisu młyna na Sekule wymienię tylko ze słyszenia młyn nr 1. Na tzw. Karierze przy ul. Kilińskiego (pracował tam Aleksander Pawlak pochodzący z Krzeska) prostopadła do ul Puławskiego blisko st. kolejowej oraz młyn na ulicy wyjazdowej do Łukowa i młyn na ul. Kazimierzowskiej oraz młyn na ul Sokołowskiej Braci Maksymiuków / patrz tablica kilka stron wstecz / I ten młyn działał najdłużej w mieście Po dawnym młynie w posiadaniu PZZ-tów Łuków przy ul. Sokołowskiej przed Zakładami Karo pozostał ślad w postaci Supermarketu Spożywczo- Przemysłowego "Topaz" Już jako pewne skonfrontowanie obecnych czasów – więcej w dobie obecnej w mieście jest marketów niż poprzednio młynów. Ważnym przedsiębiorstwem państwowym było Siedleckie Przedsiębiorstwo Przemysłu Rolno –Spożywczego – szefem był p. Tymoszuk Piotr i biurowym pracownikiem p. Skiba Aleksander , kierowcą służbowego ” Żuka „ Skolimowski Zygmunt - mieszczące się swego czasu „Pod Jackiem”. A poprzednie to Rejonowe Przedsiębiorstwo Młynów Gospodarczych w Łukowie – tutaj szefem był p K…. Obaj w/w dyrektorzy do dzisiaj pozostali w mojej pamięci .Kilka razy do młyna do Grochówki przyjeżdżał pan Sztolsztajner z PZZ Warszawa Zespół młynów był i jest nadal w Szymanowie k/Warszawy .W naszych okolicach rozbudowali swoje przedsiębiorstwo bracia Górscy –Młyny w Repkach w pow. Sokołów Podlaski MŁYN WODNY Wł. Zbucki Julian wieś Sekuła Gm. Starawieś pow. Siedlce. Wg zapisu w języku niemieckim z dn. 23.X 43 r. W języku polskim brzmi następująco: Młyn wodny Juliana Zbuckiego w Sekule zużytkowuje energię wodną rzeki Muchawka. Woda na rzece spiętrzona jest śłuzą drewnianą o przyczółkach i dnie betonowym. Spiętrzenie powoduje niewielki rozlew. Po prawej stronie rzeki, tuż obok młyna znajduje się niewielki staw-sadzawka , po lewej zaś stronie w zakolu rzeki jest niski teren zalewany przez wody powodzi. Murowany młyn znajduje się na prawym brzegu rzeki i jest uruchamiany za pomocą tupionowej. Przy młynie znajduje się osada młyńska , która wraz z młynem jest własnością Juliana Zbuckiego. Młyn jest typu gospodarczego i uruchamia się następujące maszyny: jedną parę kamieni ,dwie pary walców i kaszarka / rozdrobnienie jęczmienia i gryki na kaszę. Rzeka Muchawka jest lewym dopływem rzeki Liwiec dotychczas nie regulowana .W obrębie urządzeń spiętrzających na rzece Muchawka przepływa w stosunkowo wąskiej dolinie o dużych poprzecznych spadach. Podłoże tej doliny stanowią piaski pokryte formacji młodych torfów , Na ogół teren stanowią mało urodzajne łąki, pokryte kwaśną roślinnością, a częściowo dziką eksploatacją torfu na opał. Dane hydrologiczne- Powierzchnia rzeki Muchawki do miejsca ujęcia wody wynosi wg projektu regulacji 286 km . Ukształtowanie terenu –pagórkowate . W skład powierzchni wchodzą częściowo łąki ,częściowo zaś pola orne. Około 40 % powierzchni zlewni pokryte lasami. Średni opad roczny dla tych terenów wynosi 550 mm. Wody z otaczających wzgórz magazynują się w dolinie z powodu utrudnionego odpływu i małej przepuszczalności torfu, wskutek czego wahania wody są minimalne i niegroĽne dla zakładu .

92. O Gminie Królowa Niwa- Mieczysław Kalicki.
JEDYNA W KRAJU GMINA o nazwie KRÓLOWA NIWA w Krzesku. Początkowo Gmina Krzesk mieściła się w takim starym budynku w Krzesku Starym przy drodze zwanej Wygonem- dzisiaj już ten budynek nie istnieje – kilka lat ładnych temu spłonął, a był umiejscowiony za dzisiejszym odnowionym i przystosowanym do innych celów budynku dawnej szkoły w Krzesku Starym, czyli dzisiaj budynkiem filii Gminnego Ośrodka Kultury w Zbuczynie. Po wyzwoleniu ziem spod okupacji hitlerowskiej i przejęciu przez władze Pałacu Marchockich gminę przeniesiono do tego pałacu i tutaj funkcjonowała do reformy administracji państwowej do końca 1972 roku. Ostatnimi pracownikami tego urzędu byli : Żelechowicz Józef z Krzeska Starego jako Przewodniczacy, Kamecka Maria jako sekretarz oraz pracownicy szeregowi Grochowska Stanisława, Biardzka Elżbieta , Borkowska Krystyna, Krasnodębski Roman, Kalicki Mieczysław, Szewczyk Halina, Grochowski Józef. Z dniem 1 stycznia 1973 r. gmina przeszła do Zbuczyna tworząc z dwoma innymi gminami Zbuczynem i Czuryłami nowy układ Gminną Radę Narodową zwaną teraz już Urząd Gminy w Zbuczynie. Nominację na Naczelnika Gminy otrzymał pan Żaczek Jan z wykształcenia inżynier rolnik. Wówczas Przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej w Siedlcach był Romaniuk Marian, Który nie był przychylnie ustosunkowany do Gminy Krzesk .JEDYNA W KRAJU GMINA o nazwie KRÓLOWA NIWA w Krzesku. Celowo przytaczam czasokres istnienia tej gminy o tak niepowtarzalnej trójimiennej nazwie Gmina Królowa Niwa w Krzesku. Nadała ona gminie pewnej terytorialnej władzy oraz odrębności jak i dowartościowania okolicznych miejscowości. Jak karty historii podają 20.X. 1795 –nastąpił trzeci rozbiór Ziem Polskich pomiędzy Rosję, Prusy i Austrię. Był on wynikiem nieudanej insurekcji kościuszkowskiej i przegranej wojny Polski z Rosją i Prusami. Na ziemiach polskich Rosjanie utworzyli gubernie : wołyńską, grodzieńską i mińską. Austria jako główny inicjator III rozbioru zajęła: Lubelszczyznę, resztę małopolski z Krakowem, część Podlasia i Mazowsza, czyli obszary najliczniej zaludnione. Tak więc po trzecim rozbiorze Polski ziemie leżące pomiędzy Bugiem a Wisłą dostały się pod panowanie Austrii, która zajmowała je do 1809 roku , co w większości pokrywało się z terytorium diecezji krakowskiej . Na tym terenie leży ówczesna parafia Zbuczyn, z której wydzielono parafię i gminę Krzesk. Jedną z pierwszych czynności dokonanych wtedy przez Austriaków na naszych ziemiach było podzielenie na nowo zabranego Polsce obszaru, wydzielając obszarowo powiaty. Utworzono wówczas Powiat Siedlecki, obszarowo pozostał takim z niewielkimi zmianami do roku1867. W tym roku powstała również Gubernia Siedlecka. Około roku 1885 w skład powiatu wchodziły gminy: Czuryły, Domanice , Jasionka, Jastrzębie, Królowa Niwa, Krześlin, Mordy, Niwiski, Pióry, Stara Wieś, Skórzec, Skupie, Tarków, Wiśniew, Wodynie, Zbuczyn , Żeliszew . W skład gminy Królowa Niwa w Krzesku wchodziły wsie- sołectwa : Stary Krzesk, Krzesk Majątek, Nowy Krzesk, Kwasy-Kijki , Izdebki- Wąsy , Izdebki –Błażeje, Izdebki- Kosny , Sobicze, Wesółka, Grochówka , Tęczki, Maciejowice , Zawady. O ogólnej powierzchni użytków rolnych ok.6150 ha. W roku 1928 ze względów oszczędnościowych „rozparcelowano” Gminy Jasionka i Pióry . Reasumując i odnosząc się do czasu istnienia Gminy Królowa Niwa w Krzesku notujemy jej działalność w latach 1795- 1972 = 177 lat. Zakładając średnio 25 lat funkcjonowania jednorodnego , samodzielnego jakoby pokolenia doliczymy się istnienia w tym to czasie przez 177 lat w przybliżeniu 7 pokoleń ,.a to już jest dużo, Początkowo Gmina Królowa Niwa zajmowała budynek w Starym Krzesku przy wygonie, ponieważ w centrum Krzeska nie było społecznego budynku na ten cel. Umiejscowienie Gminy w tej miejscowości nadawało jej większą rangę , co prawdopodobnie przekładało się na większy patriotyzm tutejszych mieszkańców. Miejscowość ta była kolejno siedzibą właścicieli majątku ziemskiego – Krzeskich ,Zawadzkich, Niemirów, Marchockich, , W pewnym okresie wyznaczono mniejsze okręgi władzy i umiejscowione urzędy zwane Gromadami były we wsiach : Izdebkach Wąsach i Krzesku Starym nie pomijając gminy Królowa Niwa w Krzesku Królowa Niwa. Z zapamiętanych wójtów , potem zwanych przewodniczącymi wymieniam : Zbucki Czesław, Pasiak Czesław s. Walentego, Izdebski Józef rodem z Wąsów ożeniony u Wojtaszeskich w Krzesku Kr. Niwa , Janek Golec, Miecio Starzyński, Stanisław Grochowski z Grochówki, Żelechowicz Józef z Starego Krzeska jako ostatni przewodniczący do końca 1972 roku, Funkcję Sekretarzy gminy , których pamiętam pełnili : Kokoszkiewicz Józef który mieszkał w oficynie dworskiej, Godlewski Mieczysław z Starego Krzeska i ostatnią do końca 1972 roku była Kamecka Maria . W latach powojennych Gmina i Gminna Spółdzielnia „SCh” mieściły się w pałacu Marchockich. Tutaj też znajdował się posterunek Milicji Obywatelskiej. Komendantem tej placówki był Moskwiak Kazimierz . Przez pewien okres czasu istniała jednostka ORMO , której szefem był pan Robak , Do 1967 roku istniał Urząd Stanu Cywilnego gdzie kierowniczą funkcję pełniła Zdzisława Krypa, a po niej stanowisko to objęła Elżbieta Sas z domu Mamcarz . Siedzibą Banku Spółdzielczego był / i jest nadal/ dom państwa Smolińskich , którego kierownikiem był Cisak Wacław z Krzeska Królowa Niwa . W pałacu umiejscowiona była poczta , której kierownikiem był Kowalczyk . Po nim funkcję tę objęła p. Wyczółkowska Emilia. Z dniem 1 stycznia 1973 nasz teren Gromadzkiej Rady Narodowej w Krzesku włączono w nową strukturę organizacyjną - Urząd Gminy w Zbuczynie . Jedynym aktualnym na tym terenie , jakoby LICZˇCYM się czynnikiem pozostała tylko PARAFIA KRZESK – katolicka , chrześcijańska wchodząca w skład Diecezji Siedleckiej.