Articles Hierarchy
48. Pawlakowie z Krzeska II rozdział.Kliknij.
- 18 May 2011
- Saga o Pawlakach z Krzeska.
- 3526 Reads
- 0 Comments
Każde 100 lat ma kiedyś swój zmierzch. XIX wiek także odchodził z wolna w przeszłość. Agonię miał długą. Niektórzy sądzą, że skonał z chwilą zamachu, skutecznego niestety, na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. To wraz z tym zamachem, nie jedynym przecież w historii, znalazł się w krainie cieni feudalny hierarchizm, ta góra lodowa historii człowieka, historia władców z Bożego nadania, historia elit tworzących władców dwór. Większa część góry pozostawała ukryta, bezimienne zbiorowisko ludzi żyło poza historią.Zastanawiając się nad strukturą tego tekstu, książki pisanej przeze mnie z uporem, musiałem przyjąć istnienie jakiejś granicy, po przekroczeniu której zostawiało się za sobą jeden wiek, a miało przed sobą wiek nowy, dziś nazwalibyśmy go nowoczesnym. Czym mierzyć rzeczoną nowoczesność?
Prenowoczesność ludzi zwykłych mierzona jest realnym czasem, od zmierzchu do świtu, od wiosny do jesieni, od siewów do zbiorów, od wesel do pogrzebów. Czas teraĽniejszy w czystej postaci, bez widoków na przyszłość. „Jutro niedziela, więc będziemy w kościele” to nie przyszłość, to trochę wybiegająca w przód teraĽniejszość. Z kolei jedyna przeszłość tych ludzi, jedyny punkt zakotwiczenia w historii, to goły zapis faktów zapisanych w aktach metrykalnych – urodzenie, ślub, zgon. Tyle wiadomo. Jak więc wypełnić historią te istnienia Pawlaków, jak je zagęścić, jak sprawić, by ich bycie miało swoją konsystencję? To dlatego informacja, że jeden z Pawlaków został kowalem, jest tak ekscytująca. To dowód na istnienie przyszłości, bo nigdzie nie było napisane, że ktoś z Pawlaków zostanie kowalem. Kiedy bowiem wiem co będzie jutro, to nic nie wiem o przyszłości. Przyszłość jest wtedy, kiedy nie wiem co przyniesie jutro i kiedy to z tym „nie wiem” przychodzi mierzyć się człowiekowi. Przyszłość niesie tylko możliwości, choćby możliwość uczenia się (kiedy pierwszy z Pawlaków został poprowadzony do szkoły? Czyż to nie ciekawe?), czy też ewentualności (kiedy w rodzie Pawlaków miał miejsce pierwszy rozwód? Czyż to nie pasjonujące?).Granicę między współczesnymi a dawnymi Pawlakami z pewnością wyznacza pamięć, lecz sięga ona do pokolenia dziadków, bardzo rzadko pradziadków. Pamięć nadaje konsystencję historii – pamięć wraz z przekazem.Rok 1895 uznałem za rok graniczny. Nie było w nim nic szczególnego, no może poza tym, żejest to rok powstania psychoanalizy, jak się okazało prawie 100 lat póĽniej możliwość, z której skorzystał jeden z Pawlaków. Poza tym był to rok, w którym Adam III kowal przestał bać się śmierci jedynego żyjącego wtedy syna, Antoni mój pradziad stracił swą pierwszą żonę, a biorąc zaraz potem drugą umożliwił autorowi stanie się psychoanalitykiem. Był to także rok śmierci matki Adama IV i Antoniego i stryjenki Adama III. Katarzyna z Trochymiaków wraz ze swą śmiercią zamknęła rozdział historii niemej, historii znanej tylko dlatego, że kiedyś Katarzyna wzięła ślub. Gdy weĽmiemy pod uwagę osoby, które związków małżeńskich nie zawarły, łatwo pojmiemy niemotę historii, bezimienność jej bohaterów – bohater to nie tyle ten, kto wstąpił do armii czy nawet legionów (pobór bywał przymusowy), to ten, o którym można bezkarnie milczeć, o którym można bezkarnie nie pamiętać.Zaczynam przeto drugą część sagi. Będzie ona o Pawlakach, których historia nie jest niema. To potomkowie dwóch pozostałych w Krzesku linii. To historia potomków Adama IV, tak zrośniętych z ziemią krzeską, że nie dali się od niej oderwać nawet po śmierci, i historia potomków Antoniego, zmuszonych do oderwania się od tej ziemi, gdy w pewnej konkretnej chwili dorośli synowie, jak i sam ich ojciec, poszli w różne strony. Do czasów II Wojny Światowej próbowali podtrzymywać jeszcze więzi rodzinne zaglądając niekiedy do swego matecznika. Po wojnie przez jakiś czas to rodowcy z Krzeska zaglądali do nowego matecznika Pawlaków Antonowych. Lecz skąd mieli siebie znać wnukowie Adama IV i Antoniego? Tak oto rozeszły się drogi historii dwóch linii. W konsekwencji saga o Pawlakach pod koniec stanie się sagą siedleckiej linii Pawlaków z Krzeska.Zanim jednak rozpocznę tę opowieść winien jestem napisanie czegoś o najbardziej niemych z niemych Pawlaków. Będzie o kobietach Pawlaków, zarówno Pawlakównach pannach, jak i paniach Pawlak i paniach z Pawlaków. Z albumu Pawlaków. Być może na tych pięknych, starych fotografiach z Krzeska jest Pawlakówa z panieństwa, żona Pawlaka lub płynie krew Pawlaków, któż to wie...
Czy może ktoś, kogoś rozpoznaje?
Część XIII. Marie, Marty i inne
Piszę oto opowieść o Pawlakach. Czy zastanawiamy się, cóż to właściwie oznacza? Jasne, że chodzi o narrację łączącą osoby o nazwisku Pawlak, a ponieważ może ich być bardzo dużo, to dodajemy do tego element uściślający, Krzesk w tym wypadku, i otrzymujemy ciąg mniej lub bardziej składnie powiązanych słów, dotyczących wszystkich osób o nazwisku Pawlak związanych z Krzeskiem. Proste, zdaje się nam to, ale czy prawdziwe?Zważmy, że Pawlakiem zwiemy osobę, która od urodzenia aż do śmierci nosi to nazwisko. Jeśli zdarzy się w czasie życia, że zmieni swe nazwisko, jak zdarzyło się to w Krzymoszach, gdy daleki XVIII-wieczny kuzyn zmienił nazwisko Pawlak na Michalak, to staje się nowe nazwisko reprezentantem od tego momentu kogoś zupełnie innego, pomimo istnienia oczywistych związków krwi. Biologia przegrywa z językiem.Jesteśmy teraz bliżsi „tajemniczej” konstatacji – jedno nazwisko, od urodzenia do śmierci, noszą mężczyĽni, o ile przygodnie go nie zmienią. Tylko że zmiana taka jest jedynie ewentualnością.Tymczasem istnieją wśród nas osoby, które z konieczności musiały, a i dziś w większej swej części „muszą”, wyrzec się swego nazwiska rodowego. Ta konieczność była i nadal w gruncie rzeczy pozostaje związana ze zmianą stanu cywilnego. W tym momencie kobieta, bo o niej to mowa, znika, zanim umarła, z historii. Może więc dlatego, by wynagrodzić jej stratę nazwiska, nazywamy ją, my mężczyĽni, „płcią piękną”, czy bardziej archaicznie „płcią nadobną”.Kobieta znika z historii rozumianej jako opowieść, by ewentualnie odnaleĽć się w historii innej, związanej z innym nazwiskiem. W zasadzie historia jest „męskocentryczna”, a nawet paternalistyczna. W XIX wieku kobieta z nowym nazwiskiem istniała tylko, gdy rodziła dzieci lub stawała się matką chrzestną. Gdy po ślubie była bezdzietna lub wyjechała do odległych parafii, praktycznie znikała na zawsze.Podążanie śladem kobiet staje się w wyniku tego stanu rzeczy zadaniem wyjątkowo trudnym, często po prostu niemożliwym. Możemy dowiedzieć się co nie co o nich, gdy pozostają niezamężne, z dziećmi nieślubnymi lub nie. Gdy poślubiają mężów mają także swój wkład w historię rodów swego pochodzenia, niebezpośredni, ale znaczący. Są ogniwem podstawowym rodzinnych koligacji. Określa je bowiem sam fakt ślubu. Oczywiście można stwierdzać, że to tak niewiele, że tylko tyle. Bo to tylko życie jednostkowe zastąpione wymianą nazwisk.Na pytanie zatem – co zawdzięczamy kobietom o nazwisku Pawlak, odpowiem, że między innymi to, iż Pawlakowie skoligaceni są z rodziną hrabiów Badeni.
Wśród XIX-wiecznych pań Pawlak były tylko trzy, które urodziły dzieci nieślubne, żadnej, która urodziłaby dzieci przedślubne – mocny dowód czystości przedmałżeńskiej, a także „układanych” małżeństw. Dzięki paniom Pawlak ten ród spowinowacony został z rodami (dane za okres XIX wieku): Jagielaków, Zbuckich, Trochymiaków, Prokopiaków, Marciniaków, Filimonów, Mamcarzów, Dziedziców, Chmielewskich, Gawinkowskich, Soczewków, Kucharczyków, Żuków, Golców, Kornilaków, Pasiaków, Głuchowskich, Sidorów, Cielemęckich, Jakimiaków, Adamczyków (XIX wiecznych z Krzeska, w odróżnieniu od XX wiecznych Adamczyków vel Adamczuków z Hołubli) i Marszeluków.Tylko Marciniakowie, Głuchowscy, Chmielewscy i Soczewkowie wywodzą się spoza parafii Zbuczyn (kolejno, Hadynów, Trzebieszów, Międzyrzec Podlaski i Mordy). Zdecydowana większość pozostałych to rdzenne rody z Krzeska.
Koligacji rodzinnych, czyli krzyżowych powiązań między powinowatymi z linii bocznych, jest ogromna liczba. Można je częściowo, i ewentualnie, prześledzić na drzewie rodowym, ciągle rozbudowywanym, do którego dostęp leży w mojej gestii.Kobiety, jak te Marie i Marty z przypowieści z Ewangelii, zapomniane podmioty historii rodowych, to jednocześnie ich finalne zworniki. Niech to przynajmniej zapełni lukę powstałą po nich.
XIV. Czas żniw
Przełom XIX i XX wieku był, jak można sądzić, pierwszym okresem spokoju z dodatkiem, i to nie jednej, nutki optymizmu w historii rodu Pawlaków. Po opuszczeniu przez Adama III Krzeska pozostało w nim dwóch braci z całkiem pokaĽną liczbą synów. Dość powiedzieć, że tylko jeden spośród 9 braci stryjecznych, pierworodny syn Adama IV, Michał, zmarł w niemowlęctwie. Ośmiu żyło zdrowo nad podziw, zważywszy na żniwo śmierci koszącej latorośl Pawlaków przez 100 wcześniejszych lat. (Doprawdy ludzkość zawdzięcza doktorowi Sommelweissowi coś nadzwyczajnego, a o pomnikach jego milczy). Ośmiu dorodnych nowych Pawlaków narodziło się między 1874 a 1902 rokiem. Żyło nie niepokojonych w dwóch siedliskach obok siebie, wiodąc zwyczajne życie rolników.Dwóch pozostałych przy życiu braci, Adam IV i Antoni, synów Adama II, żyło w zgodzie i współpracy. Były to bliskie więzi, co można wykazać na rozmaite sposoby, raczej nie zakłócane poważniejszymi sporami. Jest prawdopodobne, że pierworodny syn Antoniego, Tomasz II (numeracja jest konieczna), wziął swe imię po drugim w kolejności, a pierwszym jeśli chodzi o przeżycie, Tomaszu I, synu Adama IV.Los linii Antoniego nie był jednak trwale związany z Krzeskiem przez fakt dzierżawienia ziemi należącej do Adama III, który tymczasem zaczął dochowywać się w końcu synów. Trudno jednak dociec, czy wiedziano o tym w Krzesku. Adam III zniknął z Krzeska na zawsze i trudno zakładać, że w ciągu 3 dni jakie minęły od dnia śmierci Adama III do jego pogrzebu, ktoś z jego rodziny pofatygował się do Krzeska, by zawiadomić o tym rodzinę. Mógł to zrobić jedynie Franciszek, ale nie urodził się on w Krzesku, a odległość między Krzeskiem Królową-Niwą a Ługami Wielkimi była pokaĽna. W każdym razie Antoni mógł żywić nadzieję, że prawem kaduka ziemia, którą dzierżawił, pozostanie już jego.Zupełnie inaczej rzecz miała się z rodziną Adama IV. Tu raczej cierpiał on na dostatek synów i groziło rozdrobnienie. Jak pokazują rejestry pomiarowe Krzeska z roku 1925 swoje działy ziemi mieli tam Tomasz I i Andrzej, dwaj pierwsi synowie Adama IV. W tym czasie rodziny Antoniego już w Krzesku nie było. Co działo się z dwoma młodszymi synami Adama IV, Franciszkiem i Edwardem, stanowi zagadkę – mniejszą w przypadku najmłodszego, Edwarda, i wielką w przypadku Franciszka.
Pewne przesłanki sugerują, że trzeci syn Adama IV już na początku XX wieku osiadł w Siedlcach. Byłby zatem pierwszym z Pawlaków krzeskich, który zamieszkał w mieście. Ponieważ jednak linia przez niego zapoczątkowana (syn Zygmunt ur.1915 i córka Stanisława ur.1917) wymarła, pozostawiając po sobie tylko grób na starym cmentarzu w Siedlcach, to rozwikłanie tej zagadki się odwleka (skutek, z tego punktu widzenia, nieszczęsnej ustawy o ochronie danych osobowych).
W przypadku Edwarda sprawa jest o tyle prostsza, że wiadomo, iż umarł w Siedlcach w roku 1968 i że istnieje wiele świadectw ustnych stwierdzających, że od końca II Wojny Światowej mieszkał u syna swego Aleksandra przy ulicy Sienkiewicza. To dzięki temu dwie linie Pawlaków, jedna mieszkająca w Siedlcach już od przedwojnia (z niej to pochodzę) i druga, w podstawowej swej części zamieszkująca Krzesk, w osobach wnuków Adama IV i Antoniego, ponownie nawiązała więzi rodowe. Życzeniem Edwarda było, gdy umierał, by być pochowanym w Krzesku, gdzie być może nie miał działu rodzinnego, ale gdzie przemieszkiwał i był widziany podczas żniw i sianokosów (czy uprawiał swoje, czy pomagał bratankom?).
Potomstwo dwóch starszych synów Adama IV wrosło w Krzesk, ale to historii ciąg dalszy. Opowieść o potomkach Tomasza I i Andrzeja to opis schyłku (ostatni męski przedstawiciel umiera bezżennie w Krzesku w 1989 roku; ostatnia żeńska przedstawicielka rodu, pani Maria z Pawlaków Dziedzicowa, żyje w Krzesku do dziś, to jej zawdzięczam podstawowy zarys losów tej linii Pawlaków).
Część XV. Gorzkie gody
Co daje do myślenia fakt dwumiesięcznego wdowieństwa? Istnienia sytuacji, w której w przeciągu dwóch miesięcy mamy do czynienia ze śmiercią skutkującą wdowieństwem i zaraz potem weselem wynikłym z kolejnego ślubu?Nie jest to jednostkowy przypadek. Adam III w trzy miesiące po śmierci pierwszej żony miał już żonę drugą. Antoni, mój pradziad, skrócił wdowieństwo do miesięcy dwóch. Pierwszemu z nich mogło się jednak śpieszyć do ojcostwa ze względu na tragizm losów jego dzieci, ale drugiemu?
Antoni w chwili śmierci swej pierwszej żony miał sześcioro żyjących dzieci (zmarła tylko córka Aleksandra), trzech synów i trzy córki. Przeto odpada powód nazwany przeze mnie ojcostwem. Kusi by założyć, że powodem tak szybkiej drugiej żeniaczki była konieczność zapewnienia opieki nad gromadką jeszcze niesamodzielnej dziatwy. Jakkolwiek jednak nie było, z pewnością nie przeżywano czegoś, co w czasach nowoczesnych zwykło nazywać się żałobą, czy bardziej zrozumiale opłakiwaniem straty kogoś.
Pisałem już, że nie sposób nie zauważyć, że miłość, zwłaszcza miłość namiętna, nie była ani powodem, ani spoiwem małżeństw. Oczywiście nie wyklucza to istnienia miłości małżeńskiej, miłości rozkwitłej już w trwającym małżeństwie, miłości jako skutku a nie jako przyczyny związku. Tym bardziej nie wyklucza miłości pozamałżeńskiej, miłości niepoprawnej, niemożliwej.
Ślęcząc nad każdym możliwym materiałem Ľródłowym, nie tylko po to by narysować drzewo genealogiczne, można dostrzec, a przynajmniej mniemać, że wszystkie wspomniane przeze mnie postacie miłości były mym przodkom znane. I tak, gdy w miesiąc po ślubie zmarła jednemu z moich przodków młoda żona, równie młody mąż w dwa miesiące póĽniej popełnił samobójstwo (azaliż nie miłość namiętna?), a gdy drugiemu już w bardzo dojrzałym wieku przyszło zostać wdowcem, w dwa miesiące póĽniej wziął ślub z wdową, panią na tyle dojrzałą, że już dzieci urodzenia zagwarantować nie mogła (czyż nie można domyślać się w tym przypadku miłości pozamałżeńskiej, która zbiegiem okoliczności mogła zostać parafowana przysięgą małżeńską?).
Wspomniałem o tych przykładach, choć nie dotyczą one Pawlaków tylko rodu mego po kądzieli, by wskazać, że daleki jestem od sprowadzania życia mych antenatów do prostackiej schematyczności. Życie ludzkie przede wszystkim przetykane jest realnością, sprawami jak najbardziej ziemskimi, o których historia milczy. Stąd też bierze się wrażenie śmierci, martwoty pojedynczych istnień.Tak czy owak po śmierci pierwszej żony Antoni, dla mnie postać tajemnicza, której daty śmierci i miejsca pochowania ani ja, ani nikt z bliższej i dalszej rodziny nie zna, szybko, a raczej natychmiast uruchomił swatów, którzy sprawili się nadzwyczaj dzielnie i między sierpniem a listopadem 1896 roku doprowadzili do skutku drugie małżeństwo. Wybranką Antoniego została Józefa Gawinkowska z Bzowa pochodząca. Należy się tej postaci kilka słów.
Pochodziła ze starego i zacnego rodu chłopskiego wywodzącego się z Bzowa, znanego już w XVII wieku, choć wtedy nazywającego się Gawiński. Jej ojcem był Adam (nomen omen), znacząca postać wśród włościan bzowskich prawie w całym XIX wieku, o którym wspominam tylko dlatego, że był to sąsiad i wieloletni przyjaciel mego prapradziada po kądzieli. Nie miał Adam szczęścia do małżeństw, żadne z nich nie przetrwało 10 lat. Żony umierały młodo, przypuszczalnie powalone gorączkami połogowymi. Matkę Józefy, panią o pięknym imieniu Klementyna, spotkał podobny los.
Więzy zadzierzgnięte między Pawlakami i Gawinkowskimi przetrwały co najmniej do II Wojny Światowej. Dom rodzinny Gawinkowskich w Bzowie był miejscem noclegowym dla mego dziada i ojca, gdy zdarzało się im odwiedzać rodzinę Pawlaków w Krzesku.
Józefa urodziła się w roku 1864 i do ślubu z Antonim pozostawała w stanie panieńskim, co jak na owe czasy było sytuacją znaczącą. Motywem zawarcia małżeństwa jak już pisałem nie była prokreacja, albowiem ze względu na wiek panny młodej, pozostało jej 10-12 lat wieku rozrodczego. Więc pozostaje sam pragmatyzm – opieka nad gromadką dzieci już żyjących.
Józefa i Antoni zdołali zmajstrować czwórkę dzieci, z których przeżyło dwoje – mój dziadek Jan, urodzony w roku 1902 i jego starsza siostra Weronika, urodzona w 1897. Dwie najmłodsze siostry zmarły właściwie w wieku niemowlęcym.
Dalsza historia tej odnogi rodu Pawlaków to opowieść o losach potomków Tomasza II (ur.1881), najstarszego syna Antoniego oraz przyrodniego jego brata Jana. Losy Ludwika (ur.1884), drugiego syna Antoniego, pozostają tajemnicą. Michał (ur.1885), trzeci syn, po ślubie zamieszkał najpewniej w Łodzi. Jego potomkowie, o ile ich miał, nie są mi dotąd znani. Losy Wiktorii (ur.1887) i Stefanii (ur.1891) też nie są dotychczas znane. Franciszka (ur.1883) pozostała w stanie bezżennym po urodzeniu nieślubnej córki Marianny (ur.1901). Losy tej pary także pozostają niewiadomą.Gorzka konstatacja – fascynujące tajemnice.
Część XVI. Babie lato
foto 1. Jan, dziadek autora, ucieleśnienie Słowa z pamięci autora, na ławeczce przed pomnikiem upamiętniającym bohaterów bitwy pod Iganiami w roku 1831.
Zdawać się mogło, że na przełomie epok, w chwili gdy rodził się świat nowoczesny, świat ojca używającego władzy, a schodził ze sceny dziejów świat ojca władzę symbolizującego, Pawlakowie w Krzesku osiągnęli stan, jak się mogło zdawać, pełnej stabilizacji. Nikt zapewne nie dostrzegał schyłku świata, w którym władza bardziej związana była ze słowem i nikt nie przeczuwał najpewniej początku świata, w którym działanie władzy obalało wagę słowa. „Na początku było słowo” zastępowane było przez „Na początku był czyn”. W nowej rzeczywistości słowo miało uzasadniać czyn, a nie czyn wypływać ze słowa. W nowym świecie liczyły się wojny i rewolucje, a słowo było palone na stosach i zamykane dożywotnio w więzieniu cenzury. Wiara w słowo upadała, choć jeszcze przez jakiś czas wierzono słowom Lenina (o samostanowieniu narodów, pamiętacie?) i Hitlera w Monachium. Minister Beck wierzył tuż przed II Wojną Światową w stary zanikły już świat, gdy z emfazą mówił w Sejmie o honorze. Czy Pawlakowie, a szerzej Krzeszczanie, przeczuwali zmianę klimatu na wielce burzowy? Zmianie klimatu towarzyszyła zmiana dominanty w życiu rodzin. Nikt nie przypuszczał, że pokolenie braci stryjecznych, synów dwóch braci, wnuków Adama II, będzie pokoleniem seniorów i jako seniorzy będą wspominani. Tomasz I i II, Andrzej i Edward, Michał i Jan, nie są znani z młodzieńczych porywów, nie są bohaterami młodzieńczych ofiar (tej nowej, nostalgicznej mitologii aktualnych czasów, w której bohaterami nie są „stare wiarusy”, tylko chłopcy i dziewczęta idące z butelkami na czołgi), są bohaterami ludzi ostatnich – ostatnimi, co tak „polonezy prowadzili”, w rogi dąli, „ostatnimi Mohikaninami” zapomnianych spraw zostali.
Skąd to wiem? Z zakamarków pamięci mej, z obrazów, z konturów wspomnień o wizytach mych u dziadka w stróżówce-wartowni i Wigilii w domu jego. Wspomnienia tyczą słowa, nie słów. Dziadek nie był gadatliwy, wolał nie mówić niż blablać. Nie pamiętam żadnego z jego słów, choć po pracy przychodził do domu mych rodziców, by pobyć ze mną i coś tam mi dać, aż do śmierci jedynemu swemu wnukowi. Wiem to z opowieści swego ojca – jeszcze jeden przykład psikusów ludzkiej pamięci, jeszcze jeden dowód na to, jak ważna jest narracja rodzinna, opowieść jednych o drugich. A może po prostu pamiętam „a sound of silence” – brzmienie ciszy, na tle której słowo znaczyło więcej niż potok słów? Dziadek nie zbierał honorów, nieważne czy zasłużonych czy nie, nie doświadczał komplementów, nadskakiwania, nabożnej czci, tudzież oznak bania się go. Dziadek był tym, kto siadając do stołu wigilijnego, zaczynał Wigilię – nie na rozkaz, na sam gest. Tym jest autorytet słowa, w przeciwieństwie do autorytetu władzy. Kto z nas, przedstawicieli pokolenia dzisiejszego, nawet gdy jest dziadkiem, skupia w sobie tyle majestatu, pozostając cały czas skromnym? Kto z nas ma szansę takim się stać bez obawy śmieszności, bez przeżycia klęski, gdyby usiłował być takim? Pozwolę sobie stwierdzić, że ten czas odszedł…i nie wróci.foto .Prawdopodobnie ostatni dom Pawlaków w Krzesku.
Że to był świat, a nie tylko osobiste doświadczenie, mogłyby zaświadczyć słowa wnuków, różnych wnuków. To dlatego genealogia samych wykresów i tablic jest czymś w rodzaju nauki, a genealogia wykresów z dodatkiem opowieści („Boże, pozwól mi przemierzyć zakamarki pamięci mojej…”), historią samego życia.Nie wiem jakim seniorem był Andrzej Pawlak, a także Tomasz I i Edward – to może być owocem tylko opowieści ich potomków. O Tomaszu II, przyrodnim bracie mego dziada, wiem co nie co, bo mój ojciec był na tyle duży, że go zapamiętał. W sytuacji, w której dostęp do dokumentów z ostatnich 100 lat, jest ograniczony i cenzurowany, pozostaje tylko historia mówiona. Tylko jak niewielu chce mówić, albo raczej jak niewielu jest zapraszanych do mówienia?
A tyle rzeczy jest do opowiedzenia! Czy w los Pawlaków, potomków Adama IV, było wpisane bezżeństwo, bo to ono w osobach wnuków, synów Tomasza I, Andrzeja i Edwarda, doprowadziło do wygaśnięcia tej linii, opuszczenia siedlisk i pozostawienia niezamieszkanych do dzisiaj domostw? Czy to samo przyczyniło się do bezżenności dzieci Stanisława, pierwszego z synów Tomasza II (ur. w wigilię Bożego Narodzenia 1908 w Krzesku)? Czym wyjaśnić rozejście się dróg braci, synów tegoż Tomasza II (Piotra, ur. w 1915 w Krzesku i Bronisława, ur. w 1925 w Tłuśćcu) ze Stanisławem? Dlaczego możliwe, że zapomniano o istnieniu kolejnego brata, Aleksandra (ur.praw. 1916 lub 1917), - okruchy pamięci mówią, że to kuzyn, ale dowodów jak na razie brak? Dlaczego Tomasz II opuścił z całą rodziną Tłuściec, a może Żabce, a może było jeszcze inaczej, i wywędrował do Żaboklik w roku 1936? Czy pierwszy rozwód w rodzie Pawlaków z Krzeska (chodzi o Weronikę, siostrę mego dziadka) miał miejsce w tym samym czasie, czy też życie swe zakończyła ona jako bigamistka – skutek powojennego chaosu? Mierzę się oto z tematami opierając się o szczątkowe opowieści, zamieniając się niekiedy w reportażystę rozmawiającego z nieznanymi sobie osobami, które znały lub wiedziały coś o Pawlakach (tak było podczas mojej tegorocznej wizyty w Żaboklikach – niestety nie zdążyłem poznać i porozmawiać z córką Tomasza II, Jadwigą (ur. w 1926 w Tłuśćcu); zmarła w Żaboklikach kilka miesięcy przed moją tam wizytą.).
Jedno jest niewątpliwe – ja oraz dwaj moi synowie, syn mego stryja oraz dwaj synowie Bronisława, syna Tomasza II, jesteśmy ostatnimi (biorąc pod uwagę wiedzę na dzień dzisiejszy mi dostępną) przedstawicielami nazwiska Pawlak, rodu z Krzeska.
XVII. Pożegnanie z Krzeskiem
I Wojna Światowa nie stanowiła szczególnego wydarzenia w życiu mieszkańców Krzeska. Czy przeto powitanie niepodległej Polski coś w tym zwyczajnym życiu dużej wsi mogło zmieniać? Niebawem miało się okazać. Los czasami każe na siebie czekać długo, lecz jest nieuchronny.
Tomasz II, najstarszy syn Antoniego, zaraz po swym kolejnym ślubie w Międzyrzecu Podlaskim z żoną Walerią powrócił do Krzeska, gdzie najpewniej przejął schedę, którą dzierżawił jego ojciec, starszy człowiek już. Zapewne cedując ją na najstarszego syna Antoni zapewnił sobie coś w rodzaju dożywocia. Tomasz II stał się głową rodziny i wkrótce musiał zmierzyć się z prawdziwym wyzwaniem.
Obok własnych dzieci miał na utrzymaniu dwie własne siostry i dwoje rodzeństwa przyrodniego. Do tego dochodził jego ojciec i macocha. Dość liczna rodzina, ale nie bez perspektyw.
W okolicach roku 1920 okazało się, że istnieją spadkobiercy po Adamie III. Paweł i Adam V objawili się światu Pawlaków . W jednej chwili stali się bezrolnymi chłopami, a jedynym żywicielem okazał się być tylko Tomasz II. Na niego spadła odpowiedzialność za podjęcie decyzji co robić dalej. Przyjrzyjmy się aktywom i pasywom. Był sam, czy mógł zastanawiać się z Walerią, swą żoną, nad dalszymi krokami? Wychowana w tradycyjnej rodzinie chłopskiej z Tłuśca nie miała jeszcze schedy po rodzicach. Sama miała być na utrzymaniu męża, bądĽ co bądĽ posiadającego ziemię w Krzesku. Antoni, jego ojciec, o ile jeszcze wtedy żył, kończył swą drogę przez życie. Macocha, matka mego dziadka, wyposażona w układzie małżeńskim w wiano ruchome, nie miała w Bzowie nawet działeczki. A gdyby nawet tak było, to z oczywistych racji starałaby się obdarować nim własne dzieci. Jan, mój dziad a brat przyrodni Tomasza II, miał dopiero 17 lat i zaczął z pewnością odczuwać swój status jako ciężar. Nie ma co ukrywać, dwie siostry Tomasza należało jak najszybciej wydać za mąż.
I znów kłania się nam antropologia strukturalna, czyli pożytek z kobiet. Nie bez powodu mawia się, że „baba z wozu, koniom lżej”. Wydanie ich za mąż było od dawna formą oszczędzania na kosztach. Lecz wtedy liczyło się to, kto zostawał mężem. I w tym miejscu pojawił się atut, z którego Tomasz II skorzystał. Atutem mogła się stać uroda sióstr. Na pewno stało się tak w przypadku Weroniki, rodzonej siostry mego dziada. W tym trudnym czasie podejmowania naprawdę ważnych decyzji wyszła za mąż za…chciałoby się napisać machinalnie kawalera, ale być może był to wdowiec. W każdym razie posiadam tylko strzępki informacji o mężu Weroniki. Pochodził z rodu Adamowskich, z zubożałej szlachty zamieszkującej tereny wokół Międzyrzeca Podlaskiego. Pełnił jakąś funkcję w strukturze gospodarczej ordynacji międzyrzeckiej hrabiów Potockich. To był właściwy ożenek. Weronika, po ślubie już Adamowska, zamieszkała w Żabcach, gdzie mieścił się folwark. Miała swą własną zagrodę, hodowała drób w całkiem pokaĽnych ilościach. To zdecydowało. Trudno było się długo zastanawiać. Pawlakowie zdecydowali! Jako robotnicy rolni, dzięki zięciowi, osiedli w Żabcach.
Czy był z nimi Antoni? To zagadka czekająca na rozwiązanie. Wyjście z Krzeska miało miejsce w 1920 roku lub niewiele póĽniej. Życie w Żabcach miało trwać, w przypadku Jana do 1926 lub 1927 roku, w przypadku Tomasza II do roku 1936, w przypadku Weroniki do roku 1940. PóĽną jesienią 1939 roku prababka Józefa pojawiła się z nagła w Siedlcach w domu mego dziadka, a swego syna. O powodach tego desperackiego kroku sędziwej staruszki przyjdzie jeszcze napisać.
Czy można z góry przesądzać, że opuszcza się rodowe gniazdo na zawsze? Czy Tomasz II i Jan przypuszczali, że opuszczają Krzesk, by już do niego nie wrócić? Czy odczuwali nostalgię?
A czy echem nostalgii nie jest aby me wrażenie sprzed kilku miesięcy, gdy wnuk chłopa z Krzeska pierwszy raz w swym życiu do Krzeska powrócił?
XVIII. Va banque
Marianna Pawlak żona Jana.
Nie docieknę nigdy już czy cała gałąĽ Pawlaków opuszczając Krzesk była świadoma dylematu, przed którym stoi. Z jednej strony zasygnalizowałem to pytaniem o świadomość, a raczej przeczucie, że decyzja opuszczenia Krzeska wiązała się z możliwością pożegnania go na zawsze. Ostatecznie jednak, uwzględniając wszelkie proporcje, Żabce to nie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej dla emigrujących tam chłopów. Wyjazd nie był z gorszego ku zakładanemu lepszemu i Żabców nie oddzielał od Krzeska ocean. Był to raptem 3-4 godzinny spokojny marsz. Wyjazdowi z Krzeska nie towarzyszyła niepewność nieznanego, przypominał raczej przenosiny rodziny do rodziny, rodziny, która straciła, chwilowo jak zapewne sądziła, grunt pod nogami, do rodziny, która grunt miała zapewniony. Dziś przypominałoby to sytuację, w której bankrutująca część rodziny nawiedza tę, której się powiodło i zdaje się, że będzie powodzić. Ostatecznie przecież po to są rodziny.
Tak, tak zwykliśmy sądzić ku naszemu dobremu samopoczuciu. Zwykle zapominamy, że nadzieja jest matką naiwnych. Różnicom stanu zawsze towarzyszą różnice pozycji i prestiżu, tylko rzadko zdajemy sobie z tego sprawę. Lecz bycie na garnuszku kogoś szybko nam o tym przypomina.
Świadomie pominąłem przy tym różnice klasowe w rozumieniu marksistowskim, a to ze względu na ich prostactwo. Powrócę jednak do nich, gdy przyglądał się będę dalszym losom swego dziadka. W każdym razie cała gałąĽ Antoniego w jednej chwili stała się chłopstwem bezrolnym. Nie z powodu wywłaszczenia czy okrucieństwa kapitalisty rolnego, tego mitu tak chętnie propagowanego przez lewicę troglodytów, ale prostego faktu, że szczęściu jednej gałęzi rodu (Adama III, którego Antoni przecież świetnie pamiętał), towarzyszyć musiało nieszczęście drugiej gałęzi. Ba! Działo się to także w obrębie samej gałęzi Adama III. Jedyne ocalałe dziecko z pierwszego małżeństwa, Franciszek, zapoczątkował dzięki swym potomkom linię kowali w Ługach Wielkich. Lecz co mieli robić dwaj synowie Adama III z drugiej żony? Być na garnuszku znacznie starszego brata? Ich nieszczęście sprawiło, że udali się do Krzeska po schedę swego ojca. Tym razem oni byli szczęśliwcami, czyniąc Antoniego z rodziną nieszczęśliwcami. Cóż, raz się jest na wozie, a raz pod. Nie zmienia to jednak poczucia niesprawiedliwości niczym nie zawinionej. Na tym to opiera się prostactwo podziałów klasowych – zawsze jest ono z czyjejś winy.
Z nagła cała grupa Antonidów (odwołanie do genealogii antycznych, czy nawet mitologicznych jest zamierzone) z pracujących chłopów stała się niepracująca, czy raczej prosząca o pracę (jedyna sensowna definicja bezrobotnego, w przeciwieństwie do definicji dzisiejszej jako tego, kto pracy nie ma). Antonidzi stali się robotnikami rolnymi, prototypami póĽniejszych o 30 lat pracowników (cóż za eufemizm!) PGR-ów. W strukturze społecznej wsi takie osoby były od zawsze, zwano je prosto, w księgach parafialnych XVIII wieku byli to wagabunda personae, swojscy włóczędzy, czy nawet przybłędy. Tyle że nikt ich nie znał inaczej jak tylko z imienia.
A zatem wczoraj uprawiało się ziemię, a dziś trzeba było prosić sąsiada o pracę na jego roli. Psychologicznie sytuacja niezręczna, nieco żenująca, no i pozbawiona perspektyw. Czy w Krzesku ktoś z nagła bezrolny mógł się wybić na ponownie rolnego? Z pewnością jednostkom się to udawało, ale 70-letni Antoni nawet na pastucha się nie mógł nadawać, a jedyny, jakbyśmy to dzisiaj nazwali decydent, 40-letni Tomasz II może nie był na tyle ambitny czy zdesperowany. Za to na pewno był w tej sytuacji sam. Jak sądzę decydowała też inna okoliczność. Tomasz II był kimś w rodzaju odmieńca. Z przekazów rodzinnych wiadomo, że był rudy. Niby nic, ale nikt z Pawlaków nigdy nie był rudy – w taki sposób określa się odmieńców. Czy zawdzięczał to genom swej matki? Możliwe, ale nikt już tego nie mógł pamiętać.
Jakkolwiek nie było, klamka zapadła. Antonidzi „wyemigrowali” do Żabców, do siostry, której się powiodło. W nowej sytuacji Tomasz II i Jan zostali zatrudnieni przez szwagra Jana, a opłacani przez ordynata Potockiego. Tomasz II miał na utrzymaniu żonę i garstkę małych swych dzieci. Musiał mieszkać w Żabcach, choć Waleria, jego żona, pochodziła z pobliskiego Tłuśćca (w spisach mieszkańców tej wsi Pawlakowie nie są obecni). Zapewne więc mieszkał na folwarku w Żabcach. W Żabcach nie musiał za to mieszkać Jan. Był młody, nieobciążony rodziną. Matkę jego wzięła na utrzymanie siostra Weronika. Gdy zmarło się jego ojcu (wciąż czekam na odkrycie kiedy miało to miejsce), cóż w gruncie rzeczy miało trzymać go na folwarku? Mój dziad umarł zbyt wcześnie, bym mógł usłyszeć z jego ust historię opisującą powody, dla których Jan zdecydował się wyruszyć w drogę do Siedlec. A ponieważ miałem 12 lat gdy umarł i uwzględniając to, jak małomównym mężczyzną był, skazany jestem na sklecenie ze strzępków informacji i danych tej opowieści. Z pewnością nie mogło chodzić tylko o szukanie szczęścia w mieście. Znacznie bliżej miał bowiem do Międzyrzeca Podlaskiego (Żabce były prawie rogatkami tego miasta). W mitologii rodziny zdecydowało o tym miejsce zamieszkania jego przyszłej żony, którą znaleĽli dla niego swaci. Lecz Żabokliki były Żabcami Siedlec (dziś to właściwie ich część) i były wsią odległą od Żabców. Trudno przyjąć, by swaci nie mogli znaleĽć żadnej panny w społeczności lokalnej, choćby nawet w Krzesku. Z kolei odległe poszukiwania wymagały od swatów ponoszenia znacznych kosztów. Może więc do swatów doszło mimochodem, a nie na konkretne, opłacone zamówienie. Może zgadało się komuś z Żaboklik, który w jakimś celu pojawił się w Żabcach, z Janem, no i spytał się on o żaboklickie panny na wydaniu? Możliwe jest też, że tropem jest nazwisko Koszara. To rodzina, która od ponad 100 lat zamieszkiwała w Wólce Kamiennej, a więc niedaleko Żabców. W historii mej rodziny Stanisław Koszara jest tajemniczą, choć ważną postacią. Odkąd pamiętam zastanawiało mnie dlaczego ktoś taki pochowany jest w grobie rodzinnym, najstarszym z istniejących. Otrzymywałem różne odpowiedzi, ale podtrzymywały one tylko enigmę tego kogoś. Było tak aż do roku 2011. Stanisław Koszara i Jan Pawlak poślubili dwie siostry. Dlaczego ślub pierwszego z nich trzymany był w tajemnicy przyjdzie mi jeszcze opowiedzieć.
W mitologii rodziny mówi się też, że zaistniał dość długi spór między matką tych sióstr, moją prababką Anną (jest pochowana w tym samym grobie co pan Koszara), a przyszłym zięciem o to, która z nich ma zostać jego żoną. Dziadek obstawał przy Mariannie, młodszej i zdecydowanie ładniejszej z nich. Przyszła teściowa chciała, by została żoną starsza, Stanisława. Spór na pewno trwał dłuższy czas, a fakty z tym związane pozwalają na sprecyzowanie daty pojawienia się Jana w Żaboklikach i Siedlcach. Jak dziś sądzę, było to na wiosnę 1925 roku. Wtedy to urzeczony urodą Marianny z miejsca ją wybrał, ale przyszła jego teściowa długo nie ustępowała. Między pierwszym zobaczeniem mej babki, a ślubem musiało upłynąć jeszcze 1,5 roku.Prawdziwą zagadką jest, jak prababka Anna mogła sądzić, że Staśka (zawsze pamiętam ją jako ciotkę) ma szansę na tego akurat męża. Nie decydowała tylko uroda. Nawiąże jeszcze do tego.
Gdy Jan zobaczył Mariannę miała ona niecałe 15 lat, gdy brał ślub niecałe 17. Była niewątpliwie urodziwą wiejską dziewczyną. Przez wiele lat zagadką było jej pochodzenie. Do dzisiaj mrokiem tajemnicy pokryte są szczegóły. Tym niemniej zasługuje na świadectwo, które też postaram się dać.
Dziadek Jan niewątpliwie odwiedzał Krzesk aż do czasów wojny. Znał przecież Tomasza I, znał Andrzeja i Edwarda. Bywał w Krzesku w drodze do Żabców lub z Żabców. To jemu zapewne zawdzięczał Tomasz II, jego brat, reklamę Żaboklik, choć sam od dnia swego ślubu zamieszkiwał Siedlce. Czy Marianna, jego żona, zawitała kiedykolwiek do Krzeska, nie wie nikt.
Część XIX. Nowe drogi
Sygnalizowałem już, że po odzyskaniu niepodległości historia Pawlaków poszła dwoma drogami. Linia starsza kontynuowała swój związek z ziemią, także w takim sensie, że pogłębiła związek z Ziemią Krzeską. Linia młodsza w wyniku zbiegu okoliczności stała się chłopstwem bezrolnym. W poszukiwaniu pracy opuściła Krzesk najmując się u kogoś, u kogo robiła to, co robiłaby będąc u siebie i na swoim. Za niedługo okazało się, drogi dwóch braci z tej linii też poszły odrębnymi drogami. Na razie jednak jeden z nich zdecydował się zerwać z przynależnością do roli i zacząć budować „nieznane” dla siebie i swej rodziny.
Jako bezrolny przedstawiciel chłopstwa nie miał nic, mógł zaledwie mieć żonę. Oczywiście nie każdą, tylko taką, która też nie miała nic. Babka Marianna nie miała prawie nic. Prawie, albowiem miała urodę. To wszystko co miała. Była, podobnie jak jej starsza siostra, dzieckiem nieślubnym.
Ile to opowieści wykreowała rodzina, by nadać jakiś sens temu faktowi. Nigdy jednak nie traktowała tego jako powodu do wstydu. Cała rodzina o tym wiedziała i o tym rozmawiała; pasjonowała ją ta zagadka pochodzenia i jej wpływ na aktualne wydarzenia w życiu rodziny. Swej rodzinie, swym Pawlakom, zawdzięczam tę otwartość, brak obłudy posunięty aż do przypuszczeń o swobodnej konduicie mej prababki Anny.
Pisałem już, że prababka chciała wydać koniecznie za mąż swą starszą córkę Stanisławę. Pisałem też, że było to nie do zrealizowania. Starania się o rękę Marianny były podyktowane i jej urodą (to wyjściowa przyczyna starań) i faktem, że w miarę upływu czasu nie można było ukryć ciężarnego stanu jej siostry, dziewczyny przecież niezamężnej. To przesądza o tym, że starania o rękę Marianny zaczęły się na jesieni 1924, a jej wybór jako przyszłej żony został przesądzony w maju 1925, z chwilą gdy przyszła na świat Zofia, znana mi zawsze jako ciotka – podobnie z resztą jak jej matka Stanisława. W przyszłości Zofia miała okazać się jedną z najcieplejszych postaci w rodzinie.
Gdy losy Stanisławy zostały faktem urodzenia nieślubnego dziecka przesądzone, losy Marianny wcale nie były w lepszym stanie. Wzięcie ślubu okazało się nie lada problemem. Gdy decyzje o nim zapadły okazało się, że Marianna Adamczyk nie istnieje. Oto w czerwcu 1925 roku w parafii św. Stanisława w Siedlcach zostaje zarejestrowany fakt urodzenia w roku 1910 przez Annę Adamczyk córki Marianny. Przez 15 lat Marianna żyła, ale nie istniała. Zarejestrowanie jej istnienia było konieczne ze względu na umówiony już ślub, ale wiek babki nie pozwalał na zawarcie małżeństwa wcześniej niż w 1927 roku. To pośrednio wskazuje na prawdziwość podanych w akcie danych, lecz jednocześnie stawia problem braku rejestracji urodzin. Cóż za powód mógł stać za niezgłoszeniem urodzin dwóch sióstr, w przypadku Stanisławy na tyle radykalny, że przez całe życie nie posiadała ona metryki urodzenia? Fakt ten ujrzał światło dzienne dopiero z chwilą jej śmierci, co biurokrację doprowadziło do rozpaczy, a jej córkę do desperacji. Przez jakiś czas nie wydawano zgody na pochówek, a sierpień 1980 roku był upalny. W końcu biurokracja i rodzina znalazła kompromis, czyli lewą metrykę urodzenia. Nie ma jej w aktach metrykalnych USC, jest tylko jako goły zapis w aktach cmentarnych, od początku do końca wymyślony. Nikt na świecie nie wie i nie będzie już wiedział, kiedy i gdzie urodziła się Stanisława, nikt też nie odpowie na pytanie, kto umożliwił w takich okolicznościach zawarcie kościelnego związku małżeńskiego w zimie 1945 roku w kościele św. Stanisława w Siedlcach. Była to uroczystość tajna, ślub cichy, mający miejsce między 5.30 a 6.00 rano, gdy jeszcze było ciemno, ślub nigdy nie zarejestrowany ani potwierdzony w aktach cywilnych. Ślub tak bardzo tajny, że objęty jest klauzulą poufności uniemożliwiającą wgląd w ten akt. Sam ślub jest jednak ponad wszelką wątpliwość faktem potwierdzonym przez tegoż ślubu świadków.
Jakby nie patrzeć, to scenariusz filmu sensacyjnego, zagadka wprost detektywistyczna. Wszystkie tropy prowadzą do kwestii ojca, jedynej postaci w tym heteroseksualnym tańcu, która może zostać zakwestionowana. Czyżby był on aż tak znaczący, że imię jego należało utajnić? Uszanuję wolę przodków, chociaż dysponuję poszlakami uprawdopodabniającymi
trafność przypuszczeń kto to był.
Sytuacja podtrzymywanej tajemnicy skutkowała najprzeróżniejszymi domysłami tyczącymi pochodzenia panien Adamczykówien. Najczęściej ojcem był ktoś znaczący, czy to swym majątkiem, czy też pochodzeniem. Lecz jak było w rzeczywistości? I tu znów natykamy się na mrok. Po pierwsze, w aktach USC Siedlce mamy całkowity misz-masz informacyjny. W tychże aktach napisane jest jak byk, że prababka Anna urodziła się w roku 1899 – miałaby więc mniej niż 10 lat gdy rodziła dwie swe córki. Po drugie, ojciec jej pozostaje nieznany, ale dane dotyczące matki jak i miejsca urodzenia okazują się prawdziwe. Zatem skąd pochodzą takie dane?
Mając do czynienia z takimi mrokami tym bardziej chce się poznać prawdę. Być może nie da się tego jednak wyjaśnić. Co wiadomo na dzisiaj? A więc po pierwsze, właściwe nazwisko rodowe to Adamczuk. Kiedy i w jakich okolicznościach zostało nieco zmienione nie wiadomo, na pewno miało to miejsce po 1891 roku (rok śmierci ojca Anny), a przed 1925 rokiem (na akcie urodzenia Zofii, córki Stanisławy, jak i Marianny mej babki brzmi ono jako Adamczyk). Po drugie, wydaje się, że Anna i jej siostra Bronisława były córkami (dwie inne zmarły w niemowlęctwie) z drugiego małżeństwa ich ojca. Po trzecie, Ľródłem galimatiasu jest niejasność co do tego, w jakiej formie pisane było imię ojca. W trakcie trwania drugiego małżeństwa z Michaliną z Uziębłów, moją praprababką, określany był jako Jan, lecz w trakcie pierwszego małżeństwa był regularnie Iwanem. Sytuację wyjaśniłaby metryka urodzeniowa, której do tej pory nie odnalazłem. Nie ma także aktu ślubu z Michaliną. Co wiadomo zatem? Michalina, o 20 lat młodsza od męża, owdowiała szybko i zaczęła wychowywać dwoje półsierot, zapewne przy pomocy rodziny. Gdzie to było i do kiedy nie wiadomo. Starsza siostra, Anna, miała niecałe 8 lat (ur.1882 w Hołubli, parafia Paprotnia), młodsza, Bronisława zaledwie rok (ur.1890 w Przygodach, parafia Suchożebry). Te dwie córki odnajdujemy w Żaboklikach w roku 1910, pracujące jako służące. Jeśli Michalina nie wyszła drugi raz za mąż, to raczej szybko swe córki osierociła. Dalsze losy tych panien wyznaczyło sieroctwo.
W lutym 1927 roku Jan z Marianną wzięli ślub. Dziadek nie miał szczególnego wyboru, jako nowy siedlczanin stał się niewykwalifikowanym robotnikiem. To na kilka lat związało jego losy z historią, że tak powiem gospodarczą, tego kraju. Jan był dniówkowym robotnikiem, ale przetarł szlak. Jego przyrodni starszy brat Tomasz II dzięki wyborowi Jana zaczął przemyśliwać nad zmianą i swego położenia. Najpierw jednak zapragnął powrócić do Krzeska.
Co było dalej, o tym następnym razem.
Część XX. W poszukiwaniu straconego braterstwa.
Rzadko poddajemy się refleksji pędząc przez życie. To wymaga spowolnienia, wyłonienia się nieodzownego podziału na to co przed nami i na to co za nami. Za nami odkłada się historia, a przed nami? Tak, w każdym razie historią to nie jest, historią to dopiero będzie. Czy historią byłoby to jednak, gdyby nas nie było? Otóż nie, istnienie ciebie czy mnie, nas tudzież was, jest nieodzownym warunkiem historii. Czas, który upłynął miedzy wyłonieniem się z nicości kosmosu Ziemi, a jej zaludnieniem ludĽmi, jest historią tylko wtedy, gdy istnieje sposobność opowiedzenia (Homer tu mistrzem) tego czasu, więcej, możliwość napisania tej opowieści (gdzie bylibyśmy bez papirusu i cielęcej skóry?), utrwalenia jej. Pisanie to ludzki sposób na zwycięstwo nad czasem. Z tego to punktu widzenia piramidy w Gizeh są formą pisma, które ma historię uwiecznić.Z pozoru drobne fakty okazują się być doniosłe, nie z chwilą ich pojawienia się, lecz dopiero gdy opowieść dobiegnie końca. Dwie gałęzie rodu Pawlaków z Krzeska wyrosły z faktu istnienia dwu braci, jak to bywa w życiu, starszego i młodszego. To żadna nowość, to skutek realnej różnicy. Tyle że z tej realnej różnicy nie muszą koniecznie wynikać różnice innego rzędu, znane na przykład jako „młodszemu lepiej” albo „młodszemu wiatr w oczy”. Starszeństwo Adama IV zdecydowało, że jego dzieci wrosły aż na końcowe „amen” w Krzesk, jednocześnie ułatwiając Antoniemu i jego dzieciom pożegnanie się z Krzeskiem. Czy gdyby Adam IV dzieci nie miał, to dzieci Antoniego by w nim pozostawiły swe kości? Chociaż nigdy tego nie sprawdzimy, to zdanie sobie sprawy z tych drobnych z pozoru faktów, pozwala coś więcej zrozumieć. GałąĽ Adama IV wyróżniało w stosunku do gałęzi Antoniego coś jeszcze. I sam jej protoplasta i wszyscy jego synowie mieli udane małżeństwa, co najmniej spokojne. Nie mam tu na myśli konfliktów małżeńskich, bo tych nigdy nie brakuje. Chodzi tu o stabilność, o efekt przywiązania. Widać to dokładnie na przykładzie Tomasza I. Stosunkowo wcześnie stracił żonę, zmarła w 1926 roku w jeszcze młodym wieku. Tomasz I jednak nie szukał kolejnej żony. Męscy przedstawiciele tej gałęzi mieli jedną żonę przez całe życie. Uniknęli tego, z czym zmagali się przedstawiciele gałęzi Antoniego. Miał on dwie żony i potomstwo z nich. Tu pojawiają się dylematy biorące się z faktu istnienia rodzeństwa przyrodniego. Tomasz II i Jan, mój dziadek, to rodzeństwo przyrodnie. Pierwszy syn Tomasza II i kolejni jego synowie też. To rodzi napięcia. Napięcie zasadnicze to problem uprzywilejowania. Zasadniczo, dzieci z pierwszego małżeństwa wychodzą na tym gorzej, ale to nie reguła. Tomasz II jako dużo starszy brat od Jana skorzystał z uprzywilejowania i zdecydował o opuszczeniu Krzeska, Janwtedy się musiał z tym pogodzić (to wnioskowanie jest bardziej przekonywujące, jeśli Antoni zmarł w Krzesku). Gdy jednak dojrzał, sam postanowił stanowić o swoim życiu i wybrał Siedlce. Odwrotnie było ze Stanisławem, pierwszym synem Tomasza II, bardzo wcześnie osieroconym. Uprzywilejowane było rodzeństwo z drugiej żony, czego ślad pozostał do dzisiaj w opowieściach mieszkańców Żaboklik. Stanisław jawi się w nich jako pozostający stale na marginesie Pawlak z Siedlec, niegdyś z Żaboklik, krajan mieszkańców Krzeska.Decydujący krok Jana tyczący opuszczenia przyrodniego brata i szukania przyszłości w Siedlcach objawił się z kolei skutkami w życiu Tomasza II. Los robotnika rolnego nie był we krwi urodzonego chłopa jakim był on w istocie. Chciał być chłopem na własnej ziemi i pewno stąd powstał pomysł „reintrodukcji” w Krzesku. Wymagało to jednak posiadania środków na jej zakup, środków, których nie miał. Okazja nadarzyła się w roku 1930. Wtedy to zmarli rodzice pani Walerii, drugiej jego żony, przekazując w spadku córce płacheć ziemi w rodzinnym Tłuścu, pozostały po podziale miedzy rodzeństwem. Jego sprzedaż dawała środki na realizację marzenia i planu. Lecz musiała być jeszcze podaż. Tu nastąpił impas.Mieszkania w Warszawie kosztują o wiele drożej niż w Siedlcach, to jasne. Mniej oczywiste jest to, że ziemia w Krzesku kosztowała drożej niż gdzie indziej. Wieś duża, urządzona i skolonizowana od dawna, bez wolnych ugorów i miejsca na rozbudowę tego, co zwykle nazywane jest kolonią. Nawet sprzedaż całych 10 mórg ziemi w Tłuścu nie gwarantowała sukcesu. Cena reintrodukcji do Krzeska okazywała się za wysoka na możliwości Tomasza II Pawlaka, tym bardziej, że to Waleria była wyłącznym posiadaczem swych mórg. Nawet jeśli udało się ją przekonać do wyzbycia się ojcowizny, to pozostawała konieczność znalezienia nowego miejsca na ziemi, odpowiednio taniego i odpowiednio dużego.
Czy Tomasz II w realizacji swego zamiaru zwrócił się po pomoc do potomków Adama IV, nie wiem. Zapewne tak, skoro pozostali w Krzesku Pawlakowie wiedzieli o tym, że Tomasz II w końcu swego życia zawędrował do Żaboklik. Przyjmuję przeto, że pomimo przychylnego wsparcia kuzynów Tomaszowi II nie udał się powrót do Krzeska, koszta okazały się za duże.W tym niepomyślnym zbiegu okoliczności z pomocą przyszedł Jan, już z Siedlec. To od niego mógł wyjść pomysł na zakup ziemi leżącej wolno, a znanej póĽniej jako kolonia Żabokliki. Z pewnością pomysł ten wyrastał z faktu, że ciotka jego żony, znanej mi w dzieciństwie jako ciotka (cóż za dowolność nomenklatury!) Bronka, od 1930 roku była żoną mieszkańca Żaboklik, choć z pochodzenia pracownika dóbr Korczew hrabiego Ostrowskiego, Stanisława Kosmali. Wraz z braćmi zakupił i zamieszkał na powstającej wtedy kolonii, o rzut kamieniem od lasu golickiego. To sprawiło, że kawał ziemi mogącej wyżywić dużą bądĽ co bądĽ rodzinę zainteresował Tomasza II. Pod koniec roku 1935 stał się on własnością Pawlaków. Cała rodzina, łącznie z dorosłymi już Stanisławem i Piotrem zamieszkała w Żaboklikach 23.V.1936 roku. Ten piękny kawałek ziemi tuż obok lasu golickiego, w czasie wojny stał się miejscem schronienia dla wszystkich Pawlaków Antoniego. Dom i zabudowania gospodarcze były schronieniem dla około 20 osób. Sam dom istniał jeszcze w roku 1999. Dziś nie ma po nim śladu, a ja nie mam nawet zdjęcia. W tym domu zmarł tuż po wojnie Tomasz II, w nim zmarła Waleria pod koniec lat 60-tych. Podobno spłonął. Dziś jest tam dom nowoczesny. W nim zmarła ostatnia przedstawicielka Pawlaków w Żaboklikach, najmłodsze dziecko Tomasza II – Jadwiga. Jest własnością wnuków Jadwigi, państwa Kargolów (cóż za asocjacja – na pewno nie Kargulów; Kargol to nazwisko schłopiałej, ale szlacheckiej rodziny Piórów h.Bończa. Jej przedstawiciel, Stanisław, kowal w Siedlcach, został mężem Jadwigi i zamieszkał w Żaboklikach). Jadwiga z Pawlaków Kargolowa zmarła w 2010 roku.Uzupełnieniem tekstu jest fotokopia dokumentu potwierdzającego istnienie kawałka ziemi, której sprzedaż pozwoliła na osiedlenie się w Żaboklikach, ale nie pozwoliła na powrót do Krzeska.
Post Comment
Please Login to Post a Comment.